Pałac pieniędzy

Pałac pieniędzy

W Pałacu Młodzieży likwiduje się coraz więcej pracowni. Teraz przyszła kolej na szkutników

Na korytarzu Pałacu Młodzieży klepsydry obwieszczają śmierć działalności szkutniczej. W zeszły wtorek, na godzinę 17 zaplanowano wyprowadzkę trzeciej i ostatniej z tych pracowni, które przez dziesięciolecia dzieliły się jedną halą w pałacu. Szkutnicy podzielili los rowerzystów i wrotkarzy, którzy wcześniej zniknęli z “hali maszyn” – jak tradycyjnie nazywają tę część pałacu. Szkutnicy zajmowali ostatnie 200 m kw. hali. Pozostałe pół tysiąca metrów już odnowiono na wysoki połysk. Dyrekcja Pałacu Kultury zamieni dawne pracownie na powierzchnię wystawową. I zacznie zarabiać.
Prezes spółki “Pałac Kultury”, Paweł Bujalski, na pogrzebie pracowni szkutniczej się nie pojawił. Miał już niewątpliwie dość bojów, które wcześniej toczył z jej obrońcami. Do młodzieży i rodziców dołączyli posłowie z komisji gospodarki miejskiej Rady Warszawy. Ale i oni nic nie wskórali. “Nie widzę powodu, żeby remontować łódki w środku miasta” – miał ponoć twardo orzec prezes pałacu.
Pałac Kultury uchodzi wśród wystawców za miejsce prestiżowe. A więc i wielce dochodowe. Władze chwalą się, że w zeszłym roku osiągnęły z wynajmu biur i powierzchni wystawowych ponad 10 mln zł. Prezes Bujalski zapowiedział, że w przyszłości wymieni spółki komercyjne na bardziej prestiżowych gości. Najpierw prywatne szkoły wyższe, a potem instytucje Unii Europejskiej.
Dzisiaj jedynym argumentem jest rachunek: ile można zarobić? A żadna sekcja zainteresowań młodzieży dochodu, oczywiście, nie przyniesie. Przeciwnie: do każdej trzeba dopłacać. Dzięki likwidacji pracowni szkutniczej Pałac Młodzieży zaoszczędzi rocznie na czynszu 60 tys. zł.
Pałac Młodzieży jest na garnuszku starostwa, a ono zalega spółce “Pałac Kultury” – podlegającej stołecznemu ratuszowi – 2 mln zł. Nie wiadomo, kiedy spłaci te długi. I dlatego po kolei z Pałacu Młodzieży muszą znikać sekcje zainteresowań. A dzieci? Niech rodzice wożą je nad Zalew Zegrzyński, gdzie zostanie przeniesiona pracownia.

*
Piotr Wojciechowski jest jednym ze starszych uczestników zajęć w Pałacu Młodzieży. Dziś kieruje wyprowadzką. Wokół chłopcy po 16, 17 lat.
– W sekcji jest nas ponad dwustu. Mamy sześć łódek – mówią. – Przynajmniej co trzy lata każda musi przejść remont. To nasza robota zimowa. Szkolenie teoretyczne i praca przy remoncie. Na usługi warsztatów szkutniczych nas nie stać. Ale nawet nie o to chodzi. Inaczej pływa się na sprzęcie, który wyremontowało się samemu. Kto nie chce – nie musi tu przychodzić, ale my chcemy. Teraz te roboty praktycznie odpadają. W salce, którą mamy dostać jako warsztat, można najwyżej poszlifować pagaje. To też potrzebne, ale bez dobrze zrobionego kadłuba… Pieniędzy zawsze było mało. Kupowaliśmy same kadłuby, potem je wykańczaliśmy. Pływaliśmy… Remontowaliśmy…
Bazę mają nad Zalewem Zegrzyńskim. Tam trzymają łódki, ale o jakiejś robocie zimą mowy być nie może. Bo i tam hali nie ma, a zresztą – w jaki sposób można po południu dojeżdżać do Nieporętu. Dopiero wiosną – jak pogoda pozwoli – w weekendy trochę pod chmurką, a trochę pod plandeką można będzie popracować.
Na półkach ustawionych wzdłuż ściany już nie ma narzędzi szkutniczych. W hali pozostał tylko goły kadłub. Piotr Wojciechowski komenderuje: “Dziób na lewo! Rufę na lewo! Teraz do przodu!”. Kadłub leżący na starych oponach samochodowych “jedzie” w kierunku okna. Okno jest o parę centymetrów węższe niż kadłub. Prawa burta idzie do góry i łódka mieści się w oknie. Pożegnanie zakończone. Gaszą światła, zamykają drzwi…

*
Dzień przed zamknięciem pracowni szkutniczej Marek Kotański mówił w programie telewizyjnym o młodzieży, która trafia do domów Monaru. Brak pasji prowadzi – jakże często – do pierwszego sięgnięcia po narkotyk. Potem już równia pochyła. Ta grupa, która znalazła w grupie żeglarzy Pałacu Młodzieży szansę na wyżycie się, jest daleka od takiej rozrywki. Zaczynają przychodzić, kiedy mają po 12 lat. Kilka niebezpiecznych lat spędzają tu, w sekcji żeglarskiej. Tak było do dziś.
Ale to tylko dwieście osób…


Nikt nie ośmieli się głośno zaproponować likwidacji Pałacu Młodzieży
Kiedyś w Pałacu Młodzieży działały 52 sekcje, a na zajęcia przychodziło ponad 5 tys. dzieci i młodzieży. Jak jest dziś? Dyrektor Pałacu Młodzieży, Urszula Wacowska, poprawia: – Bywało i po 7,5 tys. uczestników. Dziś sekcji mamy ok. 30, a uczestników co roku – 4-4,5 tys. A przyczyny? Niewątpliwie niż demograficzny, ale i inne nastawienie dzieci. Kiedyś na wiadomość, że “Gawęda” przyjmie 50 nowych członków, zgłaszało się 2 tys. dzieci. Dziś – 150, góra – 200. Podobnie jest z innymi zajęciami. O likwidacji sekcji żeglarskiej nie ma mowy. Będzie trudniej – to pewne. Ale w nowej pracowni nie będziemy szlifować pagajów, a remontować i robić cały osprzęt, z żaglami włącznie. O tym, że oddajemy “halę maszyn”, zadecydowały nie tylko względy oszczędnościowe. Hala nie spełniała warunków bezpieczeństwa. Nie miała odpowiednich wyciągów i w całym pałacu czuć było chemikalia szkutników.
Ale i te 60 tys. zł czynszu rocznie nie jest bez znaczenia. Nie jest przyjemnie ciągle tonąć w długach. Musimy poczekać, aż zmieni się ustrój Warszawy. Chyba doczekamy. Przez 45 lat działalności Pałacu Młodzieży przewinęło się przez nasze pracownie dziesiątki tysięcy dzieci i młodzieży. Dziś dawnych uczestników pałacu spotkać można wszędzie – na wysokich stanowiskach też. Pewnie dlatego nikt nie ośmieli się głośno zaproponować likwidacji tej placówki.

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy