Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Powiało w MSZ wielkim światem. Ambasadorowie RP zjechali się do kraju, by wziąć udział w konferencji ambasadorów zorganizowanej przez ministra Cimoszewicza. Przy okazji tego zjazdu kilku co bardziej złośliwych ludzi w MSZ miało pewną nadzieję. Mianowicie taką, że ambasadorowie zostaną poddani próbie ognia, którą przechodzą wszyscy chcący wyjechać za granicę – czyli testom językowym. Na kilku ambasadorów, m.in. na ambasadora w Rosji, w MSZ się czajono. Nawet zbierano dla nich słowniki – bo podczas testu można z nich korzystać. Niestety, nikt nie kazał ambasadorom, by zdawali egzamin. Więc nieniepokojeni wrócili do miejsc pracy. Panie ministrze, taka okazja przeszła nam koło nosa…
Powiało w MSZ pieniędzmi. Zaczęto wypłacać nagrody kwartalne. To jest w ogóle ciekawa sprawa, bo te nagrody wypłacono po pół roku, więc powinny nazywać się półroczne. Poza tym nie wszyscy je dostali, tylko ci, którzy sobie na to – w oczach przełożonych – zasłużyli. W niedawnych czasach, za Geremka i Bartoszewskiego, takie premie dostawał praktycznie każdy, wynosiła ona od tysiąca złotych w górę, przeciętnie 3 tys. zł. Dzisiaj oscyluje w granicach 300-400 zł. Więc niech ktoś teraz powie, że lewicowe państwo jest bardziej rozrzutne od prawicowego! Ponieważ minister niewiele daje, daje elegancko. Otóż fakt otrzymania nagrody jest odnotowywany w aktach personalnych. Dzięki temu każdy nagrodzony urzędnik za lat kilkadziesiąt, gdy będzie odchodził na emeryturę i weźmie z kadr swoją teczkę, będzie mógł z łezką w oku sobie przypomnieć o hojności ministra Cimoszewicza i jego uznaniu. Czyż to nie piękny gest? Oczywiście, to wszyscy wiedzą, nigdy wcześniej podobne nagrody w teczkach personalnych nie były odnotowywane…
W MSZ powiało też tradycją. W minionym tygodniu wieszano w holu portrety byłych ministrów spraw zagranicznych; na takiej samej pewnie zasadzie, na jakiej wiszą w Ministerstwie Finansów portrety jego byłych szefów. W MSZ dzięki temu jest dostojnie, Marian Orzechowski wisi obok Krzysztofa Skubiszewskiego, można przyjść i obejrzeć.
No i powiało w MSZ Orientem. Cesarz Japonii złożył w Polsce wizytę, w telewizji mogliśmy wiec obejrzeć film o współczesnej Japonii. W migawce pokazano także Jerzego Pomianowskiego, ambasadora w Japonii, naszego ulubieńca. Najpierw pokazano, jak ambasador trenuje sporty walki, a potem jak mówi, spuszczając oczy w dół, o dzisiejszej Japonii – że kiedyś był to kraj ludzi skolektywizowanych, a teraz musi stawiać na indywidualistów. To przez pięć lat pobytu w Tokio tyle o Japonii się dowiedział?

PS
Witold Sobków, już za chwilę ambasador RP w Irlandii, do dziś nie może dojść do siebie. Zatkało go po tym, kiedy podczas posiedzenia sejmowej komisji, podczas której rozpatrywano jego kandydaturę na ambasadora, poseł Giertych zapytał go w ramach przesłuchań, co sądzi o aborcji… 16 lipca mamy kolejne posiedzenie i kolejnych kandydatów na ambasadorów. O co tym razem zapyta Giertych?

Wydanie: 28/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy