Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

MSZ jest trawione chorobą. Ona jest fatalna, ma złe skutki. Jedni ludzie są nerwowi, krzyczą na podwładnych, są w pełnym dygocie. Drudzy udają, że pracują, nie podejmują ważnych spraw, to jest ich sposób na przeżycie. To znana w administracji państwowej choroba. Nazywa się różnie, choć chyba najlepszą dla niej nazwą byłaby „niepewność”. Otóż w MSZ ludzie nie wiedzą, w którą stronę wahnie się wahadło, czy Stefan Meller będzie samodzielnym ministrem, czy też, przeciwnie, za miesiąc znów będzie składał dymisję. Nikt tego nie wie, no i właśnie w tym jest problem.
W MSZ lud wiedziałby więcej, gdyby miał jakieś namacalne dowody tego, kto jest górą, a kto dołem.
Takim dowodem byłaby na przykład nominacja ambasadorska w Moskwie – czy będzie ambasadorem w Rosji Jerzy Bahr, tak jak chciałby Meller, czy nie? Na pierwszy rzut oka jego nominacja powinna być oczywista – to człowiek poukładany, umie kierować ludźmi, zna się jak mało kto na sprawach wschodnich. No i w czasach PRL emigrant polityczny. Cóż z tego – skoro dla Kaczyńskich jest niepewny, bo przez parę ostatnich miesięcy był szefem BBN…
Czyżbyśmy więc wracali do dawnych czasów, kiedy ambasador musiał mieć legitymację partyjną? Oczywiście, tej właściwej partii…
Innym dowodem pokazującym, w którą stronę przewaliły się sprawy w MSZ, byłaby dymisję wiceministra Witolda Waszczykowskiego. O tej dymisji mówi się już od paru tygodni: Waszczykowski ma z MSZ odejść, i będzie to świadczyło o tym, że wpływy PiS w ministerstwie słabną. Ale nie teraz, bo teraz to piszą o jego dymisji media, więc minister gra na przeczekanie, żeby sprawę załatwić bez rozgłosu i elegancko.
Może i tak jest. Ale co mamy? Stan niepewności. Udzielił się on i samemu zainteresowanemu, który ostatnio coś złagodniał, jakby już odeszło od niego rewolucyjne napięcie.
Za to już na sto procent odchodzi Jarosław Pietras, dotychczas kierujący UKIE (formalnym szefem UKIE jest szef MSZ), człowiek wiedzący wszystko o Unii Europejskiej. Przeniesie się do Ministerstwa Finansów.
Odejście Pietrasa nie jest w MSZ sensacją, mówi się o tym już od dawna. Jakimś rodzajem sensacji są natomiast pogłoski tłumaczące, dlaczego Pietras musi odejść. Bo Stefan Meller go nie lubi. Na poparcie tej tezy ludzie dobrze poinformowani przypominają ubiegłoroczną wizytę premiera Marcinkiewicza w Brukseli. Początkowo premier miał przyjąć koncepcję podsuwaną mu przez Ryszarda Schnepfa, no i Mellera, co prowadziło go do nieuchronnej klęski. I dopiero jak w sprawy włączył się Pietras, który najlepiej wiedział, jakie państwo w co gra, premier mógł coś wywalczyć.
Ale podpadł tym samym i Schnepfowi, i Mellerowi, i w zasadzie całemu PiS-owskiemu establishmentowi. I łatwo go załatwili – Pietras jest w UKIE od zawsze, więc przyklejono mu łatkę człowieka „starego reżimu”, konserwującego „stare układy”.
Teraz więc ma odejść, a sprawy europejskie ma wziąć pod swoją pieczę wiceminister Anna Fotyga.
Jeżeli tak, to gratulujemy wyboru.
Attaché

 

Wydanie: 10/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy