Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Hm, napadł na nas tygodnik „Wprost” piórem byłego prezesa PAP, Bogdańskiego (gratulujemy kariery). Napaść jak napaść, nie pierwsza i nie ostatnia. Z tezami z wykopalisk (że postkomuna odgrywa się na zaciągu Skubiszewskiego), z kosmosu (że Attaché kieruje polską dyplomacją) i z brudnego palca (że „Notes” konfabuluje i że to kloaka).
Panowie, jeśli pisze się takie głupoty, to trzeba mieć jakieś argumenty.
Tymczasem te argumenty to skargi, że po tekstach w „Notesie” Jerzemu Pomianowskiemu nie przedłużono pobytu w Tokio, a Jerzy Surdykowski wkrótce opuszcza ambasadę w Bangkoku. Szanowni dziennikarze, może o tym nie wiecie, ale w polskiej dyplomacji obowiązuje zasada czteroletniej rotacji, czyli ambasadorem jest się cztery lata, w wyjątkowych przypadkach pięć, a w bardzo wyjątkowych dłużej. Otóż Surdykowski jest ambasadorem od maja 1999 r., zatem właśnie teraz powinien kończyć swą misję. Natomiast Pomianowski był ambasadorem w Tokio pięć i pół roku, więc cóż miano mu przedłużać?
Do tego festiwalu strzałów w płot przyłączył się rzecznik MSZ, Bogusław Majewski. „Wiem, że w tych felietonach publikowane są kłamstwa”, twierdzi, a na „dowód” przedstawia sprawę Jerzego Skotarka, byłego konsula w Petersburgu. Który przewoził ikony i złapano go na granicy rosyjsko-litewskiej. Majewski twierdzi, że to nieprawda, że tak nie było. A chce pan dowiedzieć się o szczegółach?
Rzecznik mówi też, że „Notes” godzi w interesy służby zagranicznej. Panie rzeczniku, nie „Notes” zagraża naszej dyplomacji, tylko gromada ludzi, których Rzeczpospolita wysłała za granicę, nie bacząc na ich kwalifikacje, na brak znajomości języków obcych, nieznajomość państw, w których przychodzi im pracować. Albo też tacy, którzy mają kwalifikacje na papierze, tylko że nie sprawdzają się na placówkach.
Tak a propos, w jaki sposób pan znalazł się w MSZ? Na podstawie dyplomu jakiej szkoły? Dziennikarstwa w Moskwie? Czy pracy w „Telewizyjnym Kurierze Warszawskim”? Czy maczał w tym palce pański tato, pułkownik Jan Majewski, wiceminister spraw zagranicznych w latach 80. i na początku lat 90.?
W „Notesie” nie dzielimy dyplomatów na tych z lewicy i z tych z prawicy, bo to spór przebrzmiały. W ostatnich tygodniach chwaliliśmy ambasadora Majkę, który do MSZ przyszedł z AWS, i ganiliśmy Sylwestra Szafarza, który trafił na placówkę z Kancelarii Premiera. Więc?
Zależy nam, by MSZ było ministerstwem profesjonalnym. Więc pokazujemy zło. Tylko ludzie nieobyci mogą twierdzić, że wymuszamy na szefach resortu decyzje kadrowe. Tego zrobić się nie da. Ale możemy tych paru nieudaczników, którzy nigdy nie powinni pracować w MSZ, zawstydzić. Niech cały świat wie o ich gafach i braku kwalifikacji, to może kolejni kandydaci, którzy chcieliby tylnymi drzwiami „iść w dyplomaty”, będą ostrożniejsi.
Po drugie, życie MSZ-etowskie ma swoje fajne strony, na całym świecie ludzie piszą anegdoty i wspomnienia z życia dyplomacji, opowiadają cudowne ploteczki. Dlaczego zatem i my nie mamy się pośmiać?
PS
Brak IQ: „Wprost” pisze o nas, że jesteśmy tygodnikiem niskonakładowym, ale za to takim, który prowadzi politykę kadrową w MSZ. No, koledzy z „Wprost”, to chyba lepsze niż być dużym i nie mieć żadnego znaczenia…

Wydanie: 15/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy