Osiem lat samotności

Lewica ma osiem lat czyśćca. Nie piekła, obiecywanego przez radykalnych PiS-owców, bo wizja komuszego Sądu Ostatecznego służyła przede wszystkim zwieraniu wyborczych szeregów. Piekło, a ściślej piekiełko, szykują państwo Kaczyńscy platformiarzom, przyjaciołom z prawicy. Nietrudno zauważyć, że Jarosław Kaczyński ma plan na kilka sezonów politycznych. Aby przekształcić PiS w stateczną, zakorzenioną chadecję, musi przy okazji zatopić największego politycznego konkurenta na prawicy. Podzielić go, bliskich zassać, a niekompatybilnych zmarginalizować. Przy okazji wyciągnąć też najzdolniejszych z PSL, wejść na społeczne pole Samoobrony, orząc Lepperem. Po paru propagandowych akcjach dekomunizacyjnych SLD – mała, opozycyjna partia – będzie miał luksus świętego spokoju. Może nawet brat Jarosław przytuli jakiegoś lokalnego lidera urzędowej lewicy, skoro nie brzydził się Adamem Gierkiem? Hasła narodowej, socjalnej polityki gospodarczej miło brzmią w uszach etatystów z SLD.
Święty spokój połączony z marginalizacją 55-osobowego klubu parlamentarnego w Sejmie może skutecznie rozleniwić lewicową opozycję. Cóż z tego, że będzie ona pytać, jeśli władza zbędzie ją ogólnikami, a prawicowe media nie nagłośnią oskarżycielskich tonów. Cóż z tego, że będzie przeciw, skoro i tak te 55 głosów nie będzie decydowało o ostatecznym wyniku. SLD grozi komfort opozycji koncesjonowanej, niegroźnej dla rządzących. Listka figowego sprawnego, autorytarnego reżimu państwa Kaczyńskich. A jeśli PiS uda się przyśpieszyć wybory samorządowe, to SLD nawet w koalicji ze szczątkami SdPl pomniejszy swój stan posiadania w radach, zasoby prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Mniejsze zasoby samorządowe to cios dla partii władzy, jaką dla wielu członków nadal jest SLD.
Wielu działaczy SLD i SdPl też naiwnie wierzy, że za cztery lata wahadło społecznych nastrojów przesunie się na lewo. I elektorat sam poprosi partie lewicowe, aby doszły do władzy. Na kolanach przyniesie im urny wyborcze z władzą. Tak jednak nie będzie, bo PiS i jego sojusznicy – PSL, Samoobrona i LPR – swoje programy wyborcze postarają się zrealizować. Przegrana AWS była formacją wyrosłą na lewicowym ruchu związkowym, realizowała jednak liberalny program Unii Wolności. Millerowski SLD mienił się lewicą, ale szybko przejął biznesmeńsko-bizantyjski styl sprawowania władzy. Państwo Kaczyńscy obiecywali populistyczny autorytaryzm, autentyczny, a nie taktyczny program i postarają się go urzeczywistnić.
Po czterech latach czyśćca, po wyborach 2009 r. SLD wraz z sojusznikami podwoi swą parlamentarną reprezentację. W Sejmie będzie miał setkę posłów, w Senacie nadal nikogo. I nadal grzać będzie ławy opozycji. Tyle że setka to już poważny klub parlamentarny, to drużyna, o głosy której warto zabiegać, zwłaszcza jeżeli rządząca koalicja posypie się.
Po ośmiu latach opozycyjnego czyśćca Olejniczak i Napieralski będą pięknymi czterdziestoletnimi, zaprawionymi w parlamentarnych bojach wygami. Marek Borowski, jak rasowy polityk senior, zacznie spisywać pamiętniki. Ton na lewicy nadawać będą młodzi, niekonformistyczni, prospołeczni działacze. Bez- lub małointeresowni. Ludzie, którzy zaciągnęli się do SLD na przełomie wieków, do partii władzy, odejdą, bo będzie im szkoda czasu na przebywanie w nierentownej instytucji.
I tak prezes Jarosław Kaczyński porządkując prawą stronę sceny politycznej, współutworzy wymarzoną przez lewicowych publicystów uczciwą, ideową, nową lewicę. Chwała mu za to.

Wydanie: 45/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy