Ostatnia bitwa prezesa

Ostatnia bitwa prezesa

Warszawa 12.10.2016 r, Amdrzej Celinski fot.Krzysztof Zuczkowski

Kaczyński jest coraz bardziej zmęczony. Jest sam Rozmowa z Andrzejem Celińskim Jarosław Kaczyński przestraszył się „czarnych kobiet”? – Nie panuje nad wszystkim. Co chwila wrzucają mu jakiegoś szczura. Ten jest potężnych rozmiarów. Kaczyński się wścieka, tupie, ale oni stają się coraz bardziej przebiegli, a on coraz bardziej zmęczony. Jest sam. Nie ma partnerów, takich jak kiedyś Dorn. Ta historia zaczęła się od Marka Jurka, marszałka Sejmu w 2006 r. Teraz, po wygranej PiS, biskupi uwierzyli, że przyszedł ich czas. Nie pomyśleli, jak to polscy biskupi, o kobietach, o życiu, o tym, że Polacy chcą żyć normalnie. Kaczyński zorientował się, że to jest ten jeden most za daleko. Sam fakt, że się zorientował, świadczy o tym, że pozostał sprawny jak nikt w jego otoczeniu. Inna rzecz, że dopóki on się nie odezwie, to nawet marszałek Karczewski milczy. Kaczyński wie, że to jest grób dla niego i dla PiS. Kobiety to nie „komuniści i złodzieje”, nie inteligencja, nie elity, na które można zrzucić wszystko, co źle Kaczyńskiemu się kojarzy. A on nie jest jeszcze gotowy na każdą wojnę ze społeczeństwem. To nie był jego projekt. Sam jestem ciekaw, co dalej z tym będzie, z tymi kobietami i z oporem społecznym przeciw wpychaniu Polaków do czarnej dziury. Dlaczego Kaczyński nie jest premierem? – Jest mądrym człowiekiem. Wie, że to, co on by robił jako premier, a co robią za niego prezydent i pani premier, jest zbyt ryzykowne. Piłsudski miał przecież taką pozycję i niczego mu ona nie ujęła. Piłsudski naszych czasów Chce być Piłsudskim? – On jest Piłsudskim! To znaczy Kaczyńskim. Nikt nie wątpi przecież w jego jedynowładztwo. Sejm go irytuje. Pułkownicy to byli jednak pułkownicy, a nie Pawłowicz, Sobecka, Suski, Piotrowicz. Jest różnica. Ani Pawłowicz nie chodzi do Adrii, ani Adria nie ma tego powabu, co za sanacji. Piłsudski lubił kobiety. Miał poczucie humoru. Był w gruncie rzeczy człowiekiem na wskroś liberalnym jak na tamte czasy. Bywał chamowaty, ale w odniesieniu do kultury, do spraw społecznych, do człowieka był – jak sądzę – raczej na lewicy niż na prawicy. Nie uległ Kościołowi ani narodowcom. Nimi nawet gardził, zamykał ich. Był silniejszy niż Kaczyński. No i miał dla ojczyzny zasługę – niepodległość. Kaczyński nigdy tego miał nie będzie. Nie jeździ konno. Nie ma zasługi. Wszystko zmyślone. To jest prawdziwe źródło jego nienawiści. Wałęsa, Geremek będą cierniem dla niego do ostatnich dni. I pamięć Smoleńska. Jest klasycznym przypadkiem człowieka opętanego przez władzę. Tak po szekspirowsku? – Jest pozaideowy. Nie bezideowy, ale pozaideowy. To wiąże go z Macierewiczem. I z całą tą pisowską zgrają. Tylko że oni bez Kaczyńskiego są nikim. Kempa, Szydło, Duda, Terlecki. Kaczyński potrzebuje dominacji, wywyższenia. Nie ma jakiegoś kośćca ideowego. Jakby co, to on jest chadek. Tylko że nie przyjął filozofii praw człowieka. Gdy postępuje jak endek, co czasami mu się zdarza, robi to z czystego interesu. To jest kwestia jego relacji z Rydzykiem… Poza tym – nie ma idei, ma potrzebę władzy. Gry politycznej. – Samo jego wejście do prawdziwej polityki, także wejście do Wałęsy w 1989 r., to była klasyka gry o władzę obok wartości. Pomysł nie na politykę, tylko na własną pozycję, na wpływ. Początkowo przy Wałęsie. O co im tam chodziło? Nie o inną koncepcję polityki przecież, ale o to, że przy Wałęsie byli ludzie tak silni – swoją wiedzą, historią, osobowością, językami – że nie można było przez nich się przebić, trzeba więc było to rozwalić. A ponieważ tak akurat się zdarzyło, że ci ludzie popełnili koszmarny błąd i nieprzyzwoitość z Wałęsą w roku 1989… Białe i czarne Mówi pan o przejęciu władzy przez rząd i Obywatelski Klub Parlamentarny… – Czyli Mazowieckiego i Geremka. Uznali, że teraz wszystko jest w porządku, że właściwi ludzie są na właściwym miejscu. Czyli oni. A Wałęsa niech siedzi w Gdańsku i pilnuje robotników, żeby się nie zbiesili. To był dla Kaczyńskiego dar od Boga. Natychmiast tę okazję dostrzegł. – Kaczyński jest wybitnym analitykiem. Patrzy na politykę chłodnym okiem, z dystansu. Prosto w oczy potrafi mówić rzeczy, w których żadne słowo nie jest prawdziwe, co więcej, on sam w żadne z tych słów nie wierzy. Ale robi to tak, że rozmówca tego nie słyszy. To jest talent. On ma wybitny talent językowy. Jeśli nie dysponuje się wiedzą prof. Głowińskiego – jest się bezradnym wobec jego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 42/2016

Kategorie: Wywiady