Nieznane skutki traktatu lizbońskiego

Nieznane  skutki  traktatu  lizbońskiego

Skoro Polska nie podpisała deklaracji uznającej symbole Unii Europejskiej, to trzeba być konsekwentnym i ściągnąć flagi unijne sprzed państwowych instytucji

Traktat lizboński wszedł w życie. Bez wątpienia daje on szansę pogłębienia integracji europejskiej, która może być korzystna dla Polski i dla pozycji Europy jako gracza na arenie globalnej polityki gospodarczej i bezpieczeństwa świata.
Są jednak w traktacie postanowienia nieznane szerszej publiczności i takie, które przynajmniej na krótszą metę osłabiają naszą pozycję. Nie będę tu prezentował własnych ocen. Oprę się na tekście traktatu lizbońskiego i jego omówieniu na oficjalnej stronie rządowej (www.prezydencjaue.gov.pl). Cytuję z tej strony: „W konsekwencji przyjęcia Traktatu z Lizbony Prezydencja Polski nie obejmie szczebla Rady Europejskiej i skoncentruje się na formacjach Rady Unii Europejskiej (z wyjątkiem Rady do spraw Zagranicznych) i jej organów pomocniczych”.
Ministrowie Sawicki, Kopacz i Kudrycka będą przewodniczyć Radom Unii Europejskiej, ale premier Tusk nie, a minister Sikorski tylko Radzie do spraw Ogólnych!
Tak więc wprowadzenie urzędu stałego przewodniczącego Rady Europejskiej oraz urzędu Wysokiego Przedstawiciela Unii do spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa sprawia, że

role naszego premiera i ministra spraw zagranicznych

w okresie prezydencji polskiej zostaną radykalnie ograniczone. To nie oni będą przewodniczyć najważniejszemu organowi Unii Europejskiej: Radzie Europejskiej (będzie to robił Herman Van Rompuy, a nie Donald Tusk) i prestiżowej Radzie do spraw Zagranicznych (zadanie to przypadnie Lady Ashton, a nie Radosławowi Sikorskiemu). To nie tylko zmniejszenie możliwości wpływania na polityczne treści prezydencji, lecz także bez wątpienia pozbawienie nas tak cenionego przez Polaków prestiżu płynącego z piastowania międzynarodowych funkcji.
Ministrowi Sikorskiemu pozostanie przewodnictwo Radzie do spraw Ogólnych, koordynującej przygotowanie posiedzeń Rady Europejskiej.
Zdaję sobie sprawę, że po naszej stronie konfiguracja personalna może się zmienić, ale odnoszenie do aktualnych nazwisk lepiej uzmysłowi nam charakter zmian.
Nie mają o co się martwić pozostali ministrowie polskiego rządu, którzy zachowają prawo przewodniczenia pracom Rady UE w konfiguracji sektorowej (sprawiedliwość i sprawy wewnętrzne JHA, polityka społeczna i zdrowie EPSCO, konkurencyjność COMPET, transport, komunikacja i energia TTE, rolnictwo i rybołówstwo AGRIfish, środowisko ENVI czy też edukacja, młodzież i kultura EYC).
W ramach tzw. dekonstytucjonalizacji traktatu z Lizbony usunięto z jego treści postanowienia dotyczące symboli Unii Europejskiej: flagi, dewizy, hymnu, euro oraz Dnia Europy obchodzonego 9 maja.
W ostatniej chwili przed uchwaleniem traktatu 16 państw UE: Belgia, Bułgaria, Niemcy, Grecja, Hiszpania, Włochy, Cypr, Litwa, Luksemburg, Węgry, Malta, Austria, Portugalia, Rumunia, Słowenia i Słowacja, przyjęło deklarację nr 52 w sprawie symboli Unii Europejskiej.
Oświadczyły one, że:
– flaga przedstawiająca krąg 12 złotych gwiazd na niebieskim tle,
– hymn pochodzący z „Ody do radości” z IX Symfonii Ludwiga van Beethovena,
– dewiza „Zjednoczona w różnorodności”,
– euro będące walutą Unii Europejskiej oraz
– Dzień Europy obchodzony 9 maja
pozostają dla nich symbolami wyrażającymi poczucie wspólnoty obywateli Unii Europejskiej oraz ich związek z nią. Do tej deklaracji nie przyłączyło się 11 państw: Republika Czeska, Dania, Estonia, Irlandia, Francja, Łotwa, Holandia, Polska, Finlandia, Szwecja, Wielka Brytania.
Decyzja tych, którzy traktat wynegocjowali (prezydent Lech Kaczyński i były premier Jarosław Kaczyński), i tych, którzy podpisali (premier Donald Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski), ma określone konsekwencje praktyczne. Innymi słowy,

nie uznajemy flagi europejskiej.

Powiewanie flag unijnych przed Pałacem Prezydenckim, Kancelarią Prezesa Rady Ministrów i w wielu innych miejscach publicznych oparte było dotychczas na faktycznym uznaniu przez Polskę tych symboli po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. Inna jest sytuacja obecnie. Polska nie przystępując do deklaracji nr 52, nie uznała tych symboli za swoje.
Skoro ich nie uznała, trzeba być konsekwentnym i ściągnąć flagi unijne sprzed państwowych instytucji. Warto się także zastanowić, dlaczego nieuznawany symbol ma być umieszczony na wszystkich samochodowych tablicach rejestracyjnych, na których flagę polską zastąpiła kilka lat temu flaga unijna.
Trudna sprawa. Unijne symbole używane są w Polsce od kilku lat i nie budzą żadnych negatywnych konotacji i obaw o to, że są konkurencyjne lub zastępujące drogie nam nasze symbole narodowe: biało-czerwoną flagę, orła czy Mazurek Dąbrowskiego. Nikomu to nie przeszkadzało. Raptem władze wykonały nie bardzo zrozumiały i kłopotliwy krok pociągający za sobą nieprzewidziane przez nie konsekwencje.
Wydaje się, że zamiast usuwać symbole, byłoby znacznie rozsądniej w możliwie najkrótszym czasie przyłączyć się do deklaracji nr 52.

Autor jest ambasadorem ad personam, wykładowcą Europejskiej Akademii Dyplomacji

Wydanie: 1/2010

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy