Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeśli chodzi o związki partnerskie, nasze MSZ jest w awangardzie.
Pisały gazety o zmianach w Kancelarii Premiera i w rządzie, o tym, że szef Kancelarii Tomasz Arabski zwalnia stanowisko, bo jedzie do Madrytu na ambasadora. Szkoda, że nikt nie zapytał, dlaczego MSZ z taką łatwością zaakceptowało tę kandydaturę. Z gazetowych relacji wiemy bowiem, że minister Arabski jedzie do Madrytu, ponieważ chciał, bo zawsze lubił Hiszpanię. No, trochę to mało… Nie napawają też optymizmem relacje z jego zagranicznych podróży – Arabski był na budżetowym szczycie Unii w Brukseli, ale niezbyt się przydał, bo w nocy, w gorączce największych negocjacji, usnął i chrapał tak głośno, że Tusk nie mógł się zdrzemnąć, a wiceminister Serafin pracować.
W MSZ wyjazd Arabskiego jest postrzegany jako chusteczka na otarcie łez, no i powrót do dawnych czasów, kiedy „zużytych” polityków wysyłano w ambasadory. Starewicza do Londynu, Kociołka do Brukseli, Olszowskiego do Berlina, Mokrzyszczaka do Pragi…
Coś w tym jest, bo jakkolwiek by patrzeć, MSZ znów zaczyna przypominać magazyn, do którego odstawia się persony aktualnie niepasujące. Mamy więc kilku generałów ambasadorów, mamy przedstawicieli emigracji – np. Marka Garzteckiego w Angoli, i urzędników, jak konsul w Nowym Jorku Ewa Junczyk-Ziomecka (nawiasem mówiąc, niedługo będzie wracać do kraju) czy Bartosz Jałowiecki, ambasador w Luksemburgu. Mamy też postacie odkurzone – Iwo Byczewski to Tunezja, a Piotr Nowina-Konopka to żelazny kandydat na ambasadora w Watykanie.
Sorry, ale przemyślanej polityki w tym nie widać. Chyba że różne „grzecznościowe” gesty ministra uznamy za ruchy polityczne… Tak czy inaczej – ministerstwo, czy może ministerialne posady, stało się znów elementem gry.
Ale jest też inna gra. Otóż sporo zamieszania w MSZ wywołała interpelacja posłów PiS chcących, by resort przedstawił powiązania rodzinne swoich pracowników. Chodzi głównie o dzieci urzędników, które również są urzędnikami. Ale i o żony, krewnych itd. Bardzo to smakowite i bardzo PiS-owskie, bo oni najbardziej lubią się grzebać w takich sprawach. Czy jednak będzie skuteczne? Na pewno nie w stu procentach. Choćby dlatego, że nie sposób wszystkiego wyłapać, przecież jeśli jakaś para żyje nieformalnie, bez ślubu, nie ma możliwości, by zakomunikować to w oficjalnym piśmie. To się wie, ale coś takiego nie jest nigdzie napisane.
Dodajmy jeszcze jedno – ta wiedza, mimo że niezapisana, jest powszechna. W tej chwili do głowy przychodzą nam dwa nazwiska ambasadorów, którzy wyjechali na placówki z partnerkami. A ponieważ ich związki nie są sformalizowane, a panie są pracownicami MSZ, dostały w ambasadach wysokie stanowiska.
Jest to o tyle istotne, że gdyby były żonami ambasadorów, o żadnym merytorycznym stanowisku nie mogłyby marzyć. A tak – proszę bardzo.
Wygląda na to, że jeśli chodzi o związki partnerskie, nasze MSZ jest w awangardzie. Daleko, daleko przed wszystkimi.

Wydanie: 9/2013

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy