Pęknięta struna

Pęknięta struna

Zamordował przypadkowe osoby, bo przegrał w kasynie

Wiktoria pojechała do Jeleniej Góry, aby zagrać w filharmonii na harfie. To było jednorazowe zastępstwo, ale dla 25-letniej, dobrze zapowiadającej się absolwentki Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie świetna okazja autorskiego występu podczas prestiżowego koncertu. Nie bez znaczenia pozostawała możliwość zarobienia 800 zł.

Dyrygent zażyczył sobie, by młoda artystka uczestniczyła w próbach. Wiktoria stawiła się więc w filharmonii dwa dni wcześniej, 6 marca. Był rok 2013.

Zaoferowano jej nocleg w pokoju gościnnym nr 209. Rzadko go opuszczała, bo przed koncertem szlifowała umiejętności. Choć drobna i wiotka, nie narzekała na zmęczenie – przeciwnie, widać było, że cieszy się z występu. Stale uśmiechnięta, miała tylko jedną prośbę – aby ktoś jej przenosił ciężką harfę. Tym kimś, nader chętnym do pomocy, był konserwator urządzeń w filharmonii, 29-letni przystojniak Michał M. Kręcił się w pobliżu, gotowy na jej zawołanie. Zamienili ze sobą tylko kilka słów – poprosiła go, aby ostrożnie obchodził się z instrumentem, bo struny są delikatne. On też jej nie nagabywał, ale gdy w wolnej chwili wychodziła na miasto, szedł za nią, chociaż w sporej odległości. Dla samotnej, z nikim niezwiązanej dziewczyny było to miłe; gdy wieczorem rozmawiała telefonicznie z koleżanką, wspomniała o cichej adoracji konserwatora.

Próby wypadły świetnie. Wiktoria położyła się do łóżka wcześniej, aby wypocząć przed koncertem następnego dnia.

Pod dachem filharmonii

Michał M. nie miał gdzie mieszkać. Przez dwa lata dachu nad głową użyczała mu Anna H., która związała się z nim uczuciowo. Ale w 2012 r. ta samotna matka niepełnosprawnego dziecka, starsza od swojego partnera o 15 lat, pokazała kochankowi drzwi. M. zamieszkał w pokoju sublokatorskim, jednak wielokrotnie wracał do niej na noc. A jej brakowało konsekwencji. Ponieważ M. nie płacił za wynajem pokoju, właścicielka zmieniła zamki. Nad bezdomnym ulitował się ochroniarz z filharmonii, 60-letni Paweł K. Jeśli tylko miał dyżur, konserwator zostawał na noc w jednym z pomieszczeń obsługi technicznej.

7 marca 2013 r. Paweł K. zaczął służbę o siódmej wieczorem. Gdy w budynku pozostała tylko szykująca się do snu harfistka, zamknął drzwi wejściowe i usiadł w dyżurce.

W tym czasie Michał M. popijał piwo ze znajomym w barze Champion, gdzie oglądał mecz. Potem poszedł do salonu gier Royal. W kieszeni miał resztę dopiero co odebranej wypłaty. Do północy przegrał ponad 900 zł. W drodze do filharmonii wypił jeszcze kilka piw. Ochroniarz wpuścił go do środka.

W pomieszczeniu dla konserwatora Michał M. napisał SMS do Anny H.: „Ja jestem tak uzależniony, że nie dałem rady. Nie mam odwagi zadzwonić. Grałem po to, aby wyrównać długi. Wrzuciłem 100 zł, przegrałem, wrzuciłem 200, przegrałem, zamiast wyjść, wrzuciłem 450 zł, potem podniosłem stawkę i to był błąd, spadło wszystko. Chcę umrzeć, ale tylko po to, aby więcej nikogo nie krzywdzić. Byłem egoistą, a ta choroba mnie przerosła i długi swoją drogą też”.

Otrzymał odpowiedź, że powinien pójść do swojego pokoju sublokatorskiego albo do schroniska brata Alberta, gdzie mu pomogą podjąć leczenie. Zareagował kolejnym SMS-em: „Lokal nieopłacony, ona mnie nie wpuści, nie mam gdzie spać. Więc tylko oddział zamknięty? Dyscyplinarka, a co potem? To nie ma sensu”.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 29/2015

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy