Pamięć w rękach Marsjan

Pamięć w rękach Marsjan

Kiedy TVP miała jeszcze jaką taką pamięć, bywaliśmy (z Bożeną Walter) zapraszani do różnych programów okolicznościowych, aby coś powiedzieć („koniecznie do śmiechu”) o Studiu 2, najlepszym – nieskromnie dodam – bloku programowym w historii telewizji w Polsce, nadawanym w wolne soboty w latach 70. minionego stulecia. Zauważyliśmy, że w miarę upływu lat nie tylko ubywało jubileuszowych okazji, ale także coraz płytsza była ciekawość naszych następców co do szczegółów naszej kuchni i powodów, dlaczego nam się udało. Cień niepamięci pochłaniał kolejne tytuły programów, nazwiska ich bohaterów i twórców, oryginalne inicjatywy antenowe i społecznościowe (tym słowem pożyczonym po latach z internetu najtrafniej da się określić ten specjalny rodzaj interakcji Studia 2 z widzami, uprawianej w epoce przedinternetowej). Jeszcze ciągle siłom niepamięci opierają się dzisiaj nazwiska prof. Aleksandra Bardiniego i Tomasza Hopfera, naszego kolegi z pracy przed kamerą. Nadzieje na wieczne trwanie budzą już tylko rocznice koncertu szwedzkiego zespołu ABBA w naszym studiu.

Nie, nie zabieram się tu do pisania skargi na krótką pamięć publiczności telewizyjnej. Nie oflaguję się z powodu coraz bardziej malejącego okresu przydatności różnych produktów telewizyjnych. Nie powiem nic złego o losie, który bezlitośnie obchodzi się z błyskotliwymi karierami ekranowymi, bo na szczęście w tym samym trybie ten sam los strąca w czarną dziurę pyszałkowatych prezesów.

Być może zostanie po nas tylko ABBA, ale to tytuł do radości, nie do rozpaczy. A ja osobiście mogę się chwalić naokoło (mogę, ale tego nie praktykuję), że byłem przy wydarzeniu, które nabiera swoiście epokowego znaczenia. Zapowiedziałem ten koncert na antenie Telewizji Polskiej, towarzyszyłem zespołowi w podróży lotniczej ze Sztokholmu do Warszawy, oddałem swoje miejsce na widowni studyjnego występu komuś, kto mnie przekonał, że jest większym ode mnie miłośnikiem muzyki pop.

Brakuje jeszcze kilku wiosen do 50. rocznicy telewizyjnego koncertu ABBY w studiu nr 5 przy ulicy Woronicza w Warszawie, pierwszego nagrania w historii naszej telewizji, które trzymało najwyższe standardy produkcyjne i artystyczne, pierwszego produktu marki TVP, który z powodzeniem wszedł do obrotu światowego. Nie czekam na ten jubileusz i nie świętuję go przedwcześnie, bo najpierw należałoby dożyć, a potem filozofować. Ale też nieprzypadkowo napadły mnie antenowe reminiscencje. Za kilka dni upłynie równo 80 lat od nadania przez amerykańską rozgłośnię radiową CBS znanego słuchowiska „Wojna światów”. W roku 1938, dokładnie 30 października, odbyła się cykliczna transmisja z Mercury Theatre on the Air. Orson Welles, amerykański aktor, reżyser i producent, prezentował swoją adaptację powieści angielskiego historyka i pisarza Herberta George’a Wellsa. Następnego dnia amerykańskie gazety donosiły na czołówkach o dantejskich scenach, samobójstwach, histerii i panice w całym kraju. Nawet najpoważniejsze dzienniki napisały, że Amerykanie wzięli serio, trzeba przyznać, że utrzymane w konwencji depesz agencyjnych, fikcyjne komunikaty o napaści Marsjan na USA.

Minęło 80 lat, a ludzie wciąż mówią o słynnym słuchowisku radiowym. Mam swój udział w pielęgnowaniu jego mitu u nas, bo było na moich zajęciach żelaznym przykładem niedostatecznej odpowiedzialności autora za skutki społeczne korzystania z mediów. Po latach się okazało, że trochę to było tak, jak w dowcipie Radia Erewań, którego słuchacz zapytał, czy to prawda, że na placu Czerwonym w Moskwie rozdają za darmo samochody. Nie mogła zatem wpaść w panikę cała Ameryka, bo bardzo niecała śledziła słuchowisko. Zdecydowana większość słuchała w tym czasie niezwykle popularnej audycji pewnego brzuchomówcy. W kampanii prasowej rozpętanej w wigilię Halloween, a więc w czasie niezwykle sprzyjającym narodzinom upiorów, chodziło głównie o to, żeby pokazać radio, które wtedy zabierało reklamy prasie, jako medium nieodpowiedzialne. „Wojna światów” była więc w istocie wojną o pieniądze z reklam między radiem a gazetami, w którą wciągnięto Marsjan.

Przypominam „żywym” nośnikom polskiej pamięci o największych wydarzeniach w naszych mediach, że w Studiu 2 reklam nie było, a ABBA dała koncert za friko, o czym Marsjanie dobrze wiedzą.

Wydanie: 43/2018

Kategorie: SZOŁKEJS
Tagi: ABBA, telewizja, TVP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy