Padanie na cztery łapy

Zapiski polityczne
28 listopada 2001 r.

W Sejmie robi się coraz straszniej. Jeszcze przed zwycięstwem lewicowej koalicji było wiadomo, że wygramy marny los na historycznej loterii, gdyż tragiczne ekonomiczne położenie kraju zostało ujawnione długo przed wyborami. Wolno było jednak przypuszczać, że winni katastrofy będą się mimo przegranej poczuwać do odpowiedzialności za dalszy bieg wydarzeń. Stało się inaczej. Opozycja, której zasadniczy trzon stanowią politycy przegranego reżimu prawicowego, bez jakiegokolwiek cienia wstydu atakuje na każdym możliwym polu wszelkie próby ratowania Polski przed zbliżającym się krachem.
Szaleją także media. Im marniejszy dziennikarzyna, im mniej ma talentu i wykształcenia zawodowego, tym większą wykazuje chęć błyśnięcia surowym gromieniem lewicy, która – co tu ukrywać – nie zadbała w stosownym czasie o zaopatrzenie się w jakieś skuteczne narzędzia medialne, za pomocą których można by było przeciwstawiać się lawinowym nagonkom na każde mniej lub bardziej przemyślne próby ratowania kraju przed możliwym zalewem naszego życia politycznego przez skrajnych demagogów czy – jak kto woli – populistów.
Naiwna prawica wyobraża sobie zapewne, że jeśli się jej uda rozgromić i odwiarygodnić lewicowe partie, to wówczas prawica zajmie należne jej -jak sądzi – miejsce na scenie politycznej. Są to zapewne tylko takie, ot byle jakie, bezbożne życzenia i nadzieje. Jest wielce prawdopodobne, że spodziewane przez prawicę rozgromienie obecnego układu rządzącego przyniesie zwycięstwo zupełnie innym siłom niż owa prawica. Sądzę, że nie ma powrotu do tego, co było. Nowe zaskoczy wszystkich brutalną bezwzględnością wobec tych, którzy zostaną rozpoznani i uznani za groźnych wrogów ludu. Bo takimi kategoriami myślowymi zaczną się posługiwać nowi prawdopodobni zwycięscy, czyli jakaś trudna jeszcze do określenia biała bolszewia, przy której obecnie uznawany za potężnego i złego wilka Andrzej Lepper wyda się niewinnym barankiem. By to, co może się wydarzyć, zobrazować konkretnym przykładem żądań, jakie się mogą pojawić, powiem, iż popularne obecnie hasło „Balcerowicz musi odejść” zamieni się pod władzą tych jeszcze nieokreślonych sił w inne, bardziej dramatyczne – „Balcerowicz musi wisieć”!
Nie piszę tego z radością, że oto udało mi się wymyślić dobrą, choć groźną anegdotkę o przyszłości, lecz jako ostrzeżenie przed rosnącą nienawiścią „skrzywdzonych i poniżonych” do obecnych elit polityki, kultury i władzy. Rośnie nam bowiem w szybkim tempie potężna grupa czy jak kto woli klasa bogaczy. Rosną jak na drożdżach paradne rezydencje otoczone wymuskanymi ogrodami, groźnymi murami i pilnowane przez watahy ochroniarzy; powstają całe dzielnice luksusowych apartamentów o niebotycznych cenach za metr kwadratowy powierzchni mieszkalnej, a w przyszłości wyposażone w specjalnie wyszykowane szkoły uczące języków i manier stosowych do obracania się w wielkim świecie biznesu i władzy, jaka czeka niechybnie następne pokolenie tej nowej arystokracji pieniądza i pychy. Pojawią się też drogie kluby sportowe, pola golfowe i rajtszule, czyli sale do nauki jazdy konnej. Obok tego będą rosły dzielnice biedoty o fatalnych warunkach mieszkaniowych, pełne źle uczącej się młodzieży, ale za to wspaniale zdemoralizowanej, żądnej uciech dla ciała i duszy, zdobywanych w jedyny dostępny dla niej sposób, czyli metodą kradzieży i rabunku. Aby życie nowych bogaczy było bezpieczne i pogodne, pojawią się oddziały dobrze wyszkolonej policji i sądy o szybkich procedurach wymierzania kary.
Gdy to wszystko, co opisuję, zaistnieje, ziści się wizja państwa ukazana kilka lat temu przez pana Ludwika Dorna, przewidująca sprawowanie rządów przez zaledwie kilkusetosobową grupę menedżerów władzy wyposażonych w luksusowe mieszkania, kosztowne samochody i sprawne sekretariaty zarządzających skutecznie i sprawnie tym państwem starych nędzarzy i młodych bogaczy. Dorn się pośpieszył i zaplanował swoją neototalitarną koncepcję ustrojową, już teraz, szybko, krótko po naszej wspaniałej transformacji ustrojowej. Na razie system panadornowy nie jest jeszcze konieczny, gdyż kapitalizm wyłoniony na własne żądanie przez te siły, które marksiści zwali klasą robotniczą, skutecznie poskromił ową klasę, lepiej, niż czyniły to za nieboszczki komuny potężne siły policyjne. Dopiero gdy dojdziemy do utworzenia nowej odmiany ustroju dwubiegunowego, czyli do wyłonienia się tych dwu zasadniczych grup bogaczy i nędzarzy, system ustrojowy Dorna okaże się konieczny i przez bogaczy pożądany, gdyż tylko taka forma sprawowania władzy zapewni im bezpieczeństwo.
Zanim to nastąpi, musi upłynąć jeszcze dość sporo czasu, by wybić rosnącej klasie nędzarzy te ich wredne, egalitarystyczne mrzonki, jakich się nabawili w tym fatalnym ustroju realnego socjalizmu, wspominanym – wbrew wszelkiej prawicowej logice – z widocznym rozrzewnieniem przez niewdzięczny wobec nowej potransformacyjnej władzy plebs robotniczo-chłopski. Plebs co prawda już się nie burzy, ale jeszcze mu się marzy jakieś socjaldemokratyczne państwo poczuwające się do odpowiedzialności za los swoich obywateli.
Nie jestem – jak się łatwo domyślić – entuzjastą przedstawionej tu wizji przyszłości, gdyż przerabialiśmy już rządy bogaczy i rządy bolszewickie, ale narastające prawicowe szaleństwo wrogości do rozumnych propozycji rodem z ideologii socjaldemokratycznej prędzej czy później musi zaowocować ostrym konfliktem politycznym. Najzabawniejsze będzie jednak zachowanie mediów, które poprą ten nowy bolszewizm z wielkim entuzjazmem, gdyż znowu pojawi się okazja dla miernot zawodowych do błyszczenia i zarabiania niezłych pieniędzy na wychwalaniu bądź to neobolszewickiej władzy, bądź reżimu neototalitarnego, projektowanego nie bez racji przez pana Dorna. Media zawsze padają na cztery łapy, bo to są chytre i przebiegłe sztuki.

Wydanie: 49/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy