Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wreszcie znaleziono odpowiednie zajęcie dla pani wiceminister Beaty Stelmach. Otóż przewodniczyła ona spotkaniu w gmachu MSZ tzw. grupy refleksyjnej, poświęconemu ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. Ta grupa to pomysł ministra Sikorskiego. Tworzy ją grono emerytowanych ambasadorów, którzy mogą służyć doświadczeniem i radą. Przewodniczy im Maciej Górski, były wiceminister, były ambasador w Rzymie i Atenach.
Tym razem dyskutowano o ekonomizacji. Cóż, nawet najstarsi pracownicy ministerstwa mówią, że o tym dyskutuje się w MSZ od zawsze. Głośno o tym mówił już Stefan Jędrychowski, minister spraw zagranicznych z przełomu czasów Gomułki i Gierka, mówił o tym też Tadeusz Olechowski (w końcowych latach Jaruzelskiego), więc to żadne novum. Raczej warto się zastanowić, dlaczego niewiele z tego wychodzi.
Przyczyn jest sporo. Mówiono o nich wiele razy, to kwestia i pieniędzy, i kadr, i samego biznesu. Ale są też przyczyny leżące w samym MSZ.
Bo z jednej strony, mieliśmy niedawno akcję, że ambasadorowie będą rozliczani za sprawy ekonomiczne, za handel, eksport itd. Był nawet w tej sprawie oficjalny kwit ministra. A z drugiej, mamy w MSZ pana od antykorupcji, który podejrzliwie patrzy na każdą rozmowę dyplomaty z biznesmenem. I doszukuje się rzeczy najgorszych. Wszyscy też wiedzą, że kiedy pracował w MON, nie pozwalał resortowym urzędnikom chodzić na targach na przyjęcia organizowane przez firmy (także polskie). Więc o czym tu mówić? Każdy ambasador już dawno wykonał proces myślowy i wie, że nie ma sensu biegać wokół spraw polskich firm, bo to i pracy wiele, i o sukces trudno, a szanse, że w MSZ pochwalą, są niewielkie, za to podejrzenia o korupcję lub podobne sprawy – stuprocentowe.
A teraz wróćmy do pani Beaty Stelmach. Poprowadziła zebranie, ambasadorowie emeryci mogli się wypowiedzieć, powołano nawet specjalną komisję, która będzie nad tym problemem pracować. Ambasadorowie mieli więc przyjemność, i to podwójną, bo mogli sobie pogadać i popatrzeć. A na tym się znają i potrafią to docenić.
Jeżeli jesteśmy przy przyjemnościach – jakoś tak w ciszy odbyło się przejęcie przez MSZ kolejnej siedziby. Chodzi o kamienicę w Warszawie, na rogu Wilczej i Alej Ujazdowskich.
To jest ekspansja! Gdy 20 lat
temu ministerstwem kierował Krzysztof Skubiszewski, prowadzona była dyskusja, czy 670 pracowników w centrali to za dużo, czy w sam raz. Wtedy MSZ lokowało się w alei Szucha plus miało jakieś niewielkie pomieszczenia na mieście. W międzyczasie liczba urzędników (w centrali) urosła do 1,5 tys. (co prawda, razem z UKIE), no i przybyło powierzchni biurowej. Z tyłu gmachu przy Szucha wybudowano tzw. garażowiec, obok, od Litewskiej, zakupiono tzw. szpiegowiec. Do tego jeszcze komórki MSZ urzędują na Bagateli, na Chopina, na Kruczej i na Tynieckiej, gdzie dogorywa Akademia Dyplomatyczna. Prawo Parkinsona kłania się w pas! I teraz nowa kamienica… Kto w niej będzie urzędował? Jest pewien trop. Otóż przed wojną w kamienicy mieszkał i pracował słynny jasnowidz Stefan Ossowiecki. I podobno jego duch wciąż niektóre pokoje nawiedza. Mamy więc podpowiedź – to idealne miejsce dla Departamentu Strategii i Planowania.
Attaché

Wydanie: 35/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy