Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To już jest lato. Czyli czas zmian. Ci, którzy mają wyjechać, właśnie szykują się do wyjazdu. Bo na placówkę najlepiej udać się w lipcu, by był czas na załatwienie dzieciom szkoły. Ci, którzy mają wracać, właśnie zjeżdżają albo też wykorzystują zaległe urlopy, nieraz wielotygodniowe. A ci, których rotacja ominęła, robią dobrą minę do takiej sobie gry – to wszystko zależy jak w MSZ się ułoży, bo za rok mogą dobrze wyjechać, albo nie wyjechać wcale.
Poza tym nie cichną echa niedawno zakończonej konferencji ambasadorów, a raczej giełdy, która przy tej okazji nam rozkwitła. Parę osób w MSZ już zdążyło policzyć nazwiska „stuprocentowych wiceministrów”, które przy tej okazji zaistniały. Jest ich około 12, płci obojga. I przez grzeczność nie będziemy ich wyliczać.
Nie ma na niej nazwiska Henryka Szlajfera, którego parę tygodni temu załatwiono bezpieczniacko-telewizyjną metodą. Teraz, po konferencji ambasadorów, poszła w MSZ wiadomość, że Szlajfer wprawdzie do Waszyngtonu nie pojedzie, ale za to wysłany zostanie w inne miejsce. A w jakie? Kto to wie?
W każdym razie – szepce towarzysz korytarz – PO-PiS-owcy mogą się cieszyć – minister Rotfeld zostawi sprawę mianowania ambasadora w USA swemu następcy.
Przy okazji zastanawiają się w MSZ, kto mógłby być w nowym rozdaniu szefem resortu. Nazwisk na giełdzie jest niewiele, Saryusz-Wolski, Sikorski, reszta kandydatów odpada. Z banalnego powodu – nie znają języków obcych.
Nie zna ich na przykład Bronisław Komorowski (z PO), więc pewnie przerzuci swoje ambicje na stanowisko ministra obrony. No ciekawe, czy wyśle za granicę tylu generałów, co Jerzy Szmajdziński? I Olszewski (Kambodża) i Tyszkiewicz (Bośnia i Hercegowina) przeszli przesłuchanie w sejmowej komisji bez problemów. Czy będą równie dobrymi ambasadorami?
Nie ma w MSZ wielkiej radości, że do walki o prezydenturę przystąpił Włodzimierz Cimoszewicz. Dlaczego? A to wyjaśniają ostatnie wypowiedzi polityków prawicy, którzy – w swym zapale ścigania Cimoszewicza – zaczęli opowiadać, jakim to gniazdem agentów jest MSZ. To tak jakby ktoś w poszukiwaniu igły w stogu siana podpalił stóg.
Na mniejszą skalę metodę tę uprawiali co poniektórzy ambasadorowie. Oto chodził np. po kolegach młody ambasador Bogusław Marcin Majewski (Singapur) i opowiadał, jakie katusze musi cierpieć z powodu swego zastępcy, Floriana Buksa. I że on chce dobrze, ma świetne pomysły, ale ten Buks wszystko dołuje. Tak oto w nowej formie ujawnił nam się pradawny spór między MSZ-owcami i MHZ-owcami… Ci, którzy nie mają pojęcia, kiwają Majewskiemu ze współczuciem, ci, którzy wiedzą, o co chodzi, kiwają z dyplomatycznej zapobiegliwości. Drogi Marcinie, jak sądzisz, jak długo te twoje mało finezyjne rozmowy trzymane były w tajemnicy?

Wydanie: 28/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy