Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Dopóki w Waszyngtonie rządzi ekipa Obamy, Sikorski nie ma szans na jakiekolwiek stanowisko wymagające rekomendacji USA.
Przez media przebiegła wiadomość, że oto Donald Tusk może zostać przewodniczącym Komisji Europejskiej, a Radosław Sikorski – szefem NATO. W MSZ ta prognoza wywołała wiele wesołości. I to nie dlatego, że dopóki w Waszyngtonie rządzi ekipa Obamy, Sikorski nie ma szans na jakiekolwiek stanowisko wymagające rekomendacji USA, czy że na Tuska nigdy nie zgodzą się Francuzi. Nie o to chodzi. Ale o tak banalną sprawę jak to, że polskie wpływy w Europie są po prostu za słabe, by o takie stanowiska walczyć. I nie mamy ludzi, którzy potrafiliby przeprowadzić tak skomplikowaną operację.
Ci najlepsi (to nie przypadek, że zaczynali swoje kariery w czasach PRL) zostali albo z MSZ wypchnięci, albo pracują już w unijnych i natowskich instytucjach. U boku pani Ashton, w unijnych ambasadach, w ambasadach NATO.
Niektórzy jednak twierdzą, że Polska jest ważnym graczem w Unii, czego przykładem są stanowiska Jerzego Buzka jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego czy Janusza Lewandowskiego jako komisarza ds. budżetu.
Warto jednak zadać pytanie, czy te stanowiska to efekt skuteczności polskich zabiegów, czy unijnej zasady, że danym krajom z klucza należą się pewne stanowiska. I pytanie drugie – czy Polska na tym zyskała? Wystarczy popatrzeć, jak działa obecny przewodniczący PE, Martin Schulz, i wtedy będzie jasne, jak marnym przewodniczącym był Jerzy Buzek. Pożytku z niego nie mieli ani Polacy, ani chadecy. A Lewandowski? Czy Polska ma pożytek z jego stanowiska?
Zawieśmy odpowiedź na to pytanie. Warto jednak pamiętać, że dużo mniejsze od nas kraje potrafiły zdobyć ciekawe stanowiska w instytucjach unijnych. I tak na przykład wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej jest Słowak Maroš Šefčovič, a komisarzem ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa – Czech Štefan Füle. Dodajmy, że był on do końca członkiem Czechosłowackiej Partii Komunistycznej. I że do jego obowiązków należy m.in. nadzorowanie prac Partnerstwa Wschodniego, podobno jednego z filarów polskiej polityki zagranicznej.
Niestety, niewiele wskazuje na to, by sześć lat ministra Sikorskiego w MSZ wprowadziło nową jakość, jeśli chodzi o MSZ-owskie kadry. Dowodem na to są zresztą nominacje ambasadorskie, które świadczą i o krótkiej ławce, i o braku świadomej polityki rozwoju kadr.
Oto na przykład do Bośni i Hercegowiny jako ambasador jedzie Andrzej Krawczyk, prosto ze stanowiska ambasadora na Słowacji. A ambasadorem w Austrii zostaje Artur Lorkowski, były wicedyrektor departamentu polityki ekonomicznej UE, który wcześniej nie był na żadnej placówce.
Oto bardzo przeciętny ambasador jest rzucany z placówki na placówkę, jakby nikogo lepszego MSZ nie miało. A niedoświadczony wicedyrektor drugorzędnego departamentu jedzie kierować placówką, na której będzie skazany na wpadanie na kolejne miny.
Radku, tak się nie robi dyplomacji.
Attaché

Wydanie: 17-18/2013

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy