Pasztet po „Gazecie Polskiej”

Pasztet po „Gazecie Polskiej”

Jak podlaska policja ujawniła Piotrowi Nisztorowi dane o zdrowiu funkcjonariusza

Wojciech Fiłonowicz, były funkcjonariusz z policyjnego „dołka” Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, wygrał właśnie proces z Komendą Wojewódzką Policji w tym mieście. 29 marca I Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Białymstoku wydał wyrok w sprawie o ochronę dóbr osobistych i zasądził na rzecz Fiłonowicza 20 tys. zł od komendanta wojewódzkiego policji w Białymstoku. Wyrok jest jeszcze nieprawomocny.

To na adres mejlowy Piotra Nisztora z „Gazety Polskiej” z konta służbowego rzecznika komendy, podinsp. (wtedy nadkom.) Tomasza Krupy trafiło bardzo obszerne dossier Fiłonowicza, m.in. z informacjami, na co i u kogo sierżant sztabowy się leczył. Czołowe pióro Tomasza Sakiewicza część tych danych wykorzystało potem w publikacji, za którą pisowski tygodnik również musi Fiłonowicza przeprosić i przelać na jego konto 10 tys. zł. To konsekwencje wyroku w sprawie, którą były policjant wytoczył także Nisztorowi i „Gazecie Polskiej”.

Zachowanie rzecznika prasowego podlaskiego garnizonu policji dowodzi albo zadziwiającej niekompetencji podinsp. Krupy, albo tego, że nie miał on innego wyjścia i skwapliwie wykonywał rozkazy swoich bezpośrednich zwierzchników. Najważniejszym z nich był wówczas nadinsp. Daniel Kołnierowicz, szef podlaskiego garnizonu i zaufany Jarosława Zielińskiego, suwalskiego barona PiS i byłego wiceministra spraw wewnętrznych i administracji.

PRZEGLĄD próbował dociec motywacji podinsp. Krupy, ale bezskutecznie. Otrzymaliśmy tylko zdawkową odpowiedź: – Udzielenie odpowiedzi (Piotrowi Nisztorowi – przyp. AP) nastąpiło w związku z pytaniami przesłanymi przez dziennikarza.

Pracuję w zawodzie o wiele dłużej niż Piotr Nisztor, ale nie pamiętam, żebym od jakiegokolwiek rzecznika prasowego, a zwłaszcza ze służb mundurowych, otrzymał kiedykolwiek tak obszerne i szczegółowe wrażliwe dane. Nadgorliwość służb informacyjnych ówczesnych zwierzchników białostockiej komendy musi mieć drugie dno i nietrudno je dostrzec.

„Tajemnice Trójki z Białegostoku. Zwolnienia od seksuologa, psychiatry, ortopedy i wnioski o nagrody” to tytuł tekstu z maja 2019 r. opublikowanego w „Gazecie Polskiej”. Już w samym tytule zawarte są pomówienia, np. o L4 od seksuologa. Ale publikacja Nisztora ośmieszająca Wojciecha Fiłonowicza i jego dwóch kolegów z „dołka”, Norberta Kościeszę i Dawida Romaniuka, nigdy by pewnie nie powstała, gdyby nie fakt, że ta trójka policjantów z otwartą przyłbicą występowała w tamtym czasie na konferencjach prasowych posłanki PO Bożeny Kamińskiej, która w poprzedniej kadencji Sejmu ujawniała na konkretnych przykładach bałagan i niekompetencję panujące w policji za rządów Jarosława Zielińskiego w resorcie spraw wewnętrznych.

Rok wcześniej ci policjanci stali się bohaterami reportażu TVN o fatalnych warunkach sanitarnych panujących na „dołku”, czyli w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, w KMP w Białymstoku. A kiedy prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, mimo że w jego trakcie potwierdzono liczne nieprawidłowości, los funkcjonariuszy był właściwie przesądzony. Jeden po drugim otrzymywali więc dyscyplinarki, by po krótkim czasie wylecieć ze służby.

– Moje problemy w pracy zaczęły się jeszcze w 2012 r., gdy postulowałem, aby zrezygnować z niezgodnych z prawem wspólnych patroli policji ze Strażą Miejską w Białymstoku. W 2013 r. MSWiA uznało moje spostrzeżenia i nakazało zrezygnować z tych patroli. Wtedy usłyszałem na komendzie, że nie dopracuję do emerytury. To „Kołnierz”, jako ówczesny wiceszef komendy miejskiej w Białymstoku, był pomysłodawcą tych patroli – wspomina Fiłonowicz. „Kołnierz”, to funkcjonujący w środowisku podlaskich funkcjonariuszy policji pseudonim nadinsp. Daniela Kołnierowicza.

Pasztet z „Gazetą Polską” będzie musiał teraz skonsumować nadinsp. Robert Szewc, obecny szef podlaskiej komendy. Tymczasem Daniel Kołnierowicz od niedawna cieszy się nową synekurą – po roku od przejścia na sutą, generalską emeryturę został samodzielnym specjalistą w zespole ds. obronności i ochrony mienia Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. W myśl zasady, jak mówią policjanci, że „grube psy, jak koty, zawsze spadają na cztery łapy”.

Fiłonowicza wyrzucono ze służby półtora roku przed emeryturą. W tej chwili pracuje jako psycholog w jednym z białostockich szpitali.

Do procesu w tej samej sprawie szykuje się Norbert Kościesza. – Wygrana Wojtka dodaje odwagi – mówi Kościesza, obecnie dziennikarz i literat, tak samo jak Fiłonowicz bez prawa do policyjnej emerytury.

Fot. Twitter

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy