Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Sporo zamieszania wywołała w MSZ wypowiedź premiera dotycząca „Listu ośmiu”. Tego podpisanego wraz z Blairem i Aznarem, popierającego politykę amerykańską wobec Iraku. Po tym liście bardzo niezadowoleni byli i Schröder, i Chirac. Po pierwsze, dlatego że był. A po drugie, dlatego że nic o nim wcześniej nie wiedzieli. I oto premier powiedział, że był przekonany, iż sprawę listu z przywódcami innych państw europejskich konsultowano, więc… No więc poszedł szum po MSZ, czy ta konsultacja była, czy też nie.
Szum innego rodzaju dotyczy jednego z największych przedsięwzięć logistycznych w historii polskiej służby zagranicznej, czyli otwarcia sieci konsulatów na Wschodzie w związku z wprowadzeniem wiz.
To gigantyczna operacja. Wymagała kupna budynków, zatrudnienia ludzi, przeszkolenia ich, znalezienia dobrych szefów… To wszystko będzie musiało grać, bo trzeba będzie wydawać setki wiz. Miejmy też świadomość, że wyjazd na placówkę do takich miejscowości jak Łuck, Charków, Odessa bądź Irkuck to nie jest wielki cymes, tylko zapowiedź ciężkiej pracy. Wszystko jest już dopinane, są już wyznaczeni szefowie konsulatów i choć wywodzą się z rozmaitych środowisk – jedni przyszli do MSZ przed 1990 r., drudzy po – panuje opinia, że zostali dobrze wybrani.
Dziekanem w tej grupie jest na pewno Sylwester Szostak – człowiek, który na sprawach konsularnych zjadł zęby. Szostak będzie konsulem generalnym w Kijowie – placówce, która będzie okrętem flagowym sieci konsulatów na Ukrainie i która teraz się rozbudowuje z uwagi na wizy. No i nowe obowiązki, czekające Polskę jako członka Unii Europejskiej. Bo nasza sieć będzie służyła również obywatelom innych zachodnioeuropejskich państw.
Szostak już w swej karierze podobną operację przeprowadzał – to on w czasach PRL organizował polski konsulat generalny w Kolonii, który obsługiwał tysiące interesantów. W III RP rzucono go z kolei na Wschód. I w ostatnim czasie był konsulem w Grodnie.
Operacja wprowadzenia wiz dla naszych wschodnich sąsiadów wymaga też dyplomatycznego taktu, tak by nie wzbudzała zadrażnień. Zwłaszcza kiedy ma się ambicje prowadzenia aktywnej polityki wschodniej. Na razie przebiega to nienajgorzej, w każdym razie gdy do Mińska pojechał dyrektor Departamentu Konsularnego i Polonii, Janusz Skolimowski, to efekty jego uzgodnień były w oficjalnej białoruskiej prasie chwalone.
Na Wschodzie parę spraw posuwamy więc do przodu. A na Zachodzie? Tu Bronisław Geremek tłumaczył Polskę Francuzom w dzienniku „La Croix”. Najpierw im powiedział, że to właśnie Francja z Niemcami i ich kapitulancka polityka uczyniły wojnę w Iraku nieuniknioną. Potem wytłumaczył, że Polska wzięła udział w wojnie, bo jest bojownikiem o wolność. I że walka o wolność będzie wartością, którą wniesiemy do Unii Europejskiej. A potem dodał, że Francja popełnia błąd, wybierając sojusz z Niemcami i Rosją, i że to nie służy jej interesom. Więc niech się opamięta.
Ciekawe, o ile po takiej prezentacji wzrosła nad Sekwaną ochota do unijnego jednoczenia się z Polską…

 

Wydanie: 18/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy