Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Czasami jest w MSZ sporo śmiechu, zwłaszcza gdy ludzie posłuchają sobie relacji z rozmaitych wielkich międzynarodowych szczytów. Tak było i tym razem po szczycie NATO w Bukareszcie, który odbywał się w tamtejszym Pałacu Republiki, wielkiej socrealistycznej budowli, którą wznosił Nicolae Ceausescu, ale nie dożył czasów, gdy została skończona. Wracając do relacji – jeszcze zanim szczyt się zaczął, media szprycowały widzów i słuchaczy elektryzującą zapowiedzią, że Polska będzie walczyć o Ukrainę i Gruzję w NATO. Że prezydent Kaczyński jedzie i będzie twardo (on zawsze twardo) negocjował. Że przekona Angelę Merkel. Żeby NATO zaprosiło oba państwa.
Towiańszczyzna XXI w. skończyła się tak, jak musiała się skończyć.
W Bukareszcie nie tylko nie zaproszono Ukrainy i Gruzji, ale nawet nie zgodzono się na zaproponowanie tym państwom MAP, czyli „rozkładu jazdy”, który prowadziłby do przyjęcia w przyszłości. MAP odłożono. Czy na później, do grudnia, czy ad Kalendas Graecas? To jest pytanie… I pole do dalszych działań.
Ale zamiast odpowiedzi na takie pytania mieliśmy w relacjach różne śmieszne historie. Prezydent Kaczyński na przykład powiedział, że szczyt był sukcesem (jego oczywiście), choć nie wszystko było takim sukcesem, jak on chciał. Bo Niemcy podstawiły nogę (wiadomo, Niemcy zawsze podstawiają). Z kolei minister spraw zagranicznych Sikorski mówił, że szczyt był sukcesem, i to jeszcze większym, niż on sam się spodziewał.
I co ma po tym wszystkim myśleć normalny zjadacz chleba?
Że Polska walczyła za naszą i waszą wolność i tylko zdrada Niemiec i Francji zwycięstwu przeszkodziła? Czy też przeciwnie, Polska walczyła i wywalczyła?
Ale czy to ma jakieś w naszym życiu medialnym znaczenie?
Czy w ogóle znaczenie ma fakt, że na szczycie był prezydent Bush wraz z Condoleezzą Rice? I że tak naprawdę mieliśmy grę Stany Zjednoczone-stara Europa, a Polska była w tym wszystkim, nazwijmy to, elementem na miarę swego potencjału…
Ale przecież nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Nasz prezydent na przykład przechadzał się po Bukareszcie przekonany o sile, jaką posiada, i bardzo uważał, by nie została ona użyta przypadkowo w złym celu. Dlatego nie spotkał się z Władimirem Putinem. „Ja z prezydentem Putinem nie rozmawiałem i nie mam, jeżeli chodzi o dzisiejszy dzień, takiego zamiaru. Krótko mówiąc, ja nie chciałbym tutaj niczego popsuć”, mówił Kaczyński. Dodając: „Myśmy się spotkali w Lahti przed dwoma laty i bardzo grzecznie się przywitali”.
Oto prezydent dyplomata – wita się grzecznie nawet z Putinem. Ale za dalszy ciąg nie ręczy – woli więc się nie spotykać. W ogóle.
I jak w takiej atmosferze na poważnie rozmawiać o polityce zagranicznej?
PS Przepraszamy, że tym razem pisaliśmy nie o ploteczkach kadrowych, tylko o wielkiej polityce – ale skoro jest śmieszniejsza? I jeszcze jedno – tydzień temu pisaliśmy, że Tadeusz Chomicki jest dyrektorem Sekretariatu Ministra. Otóż w międzyczasie został dyrektorem Departamentu Azji i Pacyfiku, w którym karierę zaczynał.

Wydanie: 15/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy