Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wróciła już z Konga kontrola, która sprawdzała, na ile prawdziwe były relacje tygodnika „NIE” o ekscesach polskiego charge d’affaires. Wróciła bez dobrych nowin. Bo, na szczęście, wątek z psem się nie potwierdził, ale reszta – czyli przyjmowanie w rezydencji ambasadora pań dziwnej konduity – w zasadzie tak. Raport kontrolerów brzmiał więc jak wyrok. Na jego podstawie podejmowano decyzje. Charge d\’affaires został więc zawieszony, na razie na trzy miesiące, ale wiadomo, że jego kariera dyplomatyczna jest już zakończona. Na jego miejsce do Kinszasy przerzucono dyplomatę pracującego w Abidżanie… On będzie teraz kierował naszą placówką w Kongu.
I teraz pytanie za 100 punktów: cóż za genius loci dosięgnął polską ambasadę w Kinszasie, skoro seryjnie kolejni jej szefowie kończą w niesławie? Żyła wodna? Temperatura powietrza? A może – jak twierdzi jeden z byłych ambasadorów w tym kraju w liście rozesłanym do osób kierujących naszą dyplomacją – to intrygi kilku dziwnych osób mieszkających w Kinszasie, powiązanych z naszymi służbami specjalnymi? Bóg raczy wiedzieć. W każdym razie teraz te niesprzyjające warunki testować będzie ambasador Nowakowski…
A propos testowania – zaczyna się już rozruch polskich konsulatów na Wschodzie. Kolejni konsulowie żegnają się z kolegami w MSZ (na takich sympatycznych przyjątkach czas mija bardzo szybko) i wyjeżdżają na placówki. W Kijowie jest Sylwester Szostak, w Łucku Wojciech Gałązka, do Charkowa jedzie Książek. Wyjeżdżają też zastępcy szefów placówek. Lada moment swego zastępcę w Brześciu powita Roman Kunat (to ten były ambasador w Sofii), a w Kijowie Szostak. I to będzie ciekawa sprawa – bo już ambasador w Kijowie, Marek Ziółkowski, sygnalizował, że nie będzie zachwycony z jego przyjazdu. Obydwu – ambasadora i zastępcę konsula generalnego – dzieli konflikt. Czy połączą ich interesy placówki?
Z kolei ciekawa jest sytuacja w Odessie. Tam otworzono z pompą konsulat (czyż nie z udziałem prezydenta Kwaśniewskiego?), by zaraz go zamknąć, bo budynek jest jeszcze niewykończony. Więc konsul generalny pojechał tam i zaraz wrócił do Warszawy. Starych ludzi to nie dziwi, bo pamiętają, jak Edward Gierek otwierał taśmę produkcyjną nowego Ursusa…
Trochę inaczej jest natomiast we Lwowie. Tu od długiego już czasu MSZ szuka dobrego kandydata na konsula generalnego. Jeszcze parę tygodni temu miał nim być jeden z byłych ambasadorów z państw nadbałtyckich. Ale sprawa rozeszła się po kościach (on sam opowiada kolegom, że to on zrezygnował), więc poszukiwania trwają.
Natomiast coraz mniejsze są szanse, by Andrzej Biera, nasz formalny ambasador w Iraku, wrócił do Bagdadu. Na razie w tym powrocie przeszkadzają mu względy formalne – bo nie ma tam miejscowych władz. Ale gdy będą, pewnie pojedzie do Iraku ktoś inny. Kandydat już jest. I nie jest nim były poseł Unii Wolności, Andrzej Potocki.

Wydanie: 31/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy