Czy te oczy mogą kłamać? – chyba tak!

Czy te oczy mogą kłamać? – chyba tak!

Zwłaszcza politycy celują w permanentnym kłamaniu, a przynajmniej naciąganiu i ukrywaniu prawdy

Pewien, z nazwy chrześcijański, poseł znany z niepohamowanej nienawiści i pogardy, otumaniony przyjęciem weta prezydenta i elokwencją jego ministra w Sejmie, zdołał wykrztusić jedynie epitet: pornogrubasy. Odwołując się do cech fizycznych swych adwersarzy, sam znalazł się na parterze (a w istocie poniżej wszelkiego poziomu) debaty publicznej.
W sztuce prowadzenia sporów używanie epitetów odnoszących się do fisis, czyli wyglądu, oponenta jest jeszcze niżej moralnie oceniane niż używanie obraźliwych słów, odnoszących się do jego charakteru. Siłę argumentów zastępuje się w obu przypadkach zniewagą. Lecz cóż miał biedaczyna poseł robić, gdy po prostu zalała go przysłowiowa krew?
Swą wulgarną uwagą wywołał jednak wilka z lasu – zastanówmy się zatem, jak wygląda sam autor epitetu. Tłusty nie jest, to fakt. Ale oczy – czy te jego oczy nie mają wyrazu pewnego obłędu, paranoi, albo

zmęczenia niecnymi praktykami

w czasach młodości? Trudno to powiedzieć niefachowcowi, choć moi znajomi psychiatrzy mają tu swoje teorie. Natomiast jako teoretyk komunikowania społecznego wiem, że wypowiedzi językowe przekazują zaledwie część tego, co istotnie myśli i odczuwa osoba mówiąca. Jest przecież oczywiste, że nie jest trudno co innego myśleć, a co innego mówić. Zwłaszcza politycy celują w permanentnym kłamaniu, a przynajmniej naciąganiu i ukrywaniu prawdy. W najlepszym przypadku stosują się do zasady: “Mów prawdę, mów dużo prawdy, mów bardzo dużo prawdy, ale nigdy nie mów całej prawdy”.
Czy jednak my, zwykli odbiorcy ich codziennych enuncjacji, jakimi zalewa nas radio i telewizja, jesteśmy bezbronni? Czy nie mamy własnych, naturalnych wykrywaczy ich kłamstw? Czy musimy im wierzyć na słowo, to znaczy literalnie? Oczywiście, nie. Człowiek dysponuje swoistym zmysłem oceny prawdomówności, który włącza zwłaszcza wówczas, gdy nie w pełni rozumie to, co do niego dociera. Tygodnik popularnonaukowy “Nature” poinformował niedawno o ciekawym wyniku eksperymentu z oceną wiarygodności wypowiedzi telewizyjnej. Okazało się, iż afatycy, ludzie o ograniczonej zdolności rozumienia całych zdań, lepiej niż ludzie zupełnie zdrowi rozpoznawali prawdziwe intencje i przekonania mówiących osób. Badacze wyjaśniają ten wynik ich większą wrażliwością na mimikę twarzy, wyraz oczu, gestykulację, ton głosu, i ocenianie na tej podstawie rzeczywistych myśli i emocji mówców. Wyostrzenie zmysłów dotyczy afatyków, ale i normalni ludzie też przywiązują więcej wagi do tego, jak się do nich mówi i jak wówczas wygląda, niż co się im mówi, a zwłaszcza wmawia.
Znany amerykański psycholog, Watzlawik, napisał wiele lat temu, że człowiek nie może się nie komunikować, jeśli jest w obecności lub jest obserwowany przez drugiego.

Nawet cisza i milczenie

są wówczas znaczące. Co więcej – zachowania niewerbalne przenoszą znacznie więcej istotnych informacji niż wypowiedzi językowe. Niektórzy psycholodzy komunikowania szacują, iż zaledwie 7% naszej informacji pochodzi z wypowiedzi językowej, pozostałe 93% zdobywamy z interpretacji obserwowanego wyglądu, zachowania i niewerbalnych przekazów towarzyszących mowie.
Zatem gdy poseł-grubianin rzuca epitetami, to jak bumerangiem dostaje w łeb od opinii publicznej, która puszcza mimo uszu obelgi, ale widzi na twarzy zacietrzewienie i patologiczną nienawiść. Otrzymuje więc właściwy i prawdziwy komunikat, tyle że przez owego posła niezamierzony i niepożądany. Gdy wojewoda Pietkiewicz w dyskusji w radiowej Trójce lodowatym tonem mówił o “bajzlu w Radzie Gminy Centrum”, to jego słowa były przez większość przyjęte analogicznie jak odzywka “Przebijam”, zgłoszona przez szulera w takimż bajzlu (w Krakowie to znaczy burdel), gdy kamienną twarzą maskuje siłę lub słabość swej karty.
Czy jednak nie jest tak, że zwykli ludzie, nawet nie rozumiejący trudniejszych problemów, ani żargonu politycznego, trafniej oceniają prawdomówność polityka niż jego partyjni koledzy, a nawet przeciwnicy, zawodowo skoncentrowani na treści, a nie formie wypowiedzi? Z kolei ludzie młodzi, bystrzejsi, ale z dystansem wobec polityków, także mogą ich bardziej oceniać na podstawie wyglądu i mimiki niż tez i poglądów, które zresztą trudno zrozumieć. Jeśli tak jest, to w znacznym stopniu tłumaczy to, dlaczego na przykład politycy formacji prawicowych uzyskują tak niskie odsetki zaufania w rankingach opinii (np. Pentora). Nie jest to tylko wynik czterech reform. Sondując opinie studentów na temat wypowiedzi politycznych w programach telewizyjnych (“Kropka nad i”, “Forum”, “Tygodnik Polityczny Jedynki”, rozmów “Monitora”, głosów w “Wiadomościach” i “Panoramie”), byłem wręcz zdumiony zwracaniem uwagi na szczegóły zachowania, ubioru, mimiki, wyrazu oczu. Młodzi ludzie krzywili się na fałszywe uśmiechy, obłudne miny, zadarte podbródki, monotonne gadanie, nie ogolone brody, brudne swetry, czarne kamizelki. Ale najczęściej wskazywano na rozbiegane oczy, które albo wędrowały w górę, albo skakały na boki lub patrzyły wprost,

zdradzając pustkę duchową.

Także mówienie z szybkością karabinu maszynowego, przerywanie, niedopuszczanie do głosu, było uznawane za wskaźnik krętactwa. Rysuje się zatem dla pewnych polityków prawidłowość – im częściej w okienku, tym niżej w sondażach.
Wygląda zatem na to, że w nadchodzącym roku wyborczym media sprawią wielu politykom zimny prysznic. Mogą bowiem niektóre z nich opanować, mogą nawet założyć własną telewizję i pokazywać się w niej skolko ugodno, lecz jeśli prawdą jest, że ludzie czytają bardziej z oczu niż ze słów, to ich reputację mogłyby uratować jedynie ciemne okulary. Ale i te ujawniłyby ich charakter… mafijny.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, znawcą socjologii masowego komunikowania

Wydanie: 21/2000

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy