Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to mamy rok 2007, w którym MSZ mają czekać wielkie zmiany. Mówi się o nich w gmachu, który huczy od domysłów, w jaki to sposób będzie dokonywana PiS-yzacja resortu.
Domysły nie dziwią, bo wiele jest niewiadomych.
Weźmy minister Annę Fotygę. Właśnie w tych dniach ma być zgłoszony wniosek o wotum nieufności. Co prawda, wniosek szanse ma niewielkie, ale sama dyskusja nad nim będzie ciekawa, pokaże kierunki polskiej polityki zagranicznej, być może pozwoli oddzielić propagandę od rzeczywistych intencji.
Na przykład wiele się mówi, że minister Fotyga prowadzi politykę antyniemiecką. Wolne żarty – na MSZ-etowskich korytarzach jak najlepszą anegdotę powtarza się opowieść, że jedną z pierwszych decyzji pani minister była prośba skierowana do ówczesnego ambasadora RP w Berlinie, Andrzeja Byrta. Chodziło o to, by odszukał jej rodziców, od kilkudziesięciu lat mieszkających w Niemczech. Ambasador odszukał – mili, sympatyczni państwo.
Albo weźmy wiceministra Pawła Kowala. Wciąż słyszymy go w mediach, za to wciąż nie wiemy, czy zna języki obce, bo z opowiadań osób, które słyszały, jak tymi językami się posługiwał, wynika, że zna je na poziomie zakupów na bazarze. Opowiada się też o nim, że to on nadzoruje operację zmian kadrowych, że ma dalekosiężny plan, by w kilka lat przerobić ministerstwo. Ha! Dalekosiężny plan! A inni, dobrze wtajemniczeni, twierdzą, że dni Pawła Kowala są policzone. Dlaczego? Zerknijcie, panowie, na zapowiedzi wydarzeń politycznych i tego, co w najbliższym czasie ma nastąpić, jakie prawo uchwalono, jakie rzeczy mają być upublicznione – mówią ci dobrze poinformowani (a w MSZ ich nie brakuje) – a będziecie wiedzieć, o co chodzi. Chyba że prezydent Kaczyński nad nim się zlituje…
My zakładamy, że się zlituje.
A czy zlituje się nad Andrzejem Sadosiem? Rzecznik MSZ jest dziś w pewnym kontredansie. Wiadomo, że to dziś wielce w MSZ wpływowa osoba, już wszyscy się przyzwyczaili, że wchodzi do minister Fotygi, kiedy chce, że jest jej przewodnikiem w resorcie. I że wydaje polecenia dyrektorom departamentów, nie konsultując ich z wiceministrami za pracę tych departamentów odpowiedzialnymi. Sadoś jest więc ważny, sęk w tym, że jest też próżny. Więc bardzo zabiegał o to, by zostać wiceministrem. I wszystko – jak się dowiedzieliśmy – było już na dobrej drodze, pani Fotyga była za. Ale awans zablokowali bracia Kaczyńscy. Są dwie wersje tłumaczące ich odmowę – pierwsza mówi, że uznali, iż jest zbyt młody. Druga (na nią stawiamy), że dowiedzieli się o zdjęciach Kwaśniewskiego, które Sadoś stawiał sobie na biurku w Genewie, a oni do tak elastycznych osób zaufania nie mają.
Jest to więc jakaś porażka… Dlatego też młody rzecznik, widząc, że w centrali może mieć trudności, wybrał inną opcję – wyjazd na placówkę. Zabiega więc, jak mówią, o stanowisko ambasadora RP przy ONZ w Nowym Jorku. Chce wskoczyć w buty Andrzeja Towpika. Mój Boże, żeby tylko się w nich nie utopił…

Wydanie: 1/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy