Oświadczenie Wojciecha Jaruzelskiego

Oświadczenie Wojciecha Jaruzelskiego

W moim bardzo długim życiu byłem przede wszystkim żołnierzem. Politykiem stałem się w dramatycznie trudnych okolicznościach. Podejmowałem decyzje, dysponując aktualną wiedzą o realiach sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej. Towarzyszyło mi pełne oparcie ze strony Wojska. Wiedziałem o zrozumieniu i zaufaniu znacznej części społeczeństwa polskiego. Po latach wiem więcej – iż w ówczesnej sytuacji wiele osób było w różny sposób poszkodowanych i skrzywdzonych. Z tego powodu ubolewam i nieustannie przepraszam. Ale też wiem, że owe okaleczenia były ceną ocalenia Polski przed wielowymiarową tragedią. Potwierdził to demokratycznie wybrany Sejm w uchwale z 23 października 1996 r. Bez stanu wojennego nie wiadomo, czy, kiedy i jakim kosztem doszłoby do historycznego porozumienia i Okrągłego Stołu. Istotnym wsparciem dla tej tezy jest wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego zamieszczona w książce pt.: „My” (Wyd. Przedświt, 1994), w której tak ocenia historyczną „Solidarność”: „Ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcję do demokracji się nie nadawał, (…) gdyby »Solidarność« w 1989 roku miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało”. Jarosław Kaczyński – w sposób oczywiście niezamierzony – okazuje tym zrozumienie dla obaw i decyzji władz. Logicznie bowiem rzecz biorąc, stan wojenny, osłabiając, blokując impet „Solidarności”, przyczynił się do tego, że po kilku latach, w odmienionej sytuacji międzynarodowej, zbudowanie owych demokratycznych mechanizmów stało się możliwe. Liczę na aktualny komentarz prezesa PiS. W szczególności na skonfrontowanie z jego odpowiedzią na pytania korespondenta włoskiej gazety „La Stampa” 19 kwietnia 2007 r., w czasie konferencji prasowej w Brukseli: „Jeśli przed sądem postawiono Eichmanna, to dlaczego nie może być sądzony Jaruzelski”. W ten sposób „awansowałem” do grona największych zbrodniarzy wszech czasów.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim – w szczególności ludziom lewicy – którzy okazali mi życzliwość i zrozumienie. Dziękuję też Komitetowi, który pod przewodnictwem Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zorganizował i upamiętnił moje urodziny, w tym inspiracją i wsparciem autorów, dzięki którym powstała księga jubileuszowa.
Pragnę w tym miejscu wyrazić szacunek dla osób pochodzących z innej niż ja strony politycznej „barykady”. W większości ponosiły one dotkliwe konsekwencje swego zaangażowania w „Solidarność”. Jednak wznosząc się ponad doznane urazy, traktują nadrzędnie wspólny finał – porozumienie i pojednanie narodowe.
Staram się nie osądzać tych, którzy po raz kolejny manifestowali swą nienawiść do mnie i w ogóle do lewicy, wznosząc nawet krwiożercze hasła. To głównie ludzie młodzi, ze skrajnej prawicy – ale nie wyłącznie. Znalazło to odbicie w wypowiedziach niektórych – nawet znanych i politycznie wysoko usytuowanych – osób. „Zgorszyły” się one moją obecnością na owym spotkaniu i jednocześnie zawieszeniem mojego udziału w rozprawach sądowych. Nonsensowne, nawet cyniczne jest porównywanie okolicznościowego spotkania z uciążliwym fizycznie i psychicznie zasiadaniem przez lata na ławie sądowej – co zresztą w znacznym stopniu „zaliczyłem”. Przeszedłem kilka bardzo ciężkich chorób, czuję się źle, ale jeśli lekarze uznają to za możliwe, wrócę na sądową ławę jako oskarżony o „kierowanie zorganizowanym związkiem przestępczym”, co odpowiada art. 258 par. 3 Kodeksu karnego. Zaznaczam, iż według tegoż artykułu oskarżani i osądzani byli bossowie sławetnych gangów i bandyckich mafii. Jak wiadomo, Prokuratura Katowickiego Oddziału IPN, na czele z panią Ewą Koj, podjęła stosowną inicjatywę. Ma ona za sobą „trening” w postaci bardzo kosztownej, a w skutkach jałowej ekshumacji zwłok gen. Władysława Sikorskiego. Myślę, że być może wkrótce odbędzie się powtórka takiej operacji wobec mnie, dla upewnienia się, czy rzeczywiście byłem chory.

11 lipca 2013 r.

Wydanie: 29/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy