Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeśli chodzi o polską politykę zagraniczną, to mamy w niej dwa światy, zachodzące na
siebie w niewielkim stopniu, co jest niepokojące, ponieważ powinny stanowić jedność.
Pierwszym światem jest minister Sikorski i jego indywidualna aktywność. Drugim – machina biurokratyczna MSZ. Teoretycznie wszystko to powinno funkcjonować razem, piony informacyjne i analityczne powinny dostarczać ministrowi informacji, przygotowywać analizy, on zaś powinien być motorem napędowym tych działań oraz ich konsumentem.
Ale jest inaczej – MSZ nie jest ministrowi potrzebne, a i minister MSZ również.
Minister jako narzędzia działania używa Twittera.
Tu kilkudziesięcioliterowymi wpisami (czym wytłumaczyć ten wstręt do bardziej rozbudowanych wypowiedzi?) minister kreuje politykę. Wypowiada się na temat Białorusi, kaja za „błędy” prokuratury, grozi prezydentowi Syrii. Bądźmy sprawiedliwi – nie są to porywy serca, nasz minister wezwał Al-Asada do rezygnacji, szanując kolejność dziobania, po tym jak wezwali go do dymisji Obama, Clinton, Merkel, Sarkozy i Ashton. No, drodzy czytelnicy – wyobrażacie to sobie? Czyta Asad informację o tym, że Ameryka, Niemcy Francja i Unia Europejska żądają jego ustąpienia, spływa to po nim jak po kaczce, choć trochę przygnębia, aż wreszcie cios – minister Sikorski! „Niech pan natychmiast zrezygnuje albo zobaczymy się w Hadze!”. Chuck Norris nie żartuje.
Z jednej strony, mamy więc twitterową politykę ministra Sikorskiego, który nikogo do niej nie potrzebuje, wystarczy mu internet i telefon BlackBerry, z drugiej natomiast – MSZ, które swobodnie dryfuje.
Oto dwa przykłady tego dryfu.
Ogłoszono nie tak dawno, że MSZ tworzy strategię rozwoju zasobów ludzkich. To znaczy, nie MSZ, tylko firma zewnętrzna. Już nie ma co wnikać, co to za firma i ile inkasuje za swoje usługi, bo to nie jest temat dla służb dyplomatycznych. Zastanówmy się nad logiką takiego działania. Otóż żeby planować strategię zasobów ludzkich, trzeba przede wszystkim zaplanować strategię polityki zagranicznej. Określić jej cele, możliwości i do tego dopasowywać stan kadrowy. Najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce, a potem szukać do tego ludzi. I kształcić ich w danych dziedzinach na zasadzie: potrzebujemy fachowców z takimi a takimi umiejętnościami, ze znajomością konkretnych języków i obszarów.
W tym procesie firma zewnętrzna może jedynie służyć pomocą na etapie końcowym, bo ona nie jest w stanie zbudować wizji polityki zagranicznej państwa. Ale, jak widać, w MSZ też nikt jej nie chce budować, ba, tam się nawet o tym nie myśli.
A teraz przykład drugi – proszę sobie wyobrazić, że MSZ jako jedyne w administracji rządowej zostało wytypowane w projekcie „Klient w centrum uwagi administracji”. Projekt ma badać, pomagać itd. Sęk w tym, że MSZ jest jednostką, która z klientem, poza pionem konsularnym, ma niewielki kontakt. W tym ministerstwie nie ma decyzji administracyjnych, zgód, koncesji.
Ale będzie to badane, oceniane, formularze będą wypełniane…
W ten sposób MSZ będzie zajmowało się sobą, a minister swoim Twitterem.
Miłego dnia!

Attaché

Wydanie: 34/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy