Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ministrowi Sikorskiemu coraz trudniej idzie z ambasadorskimi nominacjami.
No tak, premier Tusk ogłosił, że wprawdzie umowę w sprawie ACTA podpisał (zrobiła to ambasador RP w Tokio, pani Jadwiga Rodowicz), ale jej nie ratyfikuje. Tym samym wpisał się do annałów prawa międzynarodowego. Bo dzięki niemu studenci prawa międzynarodowego będą się uczyć nowych rzeczy – że można podpisać umowę międzynarodową, a chwilę potem oświadczyć, że to była pomyłka.
Bardzo ciekawe.
Min. Sikorski też chciał się wpisać do annałów, no, może nie prawa międzynarodowego, ale dobrych obyczajów, i swego czasu ustanowił zwyczaj spotykania się raz w roku z ambasadorami i innymi pracownikami MSZ, którzy odeszli na emeryturę. To było takie spotkanie noworoczno-pożegnalne, miłe, budowało ducha korporacji.
Minister chciał dobrze, ale wychodzi mu jak zwykle. Na ostatnim spotkaniu już go nie było, zastąpił go wicemin. Borkowski. Ściągnięty na imprezę w ostatniej chwili musiał coś wygłosić. Więc wygłosił – powiedział, że w zasadzie to zazdrości ambasadorom, że są na emeryturze, czym wzbudził powszechną wesołość.
Zazdrości, nie zazdrości – są widocznie jakieś powody, dla których, podświadomie, uważa pracę w MSZ za męczącą. Może myślał o następnej redukcji, którą zapowiedział minister? Będzie się to nazywało kolejnym etapem reorganizacji. 300 osób pożegna się z pracą. No, wesoło rok 2012 nam się nie zaczyna…
Za to ciekawie – bo to, co kiedyś uważano za plotkę, dziś nabiera realnego kształtu. A chodzi o pomysł dotyczący Ryszarda Schnepfa, ambasadora Polski w Madrycie. Schnepfowi skończył się czas zwyczajowej czteroletniej kadencji i można było się spodziewać, że wróci do kraju. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wprawdzie opuści Madryt, ale tylko po to, żeby pojechać do Waszyngtonu. Bo min. Sikorski widzi go jako ambasadora w USA. Natomiast obecny ambasador, Robert Kupiecki, ma zostać przeniesiony do Nowego Jorku, na stanowisko ambasadora przy ONZ.
Taki pomysł, co tu się rozwodzić, dziwi. Po pierwsze, tylko w wyjątkowych przypadkach przenosi się ambasadora z placówki na placówkę. Po drugie, Schnepf nie jest specjalistą od spraw polsko-amerykańskich ani od spraw bezpieczeństwa, nie jest mężem zaufania Donalda Tuska, trudno znaleźć powód, dla którego miałby reprezentować Polskę w Departamencie Stanu i w Białym Domu.
A może chodzi o powody krajowe? Można takie znaleźć, Schnepf był ważną postacią w początkach koalicji PiS-Samoobrona-LPR, najpierw w MSZ, potem w Kancelarii Premiera. Może więc premier Tusk, wysyłając go do USA, chciałby uhonorować grupę mającą dobre kontakty z PiS? Inna teza głosi, że za tą nominacją stoi min. Sikorski, a to dlatego, żeby uniknąć powrotu Schnepfa do MSZ.
Wszystko możliwe, faktem jest też, że Sikorskiemu coraz trudniej idzie z ambasadorskimi nominacjami, cały proces decyzyjny się wydłuża, bo Pałac Prezydencki zaczyna zgłaszać swoje uwagi. I swoich kandydatów.
W ten sposób nadchodzi dobrze znane.
Attaché

Wydanie: 6/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy