Oto cele dyplomacji

Oto cele dyplomacji

Trwa ofensywa polskiej dyplomacji. Nie, nie w sprawie wieloletniego budżetu Unii, na siedem lat, mającego obowiązywać od roku 2021. W tej kwestii (o czym za chwilę) Polska jest w głębokiej defensywie.

Także nie w kwestii Ukrainy. Rozmowy w ramach Formatu Normandzkiego odbywają się bez udziału naszego kraju i z tym wszyscy już dawno się pogodzili.

Ofensywa uderza w inny punkt – oto premier Morawiecki ogłosił, że Polska chce kupić od Austrii teren byłego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen. W ocenie naszych władz teren obozu nie jest w należytym stanie, znaczna jego część znajduje się w rękach prywatnych, a dawne budynki SS przekształcono w domy mieszkalne. W obozie tym od początku większość więźniów stanowili Polacy. Było to miejsce zagłady polskiej inteligencji.

Morawiecki więc grzmi: „Nie możemy dopuścić do tego, żeby tereny po dawnych obozach koncentracyjnych i obozach zagłady zamieniały się w miejsca, które służą do innych celów. Jesteśmy zobowiązani pielęgnować pamięć, bo jeżeli pamięć odchodzi, to tak, jakbyśmy zapewnili drugi raz cierpienie tym, którzy przeżyli tu niewyobrażalne piekło”.

W tej sprawie ukazał się nawet tweet pana premiera, po angielsku. Ale tak napisany, że wynikało z niego, że Polska domaga się, aby to rząd Austrii ten teren kupił. No, nie wymagajmy od urzędników KPRM zbyt wiele. Bo cóż znaczy nieznajomość języka angielskiego w obliczu tak wielkich zadań stojących przed polskim rządem. I polskimi dyplomatami.

A skoro upamiętnianie Polaków staje się jednym z głównych celów polskiej polityki zagranicznej, to podpowiadamy premierowi jeszcze inne miejsca. Monte Cassino – o tym już pisaliśmy. Wokół cmentarza są prywatne posesje, otoczenie tonie w śmieciach. Cmentarz Orląt we Lwowie – tam wciąż lwy są zasłonięte, sprawa jest niewyjaśniona.

Poza tym nieśmiało przypominamy, że oprócz dawnych obozów i cmentarzy istnieją sprawy doczesne i rząd mógłby nimi się zająć. Choćby czymś tak przemijającym jak budżet Unii na lata 2021-2027.

Wiadomo, nie sposób tu krzyczeć yes, yes, yes. W kolejnej perspektywie finansowej Unia planuje przeznaczyć mniej pieniędzy na politykę spójności, nie zamierza też zwiększać sum na wspólną politykę rolną (co na to komisarz Wojciechowski, gdzie jego zapowiedzi?). Przewiduje za to zwiększenie funduszy na działania w ramach Green Europe (dziesiątki miliardów euro) i powiązanie wypłat z wynikami corocznego badania „kwestii praworządności”. A następczyni Fransa Timmermansa, Czeszka Věra Jourová, która w Komisji Europejskiej zajmuje się kontrolą przestrzegania praworządności, mówi bez ogródek: „Niektóre z niedawnych wiadomości, jakie przyszły z Warszawy i Budapesztu, są dość niepokojące”. I dodaje: „Dlatego oczekuję, że usłyszę, w jaki sposób rządy zamierzają wprowadzić w życie orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a w przypadku polskiego rządu również orzeczenia ich Sądu Najwyższego”.

Przez ostatnie lata PiS mogło lekceważyć unijne apele, bo samo nie było zainteresowane polityką europejską, a pieniądze z Brukseli i tak regularnie do Polski były wysyłane. Teraz jednak to się zmienia. Obok marchewki Bruksela będzie miała kij. I PiS będzie musiało wybrać – albo praworządność i pieniądze Unii, albo cmentarze. A dzień wyboru się zbliża.

Wydanie: 51/2019

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy