Noworoczni optymiści i pesymiści

Noworoczni optymiści i pesymiści

Ilekolwiek lat człowiek by przeżył, to początek roku zawsze niesie ze sobą nadzieję. I wiarę w to, że wiele spraw zaczniemy od nowa. Że będzie lepiej, mądrzej, ciekawiej… Że załatwimy sprawy od dawna czekające na wolną chwilę. A pomogą nam w tym nowym, lepszym życiu ludzie, których dopiero poznamy. I choć to myślenie irracjonalne i rzadko się spełniające, to Czytelnikom „Przeglądu” życzę, by jak najwięcej z sylwestrowych postanowień udało się im zrealizować.
Początek roku zawsze skłania do pewnego optymizmu. Nie inaczej jest i tym razem. Ale gdyby ktoś mimo wszystko dalej był malkontentem, to polecam dłuższy kontakt z mediami publicznymi. Takiej dawki informacji o sukcesach rządu na wszystkich frontach, genialnym premierze i wspaniałych ministrach nie uświadczy się już nigdzie w tej części świata. A telewizji z pewnego kraju na Dalekim Wschodzie nie możemy jeszcze oglądać. Z podsumowań roku, jakie nam serwowano, wynika, że prawie wszyscy Polacy są mniej lub bardziej zadowoleni ze swojej sytuacji. Uderzyło mnie przy tym to, że im wyższej rangi urzędnik był odpytywany o wyniki minionego roku, tym bardziej jego oblicze jaśniało radością i dumą.
Najbardziej zadowolonym Polakiem okazał się premier Jarosław Kaczyński. Jego szczęście było tak ogromne, że podzielił się nim z rodakami i ogłosił, iż rok 2006 pod jego przywództwem był najlepszym w całym 17-leciu. A że powszechnie wiadomo, co twórca Prawa i Sprawiedliwości, notabene jakżesz to dziś ironiczna nazwa, myśli o Polsce Ludowej, to ubiegły rok, zdaniem Kaczyńskiego, musiał być najlepszy co najmniej od 1938 r. Bo przecież w 1939 r. zostały bardzo dla Polaków boleśnie przerwane wieloletnie rządy prawicy. Państwo doprowadzono do katastrofy, a honorowany dziś przez naszą prawicę marszałek Rydz Śmigły po prostu uciekł do Rumunii. Zostawiając armię i naród.
Zobaczymy, co zostawi po sobie obecna władza. Po roku rządów sytuacja jest jasna. Złudzenia mogą mieć jeszcze tylko ci, którzy bardzo tego pragną. Jest ich, co prawda, wystarczająco dużo, by PiS mogło się ładnie prezentować w sondażach, ale zawsze to już mniejszość. Ponad 70% społeczeństwa już wie, że z tej negatywnej selekcji kadrowej, która zaowocowała armią nieudaczników ulokowanych na posadach w różnych miejscach zależnych od rządu i niebywałym sobiepaństwem, niczego dobrego zbudować się nie da. Za peron we Włoszczowie, hamburgery dowożone przez policję do pociągu, za radiowozy wożące pijaków z MSWiA i za tysiące afer i aferek będzie wystawiony rachunek. Rachunek za rok frustracji i stresów. Za podziały i niekończące się rozliczenia. Za podłe traktowanie wybitnych Polaków tylko za to, że nie chcą się podporządkować niemądrym decyzjom władzy. Za marnowanie szans, jakie dają Unia Europejska i dobra koniunktura gospodarcza. Za karykaturę taniego państwa, które mnoży stanowiska w ministerstwach i urzędach centralnych. I tak dalej.
Rząd cieszy się, że gospodarka się nie zawaliła, a ludzie nie wyszli na ulice, by dać upust swoim poglądom. Na miejscu tej władzy byłbym ostrożniejszy w optymizmie. Nie sądzę, by jeszcze zbyt długo społeczeństwo miało cierpliwość obserwować kolejne kryzysy, skandale i afery rządów PiS.

Wydanie: 1/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy