Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mamy nową falę odwołań ambasadorów w MSZ. Ta fala dotyczy 13 ambasadorów, wszyscy oni muszą wrócić do Warszawy przed wakacjami. Kto ich zastąpi? A ktoś musi?
Pytanie jest o tyle zasadne, że, po pierwsze, już dziś 16 ambasad jest nieobsadzonych, więc, jak widać, min. Fotyga o takie rzeczy niezbyt się troszczy. Po drugie, w MSZ odżyły plany zamykania niektórych placówek (w świetle obecnie prowadzonej polityki zagranicznej to nie dziwi…). Na przykład zamknięta ma być ambasada w Kambodży, skąd wrócić ma gen. Ryszard Olszewski.
Kto jeszcze jest w grupie odwołanych?
Jako pierwszy ma wrócić do kraju Michał Radlicki, ambasador w Rzymie. I to już w marcu. Tryb jego odwoływania wymyka się więc normalnym procedurom. Ciekawe jest przy tym jeszcze jedno: co spotka Radlickiego po powrocie do Warszawy? To jest były asystent Bronisława Geremka, był też drektorem generalnym w MSZ, to fisza z górnej półki. Jaki więc PiS-owcy zgotują mu los? Odeślą do archiwum? A może zaczną ciągać po sądach, bo za Radlickim wciąż wlecze się sprawa niezbudowanej ambasady RP w Berlinie. Za czasów premiera Buzka MSZ wydało 17 mln zł na projekt, który okazał się nie do wdrożenia, czyli tak naprawdę wyrzuciło owe miliony w błoto (tzn. nie w błoto, bo zainkasowała je firma architektoniczna). A sprawa leżała wówczas w kompetencjach ówczesnego dyrektora generalnego, czyli Radlickiego właśnie. Więc co dalej?
Do kraju wracać również będą m.in. ambasadorowie Eugeniusz Sawicki (Kuala Lumpur), Tomasz Łukaszuk (Dżakarta), Mirosław Gajewski (Hanoi), Andrzej Szynka (Helsinki), Ryszard Czarny (Oslo) i Janusz Skolimowski (Wilno).
Klucz tych odwołań wydaje się prosty. Radlicki, wiadomo, ma polec za geremkostwo. A pozostali za to, że studiowali w Moskwie.
Taka jest obsesja obecnej władzy; gdyby ona obowiązywała w II Rzeczypospolitej, to armia polska nie miałaby żadnego generała, a Roman Dmowski, jako były carski parlamentarzysta, pewnie zostałby „zdekomunizowany”.
Tę obsesję widać również w innych obszarach. Wciąż nie mamy na przykład ambasadora na Białorusi, co niewątpliwie utrudnia prowadzenie polityki zagranicznej. Dodajmy, że takich zahamowań nie mają państwa poważniejsze od Polski. Stany Zjednoczone mają swoją ambasador w Mińsku. A niedawno listy uwierzytelniające u prezydenta składali pani ambasador Francji i ambasador Litwy. Polska siedzi cicho.

PS Weszliśmy w epokę komputerów, a chochliki drukarskie wciąż grasują. Jeden z nich zamienił nazwisko szefa Protokołu Dyplomatycznego z Orłowski na Ostrowski. Więc przepraszając go za przekręcenie nazwiska, jeszcze raz powtarzamy – ambasadorem w Paryżu miał być Tomasz Orłowski, stosowny wniosek został już przez minister Fotygę przekazany do Kancelarii Premiera. A tam został zablokowany, bo dopatrzono się, że brat bliźniak niedoszłego ambasadora, prof. Witold Orłowski, był doradcą prezydenta Kwaśniewskiego.
Oto głębia politycznego myślenia.

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy