Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ludzie czytają gazety i różnych śmiesznych rzeczy się z nich dowiadują. Oto właśnie „Gazeta Wyborcza” napisała, że ambasadorem RP w Meksyku ma być Jerzy Achmatowicz. I że jest to człowiek Jana Kobylańskiego i ks. Rydzyka razem wziętych. Bo uczestniczył on w pracach organizacji Kobylańskiego USOPAŁ i podpisywał się pod różnymi dokumentami. W sumie, że to człowiek zaufany – i Rydzyka, i Kobylańskiego.
Mój Boże… Parę osób przypomniało sobie tego Achmatowicza sprzed lat. Najpierw z Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta, gdzie działał w SZSP, no i był takim zaangażowanym w socjalistyczne sprawy młodzieńcem. Potem był stypendystą w Meksyku, gdzie poznał żonę, obywatelkę Chile, która uciekła ze swojego kraju przed Pinochetem. Podobno są jeszcze ludzie, którzy to pamiętają, tak jak pamiętają zebranie w ambasadzie, kiedy do Meksyku przyjechał ówczesny minister spraw zagranicznych, Marian Orzechowski, który spotkał się wówczas z personelem ambasady, i wtedy głos zabierał młody stypendysta Jurek A., jak najbardziej zaangażowany w sprawy socjalistycznej ojczyzny.
I co to się z ludźmi porobiło?
W sprawie języków obcych śmieszne rzeczy nam się pojawiają. W służbie dyplomatycznej ich znajomość jest jak posiadanie rakiety przez tenisistę. Czyli to warunek wstępny do tego, by w ogóle funkcjonować.
No i, zdaje się, jest tak, że nawet te absolutnie podstawowe sprawy są w dzisiejszym MSZ pomijane.
Pisaliśmy dwa tygodnie temu, że ambasadorem w Rzymie ma być Jerzy Chmielewski. I że nie zna on języka włoskiego. Ale nie zna również angielskiego. Więc jak on będzie funkcjonował w Rzymie?
Pamiętajmy choćby o jednym – jesteśmy państwem Unii Europejskiej, a jest taka zasada, że w każdym z państw ambasadorowie krajów Unii spotykają się raz w miesiącu, by omówić najważniejsze sprawy, zaprezentować poglądy własnego państwa, wymienić poglądy. Takim spotkaniom, których językiem roboczym jest angielski, zawsze przewodniczy ambasador tego kraju, który akurat przewodzi Unii. Dziś Portugalczyk. I co będzie na takich spotkaniach robił Jerzy Chmielewski? Taktownie milczał? Bo szans na to, że wszyscy pozostali przejdą na serbsko-chorwacki, raczej nie będzie.
To zresztą niejedyny przypadek kalectwa językowego. Andrzej Papierz, który jedzie na ambasadora do Sofii (on zawsze przed zmianą rządu ucieka do Bułgarii…), utrzymuje, że zna język angielski, podobno ma nawet zdany egzamin. Ale ludzie, którzy mieli okazję słyszeć, jak mówi w tym języku, bardzo w te umiejętności wątpią. Więc po co się oszukiwać?
Z kolei reklamowany przez jedno z pism ambasador w Kazachstanie, Paweł Cieplak, mówi co prawda po angielsku, ale z kolei nie zna rosyjskiego. A w Kazachstanie bez znajomości tego języka nic się nie da załatwić.
Takich przypadków jest jeszcze więcej, a jeden z nich jest szczególnie smakowity. Ale o tym za tydzień.

Wydanie: 37/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy