O solidarności

O solidarności

Wielu budujących sytuacji byliśmy świadkami nawet tylko w tym roku. Mam na myśli społeczne zrywy związane ze zrzutkami, manifestacjami, a nawet brandowaniem zdjęć profilowych na znanym portalu społecznościowym. Fantastyczna zbiórka na WOŚP po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska. Piękna manifestacja, pokazująca, że można realnie wpływać na rzeczywistość, nawet jeśli polityka skutecznie to uniemożliwia, czyli zbiórka na Europejskie Centrum Solidarności. Nawet akcja w obronie dzików miała w sobie coś pięknego.

Mam jednak problem z gestem poparcia (a może stopniem zmanipulowania opinii publicznej?) dla strajku nauczycieli. Nie trzeba być fanem „House of Cards”, żeby zorientować się, że cała historia jest politycznie podbudowana. Kiedy dwie grupy tłukące się o kolejne lata spokojnego wypinania się na obywateli robią sobie z naszego kraju arenę do naparzania się, pół narodu radośnie angażuje się po jednej lub drugiej stronie.

Nie jestem kibicem ani promila naszej aktualnej sceny politycznej. Za to gorąco kibicuję zdrowemu rozsądkowi i chciałbym móc żyć w normalnym kraju. Uważam, że godna płaca należy się każdemu, kto posiada kompetencje, jest w stanie zaangażować się i brać odpowiedzialność za pracę, którą wykonuję. Nie zgadzam się natomiast na żądanie równania, pt. „czy się stoi, czy się leży…”. I nieważne, czy są to nauczyciele, lekarze, politycy, taksówkarze czy grabarze.

Nie zgadzam się również na mydlenie ludziom oczu przez jedną stronę, że od zarobków nauczycieli zależy jakość naszej edukacji, bo zależy od wielu innych czynników, jak system (może byłaby szansa wyjść z tego pruskiego? Tylko czy komuś na tym zależy?), program, focus nie na wiedzę, a na człowieka, a także warunki lokalne i środowiskowe, w jakich przyszłe pokolenia są edukowane. Nie zgadzam się również na pogardę, z jaką traktowani są strajkujący nauczyciele przez drugą stronę barykady politycznej, co przekłada się na agresywne reakcje części społeczeństwa.

Można by tak jeszcze długo analizować argumentację toczącego się sporu. To nie pierwsza i zapewne nie ostatnia sytuacja tego typu. Ważne jest jednak tylko jedno: tej wojny nikt nie wygra. Nie ma tu słabszych i silniejszych, będziemy zadawać sobie razy, aż jak w jednej scenie z „Dnia świra” rozedrzemy tę Polskę na kawałki. A zdarzy się to prawdopodobnie jeszcze za naszego życia.

Chce wierzyć, że każda ze stron tej wojny polsko-polskiej walczy na froncie dobrze pojętego interesu kraju, w którym mieszka. Niestety żadna ze stron nie widzi, że te interesy są wykluczające. Nie mamy więc innego wyjścia, jak usiąść do stołu, zacząć rozmawiać i wypracowywać kompromisy. Tylko że nie w sprawie płac nauczycieli, nie w sprawie zablokowania Ubera czy dotacji na trzodę chlewną. Pierwsze kompromisy powinny być lekcją wzajemnego szacunku, zasad debaty, a dalej szukaniem elementów, które nas łączą, a nie dzielą. To apel zarówno do polityków, jak i do mediów. Do sąsiadów i kolegów z pracy. To apel, który możemy wypełnić w ramach lokalnego patriotyzmu, czyli odpowiedzialności za najbliższe otoczenie. Bo patriotyzm to odpowiedzialność.

Pan Biedroń podczas swojej konwencji prawie jednym tchem wykrzyczał, że koniec Polski podziałów, a zaraz później, że utworzy komisję, która rozliczy tych, co trzeba. Tak się nie da.

W trakcie protestów nauczycieli zdarzył się w co najmniej jednym mieście protest uczniów przeciwko zagrożeniom klimatycznym. Nie zauważyłem w jego trakcie różnych stronnictw. Nie było tak, że jedni byliby za wiatrakami, a inni za likwidacją kopalń. Nie zauważyłem też żadnej kontrmanifestacji.

Skoro jako dorośli z taką namiętnością walczymy o to, jak ich uczyć, to może nauczmy się od nich – często dużo mądrzejszych od nas – choć jednego. Wspólnego działania ponad wewnętrznymi podziałami dla dobra wyższego rzędu.

Nie będzie to łatwe, będzie bolesne i każdy na początku będzie miał wrażenie krzywdy. Każdy poniesie klęskę na bazie dzisiejszych oczekiwań. Trudno, mamy do nadrobienia lekko sto lat, a może i kilka wieków. Nie będzie to też medialne, nikt nie zbije na tym kapitału politycznego, nikt nie odtrąbi triumfu. Jednak nikt też nikogo nie obrazi, nie skrzywdzi, nie będzie tam miejsca na agresję. A w efekcie może za jakiś czas będziemy umieli być po prostu dla siebie mili nawet w okolicznościach mównicy sejmowej. Mamy potencjał, tylko nauczmy się go wykorzystywać w inny sposób niż przeciwko sobie.

Nie chce się już dłużej wstydzić.

Bądźmy mądrze solidarni.

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy