Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No i na coś to nieszczęsne logo Polski z latawcem się przydało. Bo i w mediach, i w samym MSZ ludzie zaczęli dyskutować nad promocją Polski w świecie, a raczej jej brakiem.
Oto uzmysłowiono sobie, że promocją Polski zajmuje się kilka instytucji – MSZ, Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Kultury oraz kilka agencji, np. PAIZ, KIG, Instytut Adama Mickiewicza, Radio Polonia etc.
Efekt tego jest taki, że wydajemy na promocję kraju, jak podały media, 100 mln zł rocznie i niewiele z tego wynika. Bo są to działania nieskoordynowane, w małej skali. Mamy więc kompletny chaos i chałupnictwo.
W praktyce wygląda to więc tak, że każda z instytucji ma swoją kupkę pieniędzy – i w większym stopniu żyje z tej kupki, niż zajmuje się statutowymi działaniami. Tak jest np. z Instytutami Polskimi. Nie tak dawno Najwyższa Izba Kontroli ujawniła, że instytuty te więcej środków wydają na własne istnienie (czynsz, płace dla personelu) niż na prezentowanie polskiej kultury. Podobnie rzecz się ma z biurami radców handlowych, które udało się wcisnąć w struktury ambasad. Ale i tak, z braku środków (a także, co często ma miejsce, z braku pomysłu na działanie), najwięcej pożytku z ich działania mają sami radcowie – bo mają sympatyczną, dobrze płatną pracę. To myślenie typu „zagospodaruj swoją kupkę pieniędzy” widać także w MSZ. W ministerstwie oddzielone są sprawy kultury i gospodarki, mimo że minister Cimoszewicz obiecywał „ekonomizację polskiej polityki zagranicznej”.
Jak więc powinno być? Tu znawcy przedmiotu są zgodni – promocja Polski powinna znaleźć się w jednych rękach i powinna być podporządkowana promocji gospodarki. Zupełnie inaczej niż u nas. Weźmy Państwową Agencję Inwestycji Zagranicznych. Jej szefem jest dziennikarz Antoni Stryczula. Jego poprzednikiem był Adam Pawłowicz, także dziennikarz, polonista z wykształcenia, fan wycieczek do Japonii (przyjmował go tam ambasador w Tokio, Jerzy Pomianowski, z wiadomymi efektami). Z kolei jego poprzednikiem był menedżer od kultury, czyli Waldemar Dąbrowski. W MSZ Departamentem Promocji kieruje Agnieszka Wielowieyska, która zajmowała się w ministerstwie sprawami Europy, pracowała w Gabinecie Ministra, a poza tym przebywała na urlopie macierzyńskim. Promocja, gospodarka – to dla niej rzeczy, których się uczy. No, ale trzeba było zrobić ją dyrektorem – więc zrobiono. A jak było w Hanowerze podczas Expo? Wystawiliśmy wiejską chatę, żeby zwiedzający nie miał wątpliwości, z jakim krajem ma do czynienia…
Więc przypomnijmy, że na przykład w Irlandii stworzono agencję, która zajmuje się i promocją, i inwestycjami zagranicznymi. A inwestorowi wystarczy do takiej agencji się zgłosić, by otrzymać pełną obsługę. Nie grożą mu biurokratyczne trudności, przebijanie się przez urzędy. Natomiast w Hiszpanii promocji gospodarczej kraju podporządkowano sprawy kultury, turystyki i sportu.
I w Irlandii, i w Hiszpanii wszystko to miało ręce i nogi. I głowę. Może więc pora i u nas coś zrobić z głową?

 

Wydanie: 34/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy