Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Hm, paru ludzi w MSZ jest w kłopocie, bo nie wie, czy gratulować, czy też zachować się bardziej powściągliwie. W niedzielę, 13 czerwca, swój ważny dzień miał Michał Klinger, urzędnik MSZ, były ambasador w Bukareszcie. Otóż pan Michał startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Z listy, co oczywiste, Unii Wolności. A w województwie, co również oczywiste, jeśli zważy się, że jest z wykształcenia prawosławnym teologiem, podlaskim. No i dostał się czy nie?
W każdym razie, chciał się dostać. I elegancko wziął z okazji kampanii urlop w MSZ. Pewnie jeździł po białostockiej ziemi. Z jakimi szansami? W MSZ panował w tej sprawie sceptycyzm. Popularność partii prof. Geremka, nazywanego na billboardach architektem, jest w narodzie dość ograniczona, a w Podlaskiem w szczególności… Z drugiej strony, z wielką radością przyjęto by jego sukces i przejście do nowej pracy. Klinger nie miał najlepszych notowań jako ambasador w Bukareszcie, zawalał raporty roczne, za to listy na jego temat słali do Warszawy jego podwładni. Atmosfera była nie najlepsza. Może zbyt szybko został ambasadorem?
No, jeżeli taki będziemy prezentować punkt widzenia, to wynik konkursu na dyrektora generalnego MSZ powinniśmy uznać za przesądzony. A startuje w nim czterech kandydatów. Faworytem jest Krzysztof Jakubowski, do niedawna nasz ambasador przy ONZ w Genewie, wcześniej dyrektor generalny w MSZ. Jakubowski ubiega się więc o stanowisko, które pełnił, i to jest jedna z jego przewag nad kontrkandydatami. A są nimi Krzysztof Szumowski, były ambasador w Australii, były wicedyrektor Departamentu Afryki, Azji, Australii i Oceanii, Junosza Kisielewski, były konsul w Toronto, oraz Maciej Lewandowski, były konsul w Strasburgu (w czasach gdy ambasadorem przy Radzie Europy był Jerzy Regulski), teraz pracujący w Unii Europejskiej, w Brukseli.
W tym gronie nie ma Jerzego Pomianowskiego, który odgrażał się , że wystartuje. Ale nie wystartował, podobno z powodów formalnych.
Wracając do konkursu – teoretycznie jego wynik powinien być przesądzony, ale co niektórzy sensaci przebąkują o możliwych niespodziankach. Pierwsza jest taka: Jakubowski wygrywa, ale w międzyczasie załatwia sobie posadę w ONZ (on tam kandyduje na wszystko, na co można, niestety…) i dziękuje za współpracę. Druga niespodzianka może być innego rodzaju: otóż komisja sprawdza kandydatów m.in. za pomocą rozmaitych testów, także psychologicznych. I w ich wyniku na pierwsze miejsce wyskakuje jakiś czarny koń. Na przykład Lewandowski, który w MSZ jest prawie nieznany. Ale wie się, że się ubiegał o stanowisko dyrektora generalnego w UKIE, no i mimo że w konkursie zaszedł dosyć wysoko, to odpadł w finale.
Co do szans Szumowskiego i Junoszy Kisielewskiego – są one oceniane niżej, ich sukces byłby sensacją.
Więc jak? Niech będzie, co ma być, byle szybko.

Wydanie: 25/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy