Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Są idole MSZ-etowskiej młodzieży. To ci urzędnicy, którzy zawsze są na topie, zawsze lubiani przez ministrów i wynagradzani dobrymi stanowiskami na dobrych placówkach.
Do tego ekskluzywnego grona dołącza właśnie Ryszard Schnepf, który będzie ambasadorem RP w Kostaryce.
Historia Schnepfa w MSZ-ecie jest krótka. Przyszedł na początku lat 90. I zaraz wyjechał na stanowisko ambasadora RP w Urugwaju. Tam wszedł w konflikt z szefem Polonii południowoamerykańskiej – Janem Kobylańskim. Więc po zakończeniu misji wrócił do kraju i nie znalazł miejsca w MSZ-ecie. Po zwycięstwie wyborczym AWS Schnepf wrócił na salony – jako wicedyrektor departamentu zagranicznego w Kancelarii Premiera. Międzynarodowe kontakty premiera Buzka plus opiniowanie pracy MSZ-etu oraz ambasadorskich nominacji – to właśnie zadania takiej komórki.
Będąc blisko premiera, mógł Schnepf lobbować w swojej sprawie. Był więc najpierw głównym kandydatem na ambasadora w Meksyku. Ale tamtejsza Polonia (patrz: Kobylański) zaczęła kampanię protestów. Więc wykorzystał to szef Gabinetu Premiera, Gabriel Beszłej, i sam zabrał się na tę placówkę, mimo że wcześniej z dyplomacją nie miał nic wspólnego. Beszłej w ogóle był ambasadorem z kapelusza – karierę swą zawdzięcza Wiesławowi Walendziakowi, u którego pracował i który ciągnął go z jednej posady na drugą.
Schnepf nie pojechał więc do Meksyku, ale szybko to sobie powetował, bo wysłano go do Hiszpanii. Na stanowisko zastępcy ambasadora.
Z tą Hiszpanią to w ogóle była ciekawa sprawa. Otóż ambasadorem w Madrycie minister Geremek uczynił Jerzego Marię Nowaka, dyplomatę pracującego w MSZ-ecie bodajże od końca lat 60. Nowak to idol MSZ–etowskiej młodzieży – przeżył kilkunastu ministrów i zawsze należał do grona ulubieńców. Fachowiec. Wyróżniał go także minister Geremek i za zasługi – w czasie gdy Polska szefowała OBWE – wysłał go do Madrytu. Po tej nominacji AWS dostał białej gorączki, denerwując się, że tak wywyższono “komunistę”. Więc czym prędzej dodano mu, jako zastępcę, Schnepfa. Wytworzyła się wówczas na placówce ciekawa sytuacja – formalnie szefem był Nowak, ale Schnepf, człowiek premiera, miał lepszą rezydencję i większy samochód, widome oznaki ważności.
Ten układ teraz się kończy – pewnie ku zadowoleniu Nowaka, Schnepf pożegna Madryt, by udać się na placówkę-marzenie, do San José. W MSZ-ecie nazywają ją klubem golfowym, bo zaliczanie dołków to główne zajęcie tamtejszego korpusu. Spokojny kraj (więc mało pracy), piękny klimat, zero oficjalnych delegacji z Polski, śladowa ilość turystów i Polonii, śladowe zainteresowanie MSZ-etu: jeżeli ktoś wymyśliłby sobie cztery lata ekskluzywnego urlopy, za który jeszcze płacą pieniądze – właśnie byłaby to Kostaryka. Więc jak tu nie podziwiać człowieka, który potrafił to sobie załatwić?
Zresztą samo załatwianie odbyło się nietypowymi kanałami. Bo nominacja Schnepfa trafiła do prezydenta nie przez ministra Majkowskiego, lecz przez BBN Marka Siwca. To tu się gra z Bartoszewskim. Wielce ciekawe – kim i o co?

Wydanie: 14/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy