Notes 11

Notes 11

Hrabia Jerzy D. został złapany na granicy, jak przewoził do Niemiec 75 kg narkotyków. Media poinformowały, że ów Jerzy D. był w przeszłości szefem Protokołu Dyplomatycznego MSZ. Ano był. Jako jedna z wielu „gwiazd”, które Krzysztof Skubiszewski sprowadził do MSZ. To był śmieszny transfer, bo oczywiście ów D. miał nie za wielką wiedzę o tym, czym jest protokół dyplomatyczny, ale minister najwyraźniej był przekonany, że jak ktoś jest hrabią, to zasady siadania przy stole ma we krwi. No i że trochę błękitnej krwi, w tym post-PRL-owskim MSZ, zaludnionym dziećmi i wnukami chłopów, jest jak najbardziej potrzebne. Gdybyż w protokole o to tylko chodziło…
Dziś w ministerialnym gmachu pamięć o nim (odszedł z MSZ 10 lat temu) jest już niewielka. Co ciekawe, ludzie wspominają go jako człowieka, który oceniał ludzi po… rękach. Bardzo go raziło, gdy napotykał ręce pomarszczone albo za duże, albo odmrożone…
Lada dzień inną granicę, wschodnią, przekraczać będzie nowy ambasador RP w Mińsku, Henryk Litwin. Litwin już przeszedł wszystkie szczeble, łącznie z przesłuchaniem przed komisją spraw zagranicznych. Ono zresztą było dosyć rozczarowujące. Bo nowy ambasador mówił, że jeszcze nie wie, jaka będzie koncepcja jego pracy, no i unikał odpowiedzi na bardziej konkretne pytania.
No, poza jednym – otóż poseł Iwiński, wzorem posła poprzedniej kadencji, Antoniego Macierewicza, zapytał Litwina, czy był pracownikiem lub współpracownikiem służb specjalnych. Och, jak to pytanie zezłościło posłów PiS, którzy zaczęli gorąco protestować! Że się nie godzi. Patrzcie państwo, jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Ostatecznie przymuszony sytuacją Litwin odparł, że przed rokiem 1989 nie był ani pracownikiem, ani współpracownikiem tajnych służb. Co było potem – nie mówił.
Litwin nie będzie jedynym nowym dyplomatą w ambasadzie. Będzie miał nowego zastępcę – Wacława Klimańskiego, byłego konsula w Brześciu, a potem w Moskwie. To w ogóle jest dosyć dziwne, bo Klimański, jak widać, zajmował się sprawami konsularnymi, a teraz, nagle będzie dyplomatą, pracownikiem pionu politycznego. Skąd więc ten przeskok, i to od razu na stanowisko zastępcy ambasadora? Żeby zdziwienie było większe, dorzućmy jeszcze jeden szczególik – jeszcze pracując w konsulacie w Moskwie, szykował się do Mińska, i to na stanowisko… ambasadora.
Ale jakoś mu nie wyszło, więc wpierw wrócił do Warszawy i teraz stąd ma wyjechać do Mińska. O, już się szykował w ubiegłym tygodniu, gdy ktoś w departamencie przytomnie go zapytał: a wizę białoruską to masz? Nie miał. Zapomniał.

PS Pytanie do speców od zarządzania: czy marazm, który jakoś wkradł się do MSZ to efekt a) choroby ministra Mellera i jego operacji? b) pata decyzyjnego w MSZ, klinczu między szefem MSZ, Kancelarią Premiera i Kancelarią Prezydenta? c) serii nieprzygotowanych wizyt zagranicznych prezydenta, w których jest za dużo gaf i których Lech Kaczyński wyraźnie nie lubi?
Odpowiedź w następnym numerze.

 

Wydanie: 11/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy