Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Poszła plotka po MSZ, że min. Sikorski odejdzie do MON. A dlaczego tam? Ano dlatego, że min. Klich skompromitował się, besztając ambasadora USA w sprawie Afganistanu i zarzucając mu mijanie się z prawdą. Trzeba więc będzie Klicha, który i tak ma słabą pozycję w rządzie, odstawić na boczny tor. Dodatkowo Sikorski bardzo chętnie wróci do MON, bo tam lepiej się czuje. O czym świadczy grono jego współpracowników, którymi się otacza i których ściągnął do MSZ właśnie z MON. Do tego dochodzi jeszcze jeden element – od
1 stycznia MSZ i UKIE staną się jednym ciałem. Dziś nawet urodzeni optymiści mówią, że to się skończy katastrofą, że to nie może się udać. Po cóż więc świecić oczami, jak można dyskretnie się ewakuować?
No dobrze, argumenty przemawiające za odejściem Sikorskiego są solidne. A kto przyjdzie na jego miejsce? Spekulacje są dwie. Jedni mówią o Andrzeju Olechowskim – że to byłaby nagroda za to, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich. No i że wesprze Platformę. Drudzy stawiają na wariant zachowawczy – ministrem miałaby być Barbara Tuge-Erecińska, obecna ambasador w Londynie. To pani mało znana, więc parę o niej zdań – w roku 1981 pracowała w biurze zagranicznym „Solidarności”, razem z Anną Fotygą. To były – jak wspominają ci, którzy tamte czasy pamiętają – dwie młode dziewczyny po studiach, które zajmowały się głównie tłumaczeniem. I proszę, jaką zrobiły karierę…
W latach 80. związała się ze środowiskiem gdańskich liberałów, jest przyjaciółką Jana Krzysztofa Bieleckiego, ma tu więc mocne wsparcie i znajomości.
Po roku 1989 pracuje już w dyplomacji – była ambasadorem w Szwecji, Danii, teraz jest w Wielkiej Brytanii. Była też wiceministrem – za czasów AWS i od listopada 2005 r. do 26 października 2006 r. W sumie lepsza wersja Fotygi. Więc jeśli Donald Tusk będzie chciał mieć na czele MSZ osobę poukładaną, lojalną i niewalczącą o popularność – to weźmie ją.
A czy weźmie?
W każdym razie element porządku bardzo by w MSZ się przydał.
Choćby porządku finansowego. Przypominamy – w MSZ po odejściu Michała Radlickiego nie ma dyrektora Biura Finansów.  A warto zapamiętać, że roczny budżet MSZ to miliard złotych. Brak dobrych służb finansowych powoduje zaś, że środki wydawane są nieracjonalnie i chaotycznie.
Zwłaszcza że sam minister nie ma finansowych talentów. W jednym z wywiadów pytano go, czy racjonalne są różnego rodzaju zakupy, typu meble czy BlackBerry. A on odpowiedział, że miał na to pieniądze z oszczędności po likwidowanych ambasadach i konsulatach.
Panie ministrze! Po pierwsze, te „zaoszczędzone” pieniądze to pan już pięć razy wydał – a to na rośliny, a to na meble, a to na telefony. A po drugie, na razie nic pan nie zaoszczędził, ba, na razie pan wydaje – bo zanim zlikwiduje się ambasadę, trzeba najpierw wypłacić zwalnianym odprawę, przywieźć ludzi do kraju, przygotować budynki do sprzedaży… to wszystko kosztuje.
Bałagan powoduje i to, że w tym roku MSZ nie zdołało przeprowadzić przetargu na usługi związane z nauczaniem języków obcych. Nie zdążyli. A pieniądze mają. Poszła więc w MSZ-owski lud sugestia taka: załatwcie sobie na mieście jakieś kursy, a my wam zwrócimy pieniądze.
I jak to się może udać?
Attaché

Wydanie: 44/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy