Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W kwietniu 2001 r. Marszałek Senatu, pani Alicja Grześkowiak, składała oficjalną wizytę w Japonii. Z tej okazji nasza ambasada zorganizowała 20 kwietnia w Tokio, w Ark Hills Club (to jest zespół hoteli i restauracji) przyjęcie. Jak poinformowano Warszawę (przedkładając lakoniczny „statement”, a nie np. „invoice”, czyli rachunek), kosztowało ono 671.910 jenów, czyli około 5550 dolarów USA. Tę sumę pokryła później Kancelaria Senatu.
Czy słusznie?
Prezentujemy niżej dwa rachunki z tegoż Ark Hills Club. Pierwszy, datowany na 20.04.2001 r. dotyczy przyjęcia zorganizowanego na 55 osób, na nazwisko Jerzego Pomianowskiego, ambasadora RP w Japonii. Koszt przyjęcia wyniósł 634.200 jenów.
Drugi rachunek, wystawiony także na nazwisko Jerzego Pomianowskiego, z datą 28 maja 2001 r., opiewa na sumę 37.710 jenów. Tyle – jak z niego wynika – kosztowało picie (chardonnay, campari soda etc.) i jedzenie (lunch menu i fish special) dla siedmiu osób. Suma dwóch rachunków (634.200 i 37.710) wynosi 671.910 jenów. Taka suma widnieje na statement, opatrzonym datą 29.05.01. Czyli wystawionym dzień po imprezie dla siedmiu osób. Rachunki te skrupulatni Japończycy przesłali do ambasady po wydaniu statement (pewnie przypuszczając, że statement jest niewystarczającym dokumentem do rozliczenia kosztów) – no i wpadły one w „niepowołane” ręce… Więc teraz wszyscy możemy je obejrzeć.
Wnioski nasuwają się tu same. Czy nie było przypadkiem tak, że miesiąc po przyjęciu zorganizowanym dla Alicji Grześkowiak, w Ark Hills Club swoje (dla 7 osób) urządził ambasador, a później poprosił o łączny statement dla obu imprez i przedstawił to jako koszt przyjęcia z okazji wizyty Pani Marszałek? Innymi słowy – czy przypadkiem ambasador nie obciążył państwa polskiego kosztami swojej prywatnej imprezy?
Co tu więcej mówić… Impreza z 28 maja kosztowała 37.710 jenów, czyli 311 dolarów. Tyle więc ambasador, jeżeli nasze podejrzenia są prawdziwe, „zaoszczędził”. Wszystko jest więc dosyć żenujące. Pensja ambasadora RP w Tokio wynosi około 7 tys. dolarów USA miesięcznie, więc fakt połakomienia się na 300 „zielonych” wystawia jego uczciwości i morale dramatyczne świadectwo. Poza tym ambasador, żeby zjeść obiad za darmo, musiał wejść w konszachty z osobą wystawiającą rachunki. Tłumaczyć jej, że chce tak, a nie inaczej. W sumie – kompromitować i własną osobę, i Rzeczpospolitą.
I co z tym fantem zrobić? Cóż – ruch należy tu do MSZ. Jest tam komórka od tych spraw, niech sprawdzi rachunki. Wie przecież, gdzie ich szukać.

Wydanie: 46/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy