Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Kobiety w MSZ płakały.
To trochę nietypowe, bo MSZ to urząd pozbawiony wzruszeń i fantazji. To machina, która się kręci dzięki informacjom nadsyłanym z placówek, no, i dzięki swoim informacjom. Zresztą te drugie są coraz ważniejsze (niestety, to efekt pracy placówek). I gdy niedawno siadł w MSZ na trzy dni serwis PAP, to siadła też praca departamentów merytorycznych.
Ale wróćmy do naszych baranów. Otóż w tym gmachu pełnym pozbawionych fantazji urzędników pojawił się artysta, który rzucił wszystkie panie na kolana. To Paweł Potoroczyn, były konsul w Los Angeles i były mąż pięknej Grażyny Szapołowskiej.
Gdy filmowa Telimena odeszła od niego, on napisał wzruszający tekst i opublikował go w „Rzeczpospolitej”.
„Nie pojmuję zainteresowania prasy kobiecej dla szczegółów. Odeszła, to odeszła. Przecież zawsze odchodzą. Różnica leży w tym, jak odchodzą”, napisał, budując jej pomnik („Och, jaki dżentelmen”, szeptały w MSZ panie).
On napisał – inni czytali. Ba – i to z jakim zapałem. Liryczny tekst pobudził plotki. Dobrze poinformowani twierdzą, że piękna aktorka mimo iż odeszła od Potoroczyna, to nie porzuciła dyplomacji, że jest teraz z Jerzym Margańskim, byłym dyrektorem sekretariatu ministra Geremka, dziś ambasadorem w Szwajcarii. Ciekawe, ile w tym prawdy?
W każdym razie tu kończy się wzruszenie pań w MSZ, bo Margański – na razie – liryk nie pisze. A przypadki, że jakaś pani jest żoną jednego dyplomaty, a potem drugiego – o, takich zdarzeń jest w MSZ wiele.
Podobnie jak i wyjazdów na placówki. Jedzie wreszcie do Rzymu Michał Radlicki, były dyrektor generalny. Z tym wyjazdem było dosyć dziwnie – bo w pewnym momencie poszła w MSZ plotka, że minister Cimoszewicz zablokował mu wyjazd. I że wtedy sam Bronisław Geremek interweniował w jego sprawie (Radlicki zaczynał karierę jako jego asystent). I to na najwyższym szczeblu. Interweniował, nie interweniował – Michał Radlicki jedzie na ambasadora do Rzymu.
Rychło w czas – bo nad jego głową zbierają się czarne chmury zupełnie innego rodzaju. Wszystko bowiem wskazuje na to, że Radlicki pewnie będzie musiał odpowiedzieć za aferę związaną z budową naszej ambasady w Berlinie. A w zasadzie braku budowy – bo architekci zrobili jej projekt i teraz żądają za to zapłaty: grubych milionów złotych. I pewnie dostaną (skierowali już sprawę do sądu), bo tak skonstruowana jest umowa.
Co najważniejsze – zrobili projekt, który absolutnie się nie nadaje do budowy i użytku. Za drogi, zbyt duży. A robili go pod patronatem dyrektora generalnego…
Kto więc odpowie za taką niefrasobliwość? Oczy kierują się na Radlickiego, ale ten wyjeżdża. Więc pewnie sprawa przyschnie, winny się nie znajdzie, architekci pieniądze dostaną. A przez najbliższe lata Berlińczycy będą oglądać na reprezentacyjnej Unter den Linden naoczny przykład Polnische Wirtschaft – ogrodzony teren budowy polskiej ambasady, budowy której nie ma: zza rozwalającego się ogrodzenia łopocze polska flaga i przewalają się śmieci.
Poza tym, humory dopisują.

Wydanie: 2/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy