Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Gorące dni sprzyjają refleksji. W taki upał można jedynie snuć rozważania, co najwyżej. Więc ludzie rozważają szczęście Krzysztofa Biery, do wojny z Saddamem ambasadora RP w Iraku. Zanim wojna się zaczęła, wrócił do Warszawy. Potem jakoś do Bagdadu się nie wybierał. Jeszcze później poszła wieść, że do Iraku już nie wróci i że na jego miejsce jest inny kandydat. A teraz się okazało, że Biera wygrał los na loterii, bo pojedzie jako ambasador, ale nie do niespokojnego Bagdadu, tylko do spokojnego Ammanu. Żyć, nie umierać. Spokój, bezpiecznie. Biera zresztą na tę placówkę pracował już w Jordanii…
Źle także nie jest Zbigniewowi Smudze, który zamyka naszą ambasadę w Bangladeszu. Parę tygodni temu napisaliśmy, że już zamknął i przyjechał do Warszawy. Zgubiła nas wiara w sprawność polskich dyplomatów. Ktoś go zobaczył, więc skojarzył, że ambasada zlikwidowana, bo ile lat można ją zamykać. Otóż można. Smuga przypomina, że ambasada wciąż działa, chociaż jest w likwidacji. Żyć, nie umierać. Z takiego likwidowania można dostatnio przeżyć na koszt podatnika następnych ładnych parę lat.
A z zakładania? Właśnie otwieramy ambasadę w Singapurze. Więc wyobraźnia ludzi doświadczonych podsuwa atrakcyjne scenariusze: zakup siedziby, zakup rezydencji, wynajem mieszkań dla personelu, nabór personelu miejscowego… Ach, ileż to odpowiedzialnych zadań! I nie popadajmy w nadmierną podejrzliwość, polscy dyplomaci raczej dobrze kupują nieruchomości. W dobrych punktach, za przyzwoite pieniądze. No, chyba że za naszą wschodnią granicą…
A propos nieruchomości. Wraca sprawa naszej ambasady w Berlinie. A w zasadzie jej budynku, który straszy opustoszały w centrum Berlina. Sprawa polega na tym (ileż razy już o tym pisaliśmy!), że nasze MSZ utopiło w tym 16 mln zł. Za które dostał projekt architektoniczny nowego budynku, i to taki, którego nie można postawić.
Ten interes stulecia badała prokuratura i sprawę umorzyła. A to dlatego, że jak poinformowano w uzasadnieniu, główny świadek, ambasador RP we Włoszech, Michał Radlicki (to on zatwierdzał jako dyrektor generalny kosztorysy projektu), przebywał za granicą, a poza tym chroni go immunitet (sic!). O sancta simplicitas, ten immunitet, droga prokuraturo, chroni go, ale we Włoszech. W Polsce jest zwykłym urzędnikiem…
Ale teraz w MSZ się szepce, że do sprawy się wróci, i to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, najpewniej ministerstwo zdecyduje się na remont dotychczasowego budynku. To przedsięwzięcie jest zdecydowanie najtańsze. No, ale wówczas trzeba będzie jakoś się wytłumaczyć z wypuszczenia w kosmos owych 16 mln, tego nie da się schować. No i jest powód drugi, za sprawą prasy mamy wojnę z korupcją i marnotrawstwem publicznych pieniędzy. Ciąga się ludzi za skręcenie paru tysięcy złotych, padają głosy oburzenia. Wypada zatem pamiętać o zmarnowaniu 16 mln i wyciągnąć konsekwencje wobec winnych. Nawet jeżeli miałyby dotyczyć byłego asystenta Bronisława Geremka.

Wydanie: 34/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy