Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Polska polityka zagraniczna w coraz większym stopniu przestaje przypominać politykę, a staje się, no właśnie, czym się staje? Zabawą?
A propos rozrywki – nie będzie balu z okazji 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Ten pomysł ministra Kamińskiego jest wstydliwie chowany pod sukno. Zamiast balu, zamiast pląsów będzie uroczyste przyjęcie. Zaproszeni goście (dokładnie policzą ich dziennikarze…) będą siedzieć przy stole, spożywać, a umilać im czas będą polskie piosenkarki. I jak tu nie zgodzić się z tezą, że dyplomacja to zajęcie niełatwe, wymagające opanowania i żelaznego zdrowia.
Tym też niektórzy tłumaczą wielką ochotę pana prezydenta, by znów przelecieć się do Brukseli, na kolejny szczyt Unii Europejskiej. Tym razem szczyt będzie krótki, będzie to tylko uroczysty lunch, a dla każdego kraju przewidziano przy stole jedno miejsce. Zdaje się więc, Polska będzie tu wyjątkiem – dostawią nam krzesełko. I prezydent usiądzie przy stole, i będzie mógł na żywo potrenować, jak to się uroczyście jada w Europie. Trening będzie bez pudła, bo zgodnie z zasadą procedencji, on będzie siedział tak jak prezydent, a premier Tusk będzie siedział tak jak pani Kaczyńska.
Premier Tusk też zresztą uprawia politykę zagraniczną, ale inaczej, znacznie mniej konsekwentnie. Bo z jednej strony walczy jak lew w sprawach Brukseli. Kto tam ma jeździć – on czy prezydent. Jest o nim głośno. A z drugiej strony, gdy może czymś się pochwalić – a takim czymś była jego wizyta w Chinach – można odnieść wrażenie, że robi niemal wszystko, by to udane przedsięwzięcie przeszło w Polsce niezauważone, by jak najmniej o nim mówiono. Godna podziwu skromność…
Kolejną osobą zajmującą się polityką zagraniczną jest min. Sikorski. I tym się zajmuje, jeździł do Japonii i Korei (pisaliśmy o tym tydzień temu) razem z żoną, która wygłaszała tam odczyty.
Na liście jest jeszcze marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. Ale on mniej jeździ, za to chętniej przyjmuje w Sejmie różne egzotyczne delegacje.
Dodajmy do tego jeszcze marszałka Senatu, Bogdana Borusewicza – i tu mamy niespodziankę. Marszałek nie sprawia wrażenia osoby uwielbiającej zagraniczne wojaże i dyskusje międzynarodowe, a tymczasem właśnie w tych dniach poleciał do Algierii, zabierając ze sobą do samolotu 40 przedsiębiorców. No proszę, ileż to jęków człowiek się nasłuchał o konieczności dywersyfikacji źródeł energii albo o kiepskiej kondycji naszej zbrojeniówki. A tu człowiek załadował grupę ludzi do samolotu i poleciał z nią tam, gdzie Europa kupuje gaz (notabene dla Europy dywersyfikacja oznacza uniezależnienie się od Algierii) i gdzie, z racji dawnych więzów, dobrze widziane są wyroby naszego przemysłu maszynowego.
Oto więc polska polityka zagraniczna w telegraficznym skrócie. Strategii ją porządkującej nie widać. To wszystko zastępują indywidualne pomysły, jedne świetne, drugie złe.
Oby do następnego sondażu. A potem – kolejnego. I już.

Wydanie: 45/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy