Opróżnianie magazynków

March 24, 2018 - Washington, DC, United States: Thousands of protesters, many of them students, gather near the Capitol for the DC March For Our Lives rally, a national protest demanding gun control legislation. (Erin Scott/Polaris)
Czy 2021 okaże się rokiem reformy prawa do posiadania broni w USA? Trudno sobie wyobrazić większy dysonans symboliczny niż to, co w walentynki działo się w Parkland, nieco ponad 20-tysięcznym miasteczku na Florydzie. Podczas gdy świat obchodził święto zakochanych, przed budynkiem liceum im. Marjory Stoneman Douglas, dziennikarki, pisarki, aktywistki na rzecz praw kobiet, zebrali się mieszkańcy. Były łzy, ale nie radości, tylko smutku, gniewu i żalu. Właśnie w tej szkole trzy lata temu doszło do jednej z największych tragedii z użyciem broni palnej we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych. 19-letni Nikolas Cruz wtargnął do budynku, uruchomił alarm przeciwpożarowy, poczekał, aż uczniowie i pracownicy szkoły wybiegną na zewnątrz, po czym otworzył ogień. Najpierw strzelał do tych, których napotkał tuż przy głównym wejściu, potem przedzierał się w głąb budynku, na kolejne piętra. Uzbrojony w półautomatyczny, samopowtarzalny karabin AR-15, zabił tego dnia łącznie 17 osób: 14 uczniów i trzech nauczycieli. Kolejne 17 osób zostało rannych. Masakra w Parkland przeszła jednak do historii nie tylko dlatego. Nastolatki z tej placówki, wstrząśnięte śmiercią kolegów i koleżanek, rozpoczęły dosłowny i metaforyczny marsz na Waszyngton. Domagały się gruntownej reformy prawa do posiadania broni – przez wielu w Ameryce uważanego za prawo święte, najważniejszy wyznacznik ich wolności osobistej. Emma González, jedna z najbardziej wyrazistych postaci ruchu uczniowskiego, widziała w nim zaś emanację czystego zła. Powód, dla którego setki, może nawet tysiące młodych ludzi w jej kraju boją się wchodzić do swoich szkół, a zamiast historycznych dat i równań matematycznych uczą się na pamięć planów ewakuacyjnych każdego budynku. „Nikt nie jest w stanie zrozumieć, jak głęboko to nas dotknęło”, mówiła nieco ponad miesiąc po masakrze, stojąc na scenie w trakcie wiecu po „Marszu po nasze życie”, jak nazwano demonstrację przeciwko powszechnemu prawu do broni. González i pozostali aktywiści byli nie tylko głosem smutku i rozgoryczenia z powodu śmierci najbliższych. Stali się też żywym dowodem na to, że w amerykańskim społeczeństwie dojrzewa postulat głębokiej zmiany podejścia do broni palnej. Coś, co przez dekady wydawało się poza zasięgiem bez względu na aktualnie rządzącą opcję polityczną, zaczyna majaczyć na horyzoncie jako realna inicjatywa legislacyjna. Według danych pracowni badań sondażowych Gallup od dziewięciu lat sukcesywnie spada odsetek Amerykanów, którzy deklarują zadowolenie z obecnie obowiązujących przepisów dotyczących broni. W styczniu tego roku wynosił on 42%, przy 56% respondentów domagających się reformy. Z jednej strony, nie należy przywiązywać do tych danych zbyt dużej wagi, bo są one podatne na wahnięcia. Za każdym razem, gdy w kraju dochodzi do masowej strzelaniny, odsetek niechętnych obecnym regulacjom wzrasta skokowo – najwyższy w ciągu ostatnich dwóch dekad był w styczniu 2016 r., miesiąc po masakrze w San Bernardino. Z drugiej jednak, pokazują, że zmiana rzeczywiście ma miejsce, i to na poziomie dużo głębszym, bo świadomości społecznej. Tym, którzy stwierdzili, że prawo powinno zostać napisane na nowo, Gallup zadał dodatkowe pytanie – w którym kierunku powinna iść reforma. Tu aż 42% (drugi najwyższy wynik od 2001 r.) opowiedziało się za zaostrzeniem kryteriów, po spełnieniu których można otrzymać broń palną. Rozbrojenie Ameryki nagle przeniosło się z półki „niemożliwe” na tę opatrzoną etykietką „bardzo trudne”. Wbrew pozorom to naprawdę powód do optymizmu. Zwłaszcza że, jak niemal na wszystkich płaszczyznach życia, i tutaj piętno odcisnęła pandemia koronawirusa. Jak wynika z badań prowadzonych przez Phillipa Levine’a i Robina McKnighta z Wellesley College, w ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych sprzedano najwięcej sztuk broni palnej w historii. W dużej mierze z dwóch powodów – ogromnego stresu wywołanego pandemiczną niepewnością oraz strachu przed rozlewającymi się na cały kraj protestami. Demonstracje przeciwko instytucjonalnemu rasizmowi policji rzadko wprawdzie przeradzały się w zamieszki czy uliczne rozróby, ale w wielu miejscach, zwłaszcza w konserwatywnych kanałach telewizji kablowej, przedstawiane były niemal jak zapowiedź wojny domowej, ostatecznej konfrontacji między liberalną i konserwatywną Ameryką. Dlatego, piszą Levine i McKnight, mieszkańcy kraju częściej niż w poprzednich latach sięgali do portfela, żeby kupić kolejne pistolety, strzelby, karabiny. Łącznie ten „naddatek” prewencyjnych zakupów wyniósł aż 5 mln sztuk broni – o tyle więcej zostałoby
Udostępnij:
- Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
- Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X
- Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X
- Kliknij, aby udostępnić na Telegramie (Otwiera się w nowym oknie) Telegram
- Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
- Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
- Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety







