O jeden list za daleko

Jest tak śmiesznie, że aż straszno, nie wiadomo, do czego się brać, o czym pisać, trzeba dokonywać eliminacji wpadek oraz hucpy niemiłościwie nam panujących. Typów bezczelnych podobnych do owego sieroty przed sądem, który w ostatnim słowie poprosił o łagodny wymiar kary, gdyż jest sierotą. Co było prawdą, prawdą było również to, że wcześniej swych rodzicieli udusił. Tak też nas usiłują udusić, ale to nie wychodzi, bo my się nie dajemy, mimo ich wysiłków wciąż są wolne media pokazujące prawdę. Nie czujemy się zagrożeni, bo widać, że to im, a nie nam usuwa się grunt spod nóg.
Niedawno w felietonie pisałam o Macierewiczu, dodając mu po imieniu, a przed nazwiskiem przydomek Poliszynel, bo z tajemnic wojskowych i państwowych robi satyrę. Okazało się, że podobno wynosił dokumenty tajne przez poufne, podobno także natowskie, i przetrzymywał je u siebie. Radek Sikorski zgłosił wniosek o odwołanie za to nieodpowiedzialnego ministra, ale sam poleciał. Dopóki Macierewicz nie przedłoży raportu, nie znajdzie haków na kogo trzeba, dopóty będzie potrzebny. Potem bracia go posuną, a może i przed sądem postawią.
Pisałam, że obecnie w naszym kraju nikt nie byłby w stanie wprowadzić stanu wojennego, bo rządzi nami przeciek, z tego MY NARÓD możemy się cieszyć. Dlatego też z wielkiej zazdrości, że nie mają takiej siły ani takich ludzi, jakich miał do dyspozycji Jaruzelski, Kaczyńscy rozpirzają wszystko, co trąci PRL-em. Zwijają się z powodu niemożności wzięcia pod obcas każdego, kto wystaje o cal z szeregu. Wszyscy piszą o prawie Greshama-Kopernika, o wypieraniu pieniądza lepszego przez gorszy, ale akurat pieniądz dzięki Balcerowiczowi, Belce i Zycie Gilowskiej mamy mocny. To prawo trzeba zmienić na: polityk niższy wypiera polityka wyższego. Dziwiłam się, że Dorn tak długo siedzi za piecem pana Boga swego Kaczyńskiego, a on tego drągala toleruje. Dorn pogardliwie pouczał wykształciuchów, w kamasze wysyłał lekarzy, aż powinęła mu się nóżka. Wpadł w sieć paranoiczną, którą sam, jak pilna prząśniczka, pomagał tkać.
Nie żałuję go, bo inteligent, jakim jest ów bajkopisarz, nie powinien służyć królowi destrukcji, jakim jest premier. Odszedł więc Ludwik Dorn z krainy politycznego dreszczowca do krainy bajek, z pożytkiem i dla bajek, i dla dreszczowca. Bo teraz dopiero trzęsienie portkami się zacznie, wszyscy będą się trzęśli jak galareta z nóżek, przystawka do setki. Dorn do rządu nie wróci, bo posunął się o jeden list za daleko.
Nie tak miało być. To pewne, szło już ku lepszemu, komuna ostre zęby starła sobie jak eskimoska żująca skórę na rzemienie do zaprzęgu. Współrządziła krajem posłusznie, doprowadziła do NATO i Unii Europejskiej. Jasne, że nie bez afer, ale powoływano komisje do badania tego i owego, prokuratura robiła swoje i szło ku lepszemu. Ewolucyjnie, bez krwi rewolucyjnej, doszliśmy do demokracji.
I komu to przeszkadzało? Twierdzę, że nie było tak złego i obmierzłego ludziom rządu jak obecny. Mówię tak wcale nie dlatego, że tęsknię do PRL-u. Nie byłam komuszką – właśnie ukazały się moje dzienniki z lat 1978-1989, które zdziwiły mnie samą ogromem nienawiści, jaką czułam wtedy do rządzącej partii. Byłabym skłonna wieszać, może nie tak jak Rymkiewicz w swej nowej, ciekawej książce „Wieszanie”.
Raczej wieszałam psy na komunie niż komuchów na latarniach. To pewnie kobiecy rys, większość kobiet woli wieszać korale na własnej szyi, niż wiązać pętlę wisielca. To zdrowsze dla wszystkich. Powodzenia życzę partii kobiet Manueli Gretkowskiej, bo jest co robić w naszym kraju, gdzie Fundusz Alimentacyjny zlikwidowano, gdzie za molestowanie wyrzuca się z pracy molestowaną i gdzie wicepremier obraża kobiety, nazywając je zboczonymi.
Po latach mam inny obraz PRL-u, inaczej postrzegam rolę Jaruzelskiego. Odbieranie mu generalskich szlifów i emerytury to żerowanie na niskich instynktach najgorszej części narodu, nie mówiąc już o katolickim rodowodzie tego rodzaju mściwości. Tym się myślących ludzi nie kupi. To się podoba frustratom albo tchórzom, co siedzieli w PRL-u cicho jak szczur w masarni. Tylko ci będą czuli się komfortowo, kiedy staremu człowiekowi zabierze się mundur.
Generał Hermaszewski, pierwszy polski kosmonauta, powiedział, że mogą mu naskoczyć, bo on na zawsze zostanie dla swoich księżycowych przyjaciół generałem. Symbolu, jakim jest stopień wojskowy, nie da się wyrwać i dać kolesiowi jak Fotydze ministerstwo. Takie próby kończą się ośmieszeniem naszego narodu. Ostatnio wypowiedziała się pani Fotyga autotematycznie, że nigdy nasz kraj nie miał tak świetnego ministra spraw zagranicznych jak ona. Śmiech gruchnął w całym kraju jak podczas najlepszych numerów Szymona Majewskiego.
W tej wierze utwierdza ją premier ze złamaną lewicą, który powiedział, że Fotyga nie prowadzi „polityki zagranicznej na czworakach” i dlatego mu się podoba. Może być na czworakach, może być na strusia, z głową w piachu, a wypiętą d… Gusta w seksie mogą być różne, na klęczkach, na czworakach, ale w dyplomacji obowiązują standardy.
W moich dziennikach żywą codziennością było pytanie: wejdą, nie wejdą? Pamiętam mapkę w amerykańskim wówczas „Newsweeku”. Ktoś przywiózł pismo, w którym wyrysowano drogę ataku, z której strony wpłyną do portu, gdzie wejdą zaprzyjaźnione wojska. Ktoś przytomny powiedział: oni nie muszą wchodzić, oni już tu są. Realne niebezpieczeństwo istniało.
PiS zapomniało o tamtych czasach, zresztą to partia bohaterów trzeciego planu. Nie zasłużyli się niczym szczególnym. Jeśli mają wśród swoich ludzi bohaterów tamtego czasu, to wyrzucają ich z rządu. Dawną opozycję muszą opluć. Wymyślili styl rządzenia z głową odwróconą do tyłu. Gospodarka ustawiona przez poprzednie rządy funkcjonuje prawidłowo, finansów pilnuje Zyta, Gęsicka na nasze szczęście rozporządza pieniędzmi i projektami unijnymi, nie wywalają jej, bo nie wyrasta na gwiazdę, ostro pracuje i nie pokazuje się w mediach.
Na razie można więc śmiać się do rozpuku, gdy pan Kuchciński z PiS twierdzi, że to całe szczęście, że premier nie pojechał do Monachium, bo po wystąpieniu Putina mogłoby dojść do rękoczynów! Złamanoręki premier mógłby przyłożyć prezydentowi Rosji tak, że ten by się nie pozbierał. Po tej wypowiedzi Kuchcińskiego telewizja pokazała Putina dżudokę swobodnie przerzucającego rywala na macie. Jak zwykle media pominęły milczeniem sukcesy walecznego Jarosława. A Putin pewnie ze strachu przed polskim tygrysem wzmocnił ochronę i nie wyściubi nosa z Kremla, niech wie, że bliźniaki nie prowadzą polityki na czworakach!

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy