Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Dzwonią do nas czytelnicy, dlaczego nie piszemy o Annie Jaruckiej, słynnej asystentce, pracownicy MSZ. No nie piszemy, bo zajmujemy się dyplomatami, a nie ludźmi luźno związanymi ze służbą dyplomatyczną… A co do służby – Jarucka z pięcioma innymi kandydatami brała udział w konkursie na stanowisko dyrektora Instytutu Polskiego w Nowym Jorku. Konkurs miał miejsce 1 lipca 2005 r. I Jarucka go przegrała, uzyskując słaby rezultat. Z kolei 5 lipca 2005 r. przeprowadzono konkurs na stanowisko dyrektora Instytutu Polskiego w Rzymie. Brał w nim udział Michał Jarucki. Był jednym z trzech kandydatów i cóż, wypadł najgorzej, żal o tym pisać. Więc do Rzymu nie pojechał. No, Włosi pękliby ze śmiechu – kierownik od gospodarstwa pomocniczego ABW zostałby szefem Instytutu Kultury Polskiej… Tak nawet nie było za Szlachcica.
Ale pamiętajmy o datach – Jaruccy przegrali konkursy 1 i 5 lipca 2005 r. (nie mieli w nich szans, kontrkandydaci byli zdecydowanie lepsi, jeżeli na coś liczyli, to żyli złudzeniami…), więc chwilę potem pobiegli do Konstantego Miodowicza.
Jeżeli jesteśmy przy datach – mieliśmy w mediach przebłysk dotyczący tzw. szpiegowca, czyli biurowca wybudowanego na parkingu na rogu Litewskiej i al. Szucha. W telewizji wiceprezes NIK, Krzysztof Szwedowski, gromił Włodzimierza Cimoszewicza i Krzysztofa Jakubowskiego (który jako dyrektor generalny podpisał umowę kupna budynku), że narazili skarb państwa na kilkanaście milionów złotych strat, płacąc za budynek za dużo.
O tym szpiegowcu pisaliśmy już parokrotnie, więc teraz tylko dwa zdania: budowę biurowca rozpoczęto w roku 1999. Wtedy to zgodę na jego budowę podpisała Anna Wysocka z AWS, ówczesny dyrektor Zarządu Dzielnicy Śródmieście. Potem zastąpił ją Piotr Fogler, któremu rzecz się przypisuje. No więc panowie, nic z tych rzeczy. W mediach bębniono również, że rząd i służby specjalne nic nie robiły, by budowę szpiegowca zatrzymać. Ha! W zasadzie jedynym czasem, kiedy można było tego dokonać, były lata 1999-2001. Bo potem było już po herbacie. A w tym okresie szefem służb specjalnych, czyli UOP, był płk Zbigniew Nowek, a jego zastępcą płk Krzysztof Szwedowski, ten sam, który dziś jako wiceprezes NIK gromi związany z biurowcem skandal. Uff…
A co do Jakubowskiego – podpisał umowę kupna szpiegowca i bardzo mu to posłowie z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych wypominali. Ba, próbowali nawet zablokować jego wyjazd na ambasadora do Indii. Ale im się nie udało.
Na tej samej komisji stanęła też kandydatura Jarosława Gugały na stanowisko ambasadora na Kubie. Tego, który prowadzi dziennik w Polsacie. To było bardzo dziwne, bo Gugała był już ambasadorem – w Urugwaju – no i opinię w MSZ miał marną. A jedyne wzmianki o nim zawdzięczamy Janowi Kobylańskiemu, szefowi latynoamerykańskiej Polonii. Obaj najpierw się kochali, a potem zwalczali. Kobylański opowiadał o nim, że Gugała szybko się upijał, potem zaś plótł rozmaite bzdury na swój temat (przez grzeczność nie będziemy tego przytaczać).
Więc, panie Jarku, Kobylańskiego na Kubie pan nie spotka, Polonii tam prawie nie ma, ale z tym popijaniem to niech pan uważa…

Wydanie: 36/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy