Odebrecht pogrążył prezydentów

Odebrecht pogrążył prezydentów

Overview

Lula skazany. Skandal korupcyjny ogarnął niemal całą Amerykę Łacińską

Największy skandal korupcyjny w historii Ameryki Łacińskiej, prawie 800 mln dol. wypłaconych przez brazylijską firmę budowlaną Odebrecht wysokim rangą urzędnikom w Brazylii, Kolumbii, Peru, Argentynie, Meksyku, Wenezueli i innych krajach regionu to nie tylko dowód erozji demokracji, ale też poważna groźba destabilizacji politycznej i gospodarczej regionu. Pieniądze Odebrechtu zasilały konta wyborcze prezydentów Kolumbii i Panamy, Juana Manuela Santosa i Juana Carlosa Vareli. W Peru prokuratura wydała nakaz aresztowania jednego byłego prezydenta, Ollanty Humali, a drugi, Alejandro Toledo, jest ścigany listem gończym.

Brazylia: wyrok dla Luli

W Brazylii trwa konflikt między skorumpowaną władzą polityczną a nieskorumpowaną władzą sądowniczą. W ostatnich latach skazano setki ministrów, gubernatorów, deputowanych, senatorów. 12 lipca sąd pierwszej instancji w Kurytybie skazał byłego prezydenta Brazylii Lulę da Silvę na dziewięć i pół roku więzienia za korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Lula może jeszcze wnieść apelację od wyroku i zostać uniewinniony, choć to raczej wątpliwe, a czekają go cztery inne procesy. Zarzut przyjmowania łapówek ciąży też na prezydencie Michelu Temerze. Śledztwa są prowadzone przez legiony sędziów i prokuratorów.

Lula i Temer na swoje problemy z prawem zareagowali podobnie. – Ten wyrok chce mnie powalić! – protestował pierwszy i, kwestionując uprawnienia sądu, dodawał: – Tylko naród może decydować o moim losie. Temer uznał oskarżenie o korupcję za zamach na państwo. – Nie pozwolę, aby kwestionowano moją godność i honor. Nie będę unikał walki – straszył.

Skazanie Luli może mu uniemożliwić kandydowanie w kolejnych wyborach, ale nie zmienia faktu, że nadal jest on najpopularniejszym politykiem w Brazylii. Dla większości mieszkańców nie ma znaczenia to, czy brał łapówki, czy nie. Cieszy się dwukrotnie większą popularnością niż którykolwiek kandydat prawicy.

Wenezuela: „normalność”

W Argentynie sądy dysponują dowodami na korupcję byłej prezydent Cristiny Fernández de Kirchner, jej męża, także byłego prezydenta, oraz syna. Za czasów Juana Dominga Peróna (lata 50.) na jednej z ulic Buenos Aires pojawiło się graffiti: „S…syn czy złodziej, kochamy Peróna”. Tak peronizm reagował na krytyczny stosunek Amerykanów do ich przywódcy. Dzisiaj na ulicach Buenos Aires można zobaczyć graffiti: „Złodziejka czy kretynka, kochamy Cristinę”.

Szczególnym przypadkiem jest Wenezuela. Kiedy opozycja w 2015 r. wygrała wybory do Zgromadzenia Narodowego, zdecydowała się na skrupulatne stosowanie prawa ustanowionego w czasach zmarłego Hugona Cháveza. Prezydent Nicolás Maduro za pośrednictwem wyznaczonych przez siebie sędziów Najwyższego Trybunału Sprawiedliwości otrzymywał to, na czym mu zależało. NTS stanowione przez parlament prawo uznawał za nielegalne. Korzystając ze swoich autorytarnych uprawnień, Maduro przyznał trybunałowi również prerogatywy w zakresie stanowienia prawa, a nawet zgodził się na atak swoich hord na budynek parlamentu. – Reżim stworzył „normalność”, w ramach której państwo systematycznie wykorzystuje przemoc instytucjonalną w brudnej wojnie przeciwko narodowi – twierdzi sekretarz generalny Organizacji Państw Amerykańskich, Luis Almagro. Maduro nie zamierza rezygnować z wyznaczonych na 30 lipca wyborów do konstytuanty, która ma zastąpić legalnie wybrane w grudniu 2015 r. Zgromadzenie Narodowe i przyjąć konstytucję gwarantującą Madurowi bezterminowe sprawowanie władzy. – Ta inicjatywa już do mnie nie należy, jest w rękach narodu – oświadczył sarkastycznie.

W dzisiejszym świecie to chyba najbardziej skrajny przykład wykorzystywania sądownictwa do własnych celów, stanowiący ostrzeżenie dla słabnących demokracji. Według Transparency International Wenezuela należy do najbardziej skorumpowanych państw świata. To raj dla mafii rosyjskiej, chińskiej i syryjskiej.

Peru: kampanie ze wspomaganiem

W Peru sąd postanowił ostatnio zastosować 18-miesięczny areszt wobec byłego prezydenta Ollanty Humali i jego żony Nadine Heredia pod zarzutem prania pieniędzy oraz korupcji związanej z Odebrechtem i inną brazylijską firmą, OAS, a także przyjmowania nieudokumentowanych funduszy od Cháveza. W 2011 r. po wygraniu wyborów przez Humalę okazało się, że brazylijskie firmy przekazały na jego kampanię wyborczą 3 mln dol., rzekomo na zlecenie Luli. Co prawda, przyjmowanie darowizn od firm prywatnych nie jest w Peru przestępstwem, lecz Humala nigdy tych pieniędzy nie zadeklarował, z czego prokuratorzy wyciągnęli wniosek, że chciał je z żoną wykorzystać do prywatnych celów. Humala zaprzecza oskarżeniom, ale sąd zadecydował o areszcie. Tym samym Humala, wojskowy w stanie spoczynku, będzie już drugim byłym prezydentem, który znajdzie się za kratkami. Jeden z poprzedników, Alberto Fujimori, rządzący krajem w latach 1990-2000, odbywa karę 25 lat więzienia za zabójstwa i korupcję.

W działaniach Odebrechtu wspieranie peruwiańskich kandydatów nie było wyjątkiem. Wcześniej koncern finansował kampanie wyborcze prezydentów Alejandra Toleda i Alana Garcíi. Wobec Toleda sąd zdecydował o zastosowaniu 18-miesięcznego aresztu tymczasowego pod zarzutem przyjęcia od Odebrechtu 20 mln dol., które miały „pomóc” firmie w uzyskaniu kontraktu na budowę autostrady Carretera Interoceanica Sur, łączącej Peru z Brazylią. Toledo przebywa w Stanach Zjednoczonych, sąd, który w lutym wydał za nim międzynarodowy nakaz aresztowania, liczy na jego ekstradycję.

Chlubne wyjątki

Wyjątkami w obrazie skorumpowanej Ameryki Łacińskiej są Chile, Urugwaj i Kostaryka. Nie można powiedzieć, że są zupełnie wolne od korupcji, ale nie jest ona tak bezkarna. W Chile ujawnienie, że syn prezydent Michelle Bachelet zarobił na zastrzeżonej informacji, zatrzęsło rządem.

Godny analizy jest przypadek Urugwaju. Ten kraj – tak podobny składem etnicznym do Argentyny (w czasach kolonialnych był jej częścią) – różni się od niej całkowicie pod względem zachowania przywódców, dbających o transparentność swojego urzędu. Niedoścignionym przykładem jest były prezydent José Mujica, który zrezygnował z 95% wynagrodzenia, przekazując je na pomoc biednym. Domek letniskowy, w którym przyjmował nawet zagranicznych gości, miał 42 m kw.

W Ameryce Środkowej, według danych Transparency International, chlubnym wyjątkiem na tle Panamy, Nikaragui, Hondurasu, Gwatemali i Salwadoru, których byli prezydenci odsiadują kary lub stali się uciekinierami, jest Kostaryka. W historii tego kraju nie zdarzyło się, aby prezydent został oskarżony o korupcję lub sprzeniewierzenie się narodowi.

Jak widać, w Ameryce Łacińskiej sędziowie – np. Sérgio Moro, który stanął naprzeciw Luli da Silvy – i prokuratorzy – tacy jak Rodrigo Janot oskarżający o „bierną korupcję” prezydenta Michela Temera – podejmują często karkołomną walkę z przejawami korupcji, klientelizmu i obojętności moralnej klasy politycznej. Uświadamia nam to, jak olbrzymią rolę odgrywa sądownictwo w obronie podstawowych zasad demokracji i ograniczaniu samowoli przedstawicieli władzy wykonawczej.

Wydanie: 30/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy