Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W „Przeglądzie” zapanowała ostatnio moda na publiczne rozmowy felietonistów z redaktorami tygodnika. Więc, stosownie do mody: pewien redaktor sugerował mi, żeby w Notesie mniej pisać o placówce w Kijowie, bo „popadamy w monotonię”. Cóż, takiemu życzeniu trudno odmówić – ale jeszcze nie teraz.
Tuła się bowiem po MSZ-ecie pyszna opowieść o inauguracji w Lublinie polsko-ukraińskiego uniwersytetu, z udziałem prezydentów Kwaśniewskiego i Kuczmy. Podczas inauguracji wystąpienie miał Bohdan Osadczuk, który zwrócił się do prezydentów takimi mniej więcej słowami: strategiczne partnerstwo między naszymi krajami wymaga, żeby obsada ambasadorów na naszych placówkach była na najwyższym światowym poziomie.
Ha! Czyli nie jest.
Oczywiście, obecny ambasador Marek Ziółkowski pewnie by chciał grać wysoko, ale nie za bardzo może. Na przykład skarżył się, że nie jest w Kijowie przyjmowany przez tych, przez których by chciał. Tylko że powinien pamiętać, że ta wstrzemięźliwość ukraińskich notabli ma swoje przyczyny. Kilka lat temu Ziółkowski był w naszym MSZ dyrektorem Departamentu Europy Wschodniej. I zapisał się w pamięci jako ten dyrektor, który nie przyjmuje ambasadorów państw leżących w kręgu jego zainteresowań. I Białorusin, i Ukrainiec przyjmowani byli przez niższych rangą pracowników. Więc…
Zresztą ta niechęć do kontaktów dalej mu została. Otóż po wyborach 23 września do polskiej ambasady przyszedł szef frakcji parlamentarnej Zjednoczonej Partii Socjaldemokratycznej, który przyniósł ze sobą gratulacje dla Leszka Millera, bo to bardziej elegancko przesłać je via ambasada niż faksem. Była okazja do pogawędki. Ale ambasador nie przyjął Zinczenki, nie miał dla niego czasu. A co do gratulacji – już w gronie pracowników ambasady powiedział, że powinny to być kondolencje, a nie gratulacje. I że nie jest on w Kijowie po to, żeby pilnować interesów Leszka Millera i jego opcji.
No cóż, czy była to dyplomatyczna wypowiedź? Ciekawe zresztą, czy te gratulacje do Millera dotarły…
Jeżeli jesteśmy już na Wschodzie Europy, warto zauważyć pewien fakt. Otóż mimo że Stefan Meller zastąpi Andrzeja Załuckiego dopiero po 16 stycznia, już zaczyna przygotowywać się do nowej funkcji. I szykuje sobie zespół. Więc poprosił o Henryka Litwina, który jest obecnie kierownikiem wydziału konsularnego w naszej ambasadzie w Rzymie. Litwin ma być zastępcą Mellera w Moskwie. Taki czeka go awans.


PS
Pewnie gazety codzienne zdążyły już podać listę wiceministrów, których ma mieć w MSZ-ecie Włodzimierz Cimoszewicz. Ale, z kronikarskiego obowiązku, podajemy i my: sekretarzem stanu ma być Danuta Hübner, a podsekretarzami: Andrzej Byrt, Janusz Kaczurba, Adam Daniel Rotfeld i Andrzej Załucki (jak wróci z Moskwy). Zaś Dyrektorem Generalnym – Zbigniew Matuszewski.
Wojsko pije szampana, bo wzięło wszystko.

 

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy