Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ciekawe, co minister zrobi z 60-osobowym departamentem prezydencji europejskiej, kiedy prezydencję skończyliśmy…
Jeśli wszystko się zliczy, to w MSZ kilkunastu dyrektorów już wie, że będą odwołani. A nie każdy z nich otrzymał inną propozycję. Jakiś czas przed wyborami min. Sikorski mówił, że przewietrzy MSZ, więc wietrzy.
No, w każdym razie jest rozpisany i ogłoszony konkurs na dyrektora generalnego. Dotychczasowy wyjeżdża i – zdaje się – czyni to z wielką radością. Bo męczyło go firmowanie swoim nazwiskiem stanowiska, które minister faktycznie pozbawił ustawowych kompetencji.
Zmieniony też ma być dyrektor Biura Dyrektora Generalnego, dyrektorzy departamentów Ameryki, Promocji, Afryki i Bliskiego Wschodu, Europy, Biura Archiwum, Łączności… Sporo osób też wraca.
M.in. ambasador z Brazylii, wraca również Norwegia. Brasília to Jacek Junosza Kisielewski, a Oslo to Wojciech Kolańczyk. Ten pierwszy to zoolog, doktor habilitowany nauk przyrodniczych, który od roku 1991 zajmuje się w MSZ przede wszystkim sprawami Polonii. Ten drugi to prawnik, specjalista od leasingu i nieruchomości, w dyplomacji od roku 1997, z miejsca jako ambasador…
No i powinien też wracać ambasador z Hiszpanii, czyli Ryszard Schnepf. Bardzo to ciekawe, czy minister będzie mu szykował stanowisko swojego zastępcy…
Przy tych wszystkich zmianach min. Sikorski reklamuje się jako minister oszczędny. Ministerstwo ogłosiło np., że utrzymało stan zatrudnienia na poziomie grudnia 2007 r. i jest w elitarnej grupie trzech resortów, którym to się udało.
Teoretycznie pewnie tak jest. Ale cytując dane określające stan etatowy, nikt w MSZ nie mówi, ile osób pracuje w tej firmie na umowach-zleceniach. Ta plaga rozprzestrzeniła się zwłaszcza w tzw. departamentach niepolitycznych, pomocniczych. Tam zatrudnieni na umowach śmieciowych siedzą przy tych samych biurkach co etatowi i wykonują tę samą pracę. Ilu ich jest? Jak napiszemy, że ok. 150 osób, to pewnie się nie pomylimy.
Może też być kłopot, jeśli chodzi o departamenty merytoryczne. Bo bardzo to jest ciekawe, co minister zrobi z 60-osobowym departamentem prezydencji europejskiej, kiedy prezydencję skończyliśmy…
Może zostawi w spokoju?
A propos zostawiania w spokoju – warto zaznaczyć, że jeszcze nie skończono rezydencji ambasadora w USA. Jest kłopot z azbestem, który był w starym budynku. Wad jest zresztą więcej, bo to i azbest, i brak miejsc parkingowych. Za to minister bardzo nową rezydencją się chwalił, mówiąc, że w pobliżu mieszka Hillary Clinton, która jeżdżąc do pracy, będzie widziała polską flagę.
Nieśmiało chcieliśmy zaznaczyć, że właśnie weszliśmy w amerykański rok wyborczy. I że co prawda wybory w listopadzie, ale – biorąc pod uwagę MSZ-owskie tempo prac – pani Clinton widoku powiewającej biało-czerwonej flagi może na swoim stanowisku nie doczekać.

Attaché

Wydanie: 1/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy