Za paskami nie stoi Kurski

Za paskami nie stoi Kurski

Podobno sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu, która miała się zająć publiczną telewizją, głównie natrząsała się z pasków. Byłby to przekonujący dowód na zdobycie przez TVP już trzeciego w ostatnim czasie tytułu mistrza Polski w kolejnej, strategicznej dla naszego kraju dyscyplinie. Po sylwestrze i skokach narciarskich przyszedł spodziewany triumf w pasmanterii. Asortyment do obszywania tej firmy stuprocentowo odwrócił uwagę narodu od humoru z zeszytów szkolnych, dowcipów o blondynkach i babie u lekarza.

Na początku trzeciego roku rekonstruowania TVP firmowe paski i frędzle jej produkcji uzyskały już taką przewagę na rynku, że należałoby zapytać, na co jeszcze czeka konkurencja. Dlaczego odwleka moment ogłoszenia własnej porażki. Dlaczego Zygmunt Solorz (Polsat) albo Edward Miszczak (TVN) dotąd nie powiedzieli „zgniłem”, oczywiście nie chórem, ale każdy oddzielnie, oglądając misyjną infografikę, tak jak miał siłę euforycznie wyrzucić to z siebie pewien wiceminister po obejrzeniu innego dzieła Kurskiego – „Korony królów”.

Dziwi też, że sama telewizja swój własny sukces konsumuje chyłkiem. Nie wystawia na pokaz twarzy paskowych, czyli autorów tekstów. Nawet nie chce ujawniać ich nazwisk. Nie wiem, dlaczego oni sami nie domagają się od kierownictwa jakiegoś lansu w nagrodę. Poszli do roboty w telewizji, a nie widać ich na ekranie?! Co mają mówić rozczarowanym rodzicom?

Najmniej zrozumiała jest w tym wszystkim postawa samego prezesa. Otóż ten człowiek, umiejący się cieszyć ze wszystkiego, czego od dwóch lat jest matką i ojcem, akurat sukcesu pasków nie udźwignął, zresztą podobnie jak powodzenia programu „Dzień dobry, Polsko” (TVP1 na czczo), którego sukces opiewał już miesiąc przed premierą, a po roku właśnie likwiduje, bo nie uwzględnił okoliczności, że Polacy podobno teraz wstają później niż za Tuska.

Kurski nie daje publicznej satysfakcji ludziom na paskach, sobie też nie przypisuje ich sukcesu. Nawet wysyła dementi redakcjom, które chcą mu dodać zasług. Pisze tak: „Nieprawdziwa jest informacja – cytat za WP.pl – że instrukcje dotyczące treści »pasków« w TVP Info pochodzą bezpośrednio od prezesa TVP, Jacka Kurskiego”. Co ciekawe, korespondencja zawierająca ten komunikat opatrzona jest dwoma najważniejszymi podpisami w tej spółce skarbu państwa: Jacka Kurskiego i jego zastępcy.

Prezes, jak oficjalnie wiadomo, nigdy nie kłamie. Tym bardziej nie ma powodu robić tego tutaj, raptem podpisując się służbowo pod tekstem korespondencji we własnej sprawie. Trochę usprawiedliwia tę niezręczność powszechnie znana skromność osobista tego człowieka. Rzecz dotyczy przecież bodaj najwybitniejszego jak dotąd osiągnięcia zawodowego Jacka Kurskiego na stanowisku prezesa spółki. Reszta wygląda tak: zastępca się nie przyznaje, że pisze instrukcje, obaj się odżegnują od sprawstwa bezpośredniego, ale nikt nie zaprzecza, że instrukcje istnieją i są jacyś pośrednicy.

Wierzę Kurskiemu, że nie stoi za paskami TVP Info. Raczej leży i turla się ze śmiechu, którym zdołał zarazić sejmową Komisję Kultury i Środków Przekazu. Kłopoty z ustaleniem ojcostwa nie potrwają wiecznie. Materiał genetyczny jest przechowywany na facebookowym profilu „Tymczasem w »Wiadomościach«”.

Osobiście zgłaszam się już dzisiaj jako świadek w sprawie. Otóż 27 października i 8 grudnia 2015 r. prowadziłem pierwsze w historii TVP konwersatoria warsztatowe dla „paskowych” i „belkowych”. Następnym razem mieliśmy się spotkać przed wakacjami, żeby dyskutować o pierwszym projekcie stylebooka, swoistego podręcznika służącego uszlachetnianiu efektu antenowego pracy tej grupy zawodowej w telewizji. Jeżeli ktoś z uczestników tych zajęć nadal pracuje przy placu Powstańców, z przyjemnością poddam się procedurze przyznania mi części ojcostwa. Szczerze mówiąc, chętniej odejmę tę moją cząstkę od triumfu woli mas pracujących na paskach, za którymi nie stoi Kurski.

Wydanie: 6/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy