notes dyplomatyczny

notes dyplomatyczny

Ech… Pamiętacie państwo tę historię z polskim konsulem w Vancouver? Który upił się, a potem jeździł po mieście samochodem? Aż wreszcie zderzył się z wozem straży pożarnej? Wtedy na miejsce przyjechała policja, wyprosili konsula z auta, zawieźli na posterunek i zbadali krew. Potraktowali go jak żula i pijaczka. Gazety to opisywały, i kanadyjskie, i polskie, wstyd był straszliwy. A min. Sikorski wołał, że dla takich ludzi nie ma miejsca w służbie zagranicznej.
Co nie było trudne do zrealizowania, kodeks pracy pijaka nie broni.
No i co? Ten konsul, Tomasz Lis, został przez ministra przykładnie ukarany. Zostało mu obniżone wynagrodzenie zasadnicze o 25%. Na okres trzech miesięcy.
No to, panowie dyplomaci, na zdrowie!
Co tu mówić, jest w MSZ cała grupa ludzi, którzy mogą więcej. To jest i Lis, i ambasador w Bułgarii Andrzej Papierz, i wyliczać możemy dalej. Sęk w tym, że ci ludzie nie wnoszą do MSZ nic, bo ani wiedzy, ani kwalifikacji, ani osobistych walorów, a ruszyć ich nie wolno. No i, po drugie, zdaje się, że rośnie nam ta grupa…
Bo teraz gazety trąbią, że w miejsce Anny Fotygi do Nowego Jorku, do ONZ, pojechać ma Mariusz Handzlik, który w Kancelarii Prezydenta odpowiada za sprawy międzynarodowe. I co tu mówić… To człowiek, który dyplomacją zajmuje się kilkanaście lat, a z czego go pamiętamy? Z pewnego wydarzenia w Krakowie, które później było tuszowane.
Można więc śmiało przypuszczać, że jak pojedzie do Nowego Jorku, to będziemy mieli kolejne przygody, i w zasadzie wszystko, z wyjątkiem pracy w ONZ.
Aha – jeszcze na ambasadora do Kanady ma pojechać Władysław Stasiak, wiceszef Kancelarii Prezydenta RP. Wielce zaufany człowiek Lecha Kaczyńskiego. Zna się na wszystkim, tylko nie na dyplomacji.
Ten bagaż kolegów, zasłużonych towarzyszy, których nie można ruszyć, paraliżuje MSZ.
Przykład pierwszy z brzegu – wyjechał wiceminister Przemysław Grudziński na placówkę do Wiednia. I okazało się, że nie ma kto go zastąpić, nie ma w MSZ człowieka, który koordynowałby politykę wobec USA i w sprawach bezpieczeństwa. Owszem, teoretycznie są jacyś nadzorcy. Amerykę Północną podrzucono wiceminister Grażynie Bernatowicz, bezpieczeństwo – wiceministrowi Jackowi Najderowi, ale przecież na kilometr widać, że nie ma tu większej myśli.
Za to myśl warta zauważenia zaświeciła w sprawach związanych z Unią Europejską. Oto min. Sikorski zgodził się z pomysłem, że Polsce dobrze zrobi, gdy powołamy komitet mędrców – wybitnych światowych postaci – którzy będą doradzać w procesie przygotowywania Polski do przywództwa w Unii i w samym tym sześciomiesięcznym okresie. I poproszono Pawła Świebodę o koordynowanie projektu. Przypomnijmy, Świeboda był dyrektorem Departamentu Unii Europejskiej, bardzo kompetentnym, ale za rządów PiS podziękowano mu za pracę. Jego pojawienie się jest więc prostym i czytelnym sygnałem: przyznajemy się do porażki, sami nie potrafimy poprowadzić takiego projektu, zwracamy się do człowieka, którego wcześniej wyrzuciliśmy.
W sumie – lepiej późno niż wcale.
A z tej okazji w MSZ powstała nowa złota myśl Garfielda: Jaki jest sposób na lepszą pracę MSZ? Więcej Św(o)body, mniej Papierza!
I to by było na tyle.

Wydanie: 22/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy