Patriotyczne branie za twarz

Patriotyczne branie za twarz

Czytam uważnie artykuły Karola Modzelewskiego, wypatruję ich i żałuję, że ukazują się tak rzadko. „Chóry i pienia” („Gazeta Wyborcza”, 29 lipca br.) razem z ważnymi spostrzeżeniami zawierają też treści, z którymi trudno się zgodzić.
Karol Modzelewski pisze: „Krytycy zwracają uwagę, że sposób myślenia i działania budowniczych IV Rzeczypospolitej przypomina teorię i praktykę PRL. Pamiętam Polskę Ludową, zwłaszcza czasy po 1956 r., i muszę przyznać, że miewam podobne skojarzenia. (…) Po prostu 45 lat PRL zostawiło w mentalności Polaków ślad głębszy i trwalszy, niż się wydaje”. Kaczyńscy, podobnie jak Wałęsa, powołują się na Piłsudskiego, ale na kierownicze stanowiska w resorcie sprawiedliwości awansują funkcjonariuszy PRL. Świadczą o tym dwa przytoczone przykłady. Niedemokratyczne cechy polityki Kaczyńskich nie stanowią dziedzictwa sanacyjnego autorytaryzmu, od dawna martwego w ludzkiej pamięci, pisze Karol Modzelewski: „Dziś autorytaryzm może sięgnąć jedynie po żywe jeszcze wzory postaw i zachowań rodem z PRL. Dlatego, choć miłośnicy rządów silnej ręki starają się przyozdobić swoje projekty wizerunkiem Piłsudskiego, spod świeżo malowanych portretów Marszałka wyziera wąs generalissimusa Stalina”. Moim zdaniem takie rozpoznanie natury wprowadzanego reżimu jest błędne. Pewne metody rządów autorytarnych są tak naturalne, że każdy aspirant na dyktatora sam na nie wpada i żadnego wzoru nie potrzebuje. Dyktatorzy różnych czasów i różnych krajów postępują podobnie, wcale się nie umawiając i na sobie nie zawsze wzorując. Jeżeli każdy reżim ma się wywodzić z jakiegoś poprzedniego wzoru, to PRL też się z czegoś wywodziła. Zygmunt Żuławski, wówczas poseł Mikołajczykowskiego PSL, w swoim sławnym przemówieniu w Sejmie po wyborach 1947 r. piętnował politykę Polskiej Partii Robotniczej, głosząc, że jest ona odwzorowaniem sanacji. Patrząc na początki Polski Ludowej, Żuławski widział głównie to, co przyzwyczaił się krytykować przed wojną; podobnie przeciwnicy Kaczyńskich widzą w ich postępowaniu wpływy PRL-u, ponieważ przyzwyczaili się do krytyki PRL-u.
W rzeczywistości ani politycznie, ani retorycznie Kaczyńscy nie są ukształtowani przez PRL, nie mówiąc już o komunizmie czy stalinizmie. Chyba że wpływem nazwiemy uznanie PRL za niezawodne kryterium zła. Oni Polski Ludowej nawet nie znali. Nie jest znajomością wyobrażenie, jakie się utrwaliło w umyśle na podstawie publicystyki polemicznej i powszechnego narzekania ludności. Nie mieli nawet okazji poznania PRL-u, a to wskutek ubóstwa doświadczeń życiowych. Nie pełnili żadnych urzędów, za nic nie ponosili odpowiedzialności; dom, uniwersytet, pisanie doktoratu, przebywanie prawie wyłącznie w towarzystwie tak samo myślących, więc nie mają nawet doświadczenia poważnego sporu intelektualnego.
Na Kaczyńskich najgłębszy wpływ miała nostalgia za Armią Krajową, Powstaniem Warszawskim, Polską przedwojenną. I ten wpływ jest widoczny w ich polityce i retoryce jak na dłoni. Rozpoznaję to w szczegółach, ponieważ sam takim wpływom podlegałem i dopiero w III RP stopniowo się od tej mitologii starałem uwolnić. Wierzę im, gdy głoszą, że się z tej tradycji wywodzą. Jest to tradycja jak najgorzej przygotowująca do rządzenia w czasach pokoju.
W polityce Kaczyńskich są błędy, są niegodziwości, a ponadto element szaleństwa, donkiszoterii. Dlatego osiągną oni cele zupełnie inne, niż sobie zamierzyli. Już narobili ludziom dużo zła i wcale nie korygują kierunku dążeń.
Karol Modzelewski pisze: „Dla starej PRL-owskiej kadry słowa przywódców państwa (tj. Kaczyńskich) zapowiadających rządy silnej ręki brzmią jak dźwięk znajomej pobudki”. Myślę, że raczej brzmią jak zapowiedzi usunięcia ze stanowiska, oskarżenia przez IPN o „zbrodnię komunistyczną”, odebrania emerytury i co tam jeszcze może się zrodzić w wyobraźni odwetu. PiS już masowo ruguje ze stanowisk „PRL-owskie kadry”, a jest to dopiero początek tego, co wiarygodnie obiecuje. Dlaczego dwa czy trzy przypadki awansowania osób z „PRL-owską przeszłością” mają bardziej charakteryzować rządy Kaczyńskich niż tysiące zdegradowanych i usuniętych z urzędów? Czy mamy ich politykę charakteryzować na podstawie wyjątków, a nie reguły? (Czy fakt, że dwóch czy trzech generałów Hitlera było pochodzenia żydowskiego mówi nam coś o jego polityce rasowej?)
Z diagnozy wynikają recepty; jeżeli PiS znajduje się pod tak silnym wpływem PRL, to znaczy, że należy przeprowadzić jeszcze radykalniejszą dekomunizację. Nie jest wykluczone, a nawet jest prawdopodobne, że Platforma Obywatelska pod tym hasłem pójdzie do wyborów parlamentarnych. To, co się uznaje za fakt, za rzeczywistość, ma większy wpływ na działanie niż takie czy inne postulaty. Polityka PiS-u (nie zapominajmy o Platformie Obywatelskiej) zostałaby uznana za wielkie głupstwo, gdyby nie jej przesłanka, ustanowiona przez cały obóz solidarnościowy, że PRL była „totalitarnym zniewoleniem”.
Pozostaje do wyjaśnienia, dlaczego ślad, jaki „PRL zostawiła w mentalności Polaków”, był mniej zauważalny, w czasie gdy rządzili Kwaśniewski, Oleksy i Miller, niż teraz, gdy antykomunistyczny PiS ma nieporównanie więcej władzy, niż miały rządy SLD.
Karol Modzelewski słusznie sądzi, że nie leży w intencjach Kaczyńskich stworzenie w Polsce państwa policyjnego, „ale ich słowa i czyny krok za krokiem prowadzą w takim kierunku”. Jak wiemy, działania mające na celu radykalne zmiany nawet w wąskim zakresie instytucjonalnym dają w wyniku skutki często nieprzewidywalne. Piłsudski wcale nie brał pod uwagę, że w wyniku zamachu stanu w 1926 r. może dojść do starć zbrojnych i ofiar śmiertelnych. Gdyby przewidywał kilkuset zabitych, na taki zbrodniczy czyn nigdy by się nie poważył.
Do czego to doprowadzi, to jedno zagadnienie, a co już się stało, to drugie. Słyszymy ciągle o tym, że Rosja odeszła od demokracji i że panuje tam autokratyzm; że przeciwników politycznych skazuje się tam pod pretekstami kryminalnymi. Może w przyszłości moje serce stanie się tak czułe, że będę płakał nad losem Rosjan, Chińczyków, Irańczyków i wszystkich źle rządzonych. Na razie jestem zimny drań i obchodzi mnie tylko to, co się w Polsce dzieje. A w Polsce już teraz są więźniowie polityczni, toczą się śledztwa polityczne, a na takie pogwałcenie praw człowieka i obywatela, na taki akt tyraństwa, jakim jest nowa ustawa lustracyjna, tylko bardzo dzika dyktatura mogłaby się zdobyć. Ciekawe, jak będą się kiedyś tłumaczyć ci, którzy o zachodzących dziś w Polsce prześladowaniach wolą nic nie wiedzieć.

 

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy