Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jedna z gazet informowała w ubiegłym tygodniu, że przez Polskę przetacza się nowa fala – ludzie podejmują pracę za pieniądze, na które jeszcze pół roku temu by nie spojrzeli. I że pewność zatrudnienia jest dla nich ważniejsza aniżeli obiecywane zarobki. Nawet na niższym stanowisku.
Jeśli spojrzymy na MSZ, to możemy zauważyć, że to zjawisko dotarło i tutaj.
Resort dorobił się nowego podsekretarza stanu. To Paweł Wojciechowski, postać przy al. Szucha zupełnie nieznana. A ponieważ Paweł Wojciechowski brzmi dość popularnie, ludzie w MSZ zaczęli szukać, kto zacz. Początkowo przypuszczano, że to kolejny człowiek ściągnięty z MON. Bo ludzi, z którymi pracował jako minister obrony jeszcze w rządzie Marcinkiewicza, Sikorski ceni najbardziej. Ale tym razem tak nie jest – owszem, Wojciechowski to także kolega szefa MSZ, także z tamtych MON-owskich czasów, tylko że pracował wówczas nie w MON, ale w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza był ministrem finansów. Przez kilka dni, kiedy Zyta Gilowska borykała się ze sprawami lustracyjnymi.
W ten sposób na fotelu wiceministra spraw zagranicznych zasiadł były minister finansów i tak naprawdę nie wiadomo, czy nominacja ta świadczy o tym, jak mocne jest dziś MSZ, czy też przeciwnie – jak przypadkowym szefem resortu finansów był Wojciechowski.
Inną postacią, którą zauważono w MSZ, jest Michał Radlicki. O, to jest może nie legenda, ale człowiek dobrze znany i pamiętany przy al. Szucha. Zaczynał jako asystent Bronisława Geremka, potem trafił do MSZ za Skubiszewskiego. I bardzo szybko stał się jednym z kadrowych ministerstwa. Potem był dyrektorem generalnym i to on pilotował sprawę budowy ambasady RP w Berlinie.
Wyszła z tego wielka afera, pisaliśmy o tym wielokrotnie – MSZ wydało na projekt kilkanaście milionów złotych, a nie ma nic. Poświęcony tej sprawie był raport NIK, sprawa miała iść do prokuratury… W końcu wszystko, jak to w Polsce bywa, zostało przyklepane i sprawa przyschła.
A Włodzimierz Cimoszewicz, który akurat został szefem MSZ, wysłał Radlickiego na ambasadora do Rzymu.
I teraz Radlicki znów pojawił się w gmachu – bo ma zostać dyrektorem Biura Administracji i Finansów. Co wziął – choć dla dyplomaty, który był dyrektorem generalnym MSZ i ambasadorem, stanowisko dyrektora finansów to nie jest wielka kariera.
Zastąpić ma zaś obecnego dyrektora, Mariusza Skórkę, który ma wyjechać do Berlina. Ale nie jako ambasador… Ma tam nadzorować prace związane z budową (bo ma się ona wreszcie rozpocząć) berlińskiej ambasady…
No i teraz ludzie w MSZ już się zakładają – czy powrót Radlickiego wyjdzie ambasadzie w Niemczech na dobre? Czy znów prace budowlane zostaną tak zdezorganizowane, że utopimy kolejne pieniądze, a zostaniemy z ruderą?
Tego nie wiadomo.
Za to wiadomo już, że beneficjentami przedwiośnia między Sikorskim a Lechem Kaczyńskim jest kilka osób, które będą mogły wyjechać za granicę w normalnym trybie.
Do Peru leci Jarosław Spyra. Ten absolwent Uniwersytetu Warszawskiego od lat zajmuje się sprawami państw Ameryki Łacińskiej. Obecny wyjazd do Peru jest więc czymś zrozumiałym w jego karierze.
Z kolei do Libii udać się ma Wojciech Bożek, arabista (po MGIMO), świetnie znający świat arabski, były ambasador w Kuwejcie. Też nie sposób się do tej kandydatury przyczepić.
Znaczy się – różnie w naszym MSZ bywa.

Wydanie: 10/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy