Piękne słowo – ”wybaczamy”

ZAPISKI POLITYCZNE

Od redakcji: publikujemy dokończenie wystąpienia marszałka Małachowskiego na I Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ “Solidarność” Region Mazowsze wygłoszone w dniu 14 czerwca 1981 r.
Za tydzień – bieżący felieton.


Proszę państwa, chcę – na zakończenie mojej wypowiedzi – poruszyć jeszcze trzy ważne sprawy.
Pierwszą z nich jest nasz stosunek do milicji. Nie jesteśmy wrogami milicji i rozumiemy konieczność jej istnienia, gdyż musi ona bronić naszego życia i mienia, ale nie możemy zgodzić się z tym, żeby milicja w Polsce Ludowej była szkolona do walk z klasą robotniczą. Nie możemy pogodzić się, że MO posiada bardzo kosztowny sprzęt do zwalczania tłumów, czytaj: robotników albo studentów. Nie możemy zgodzić się z tym, że bierze się ze wsi albo z fabryk oraz ze szkół młodzież i uczy się ją bicia i torturowania swoich braci. Milicja stanowi taką samą cząstkę naszego narodu, jak reprezentanci innych zawodów i ma prawo do naszego szacunku, tak jak to się dzieje w wielu cywilizowanych krajach europejskich, tym bardziej że są w milicji ludzie, którzy codziennie muszą narażać życie, byśmy mogli spać spokojnie. Nie chcemy się bać milicji. Europejski milicjant nie może budzić lęku.
Druga sprawa to rozpętanie istnej psychozy na temat upadku władzy w naszym kraju i szerzącej się kontrrewolucji. Są to działania wymierzone bezpośrednio w nasz związek; gdyż mają na celu udowodnienie, że póki nas nie było na arenie życia publicznego, wszystko toczyło się idealnie. Myślę, że i teraz zgodzicie się państwo ze mną, gdy stwierdzę, że w większości przedsiębiorstw, instytucji i urzędów w naszym kraju toczy się normalna praca i że przestrzegane są, na ogół wszędzie, zasady socjalistycznego współżycia między ludźmi. Niestety, często praca doznaje z różnych przyczyn wielu przeszkód i zahamowań, ale nigdzie nie można dopatrzyć się znamion rozkładu ani znamion kontrrewolucji – czyli zmiany form ustrojowych. Nie ma też żadnych dowodów na to, że “Solidarność” działa w tym kierunku, że pragnie zmiany ustroju. Ale rzeczywistość jest taka, że “Solidarność” musi sprawić, by nasz ustrój zaczął wreszcie służyć ludziom.
Prawdą jest natomiast, że wielu ludzi gada głupstwa, że niepotrzebnie zadrażnia się na różne sposoby sytuację, a wielu członków naszego związku lekkomyślnie nie dostrzega, że nadszedł teraz czas mądrego, twardego działania, a nie wyżywania się w słowach. Dlatego z tej trybuny kieruję wezwanie do wszystkich członków naszego związku: uważajcie na słowa, albowiem historia rozliczy was z czynów, a nie ze słów, co ulecą.
I ostatnia sprawa. Bardzo często wymienia się jednym tchem różne zarzuty przeciwko “Solidarności”, a zarazem potem przechodzi się do wyliczania rzekomych incydentów antyradzieckich, które się ponoć mnożą w zastraszającym tempie. To sąsiedztwo ma także zapewne sugerować, że te antyradzieckie poczynania nas dotyczą.
Trzeba gwałtownie protestować. Po pierwsze, zdumiewający jest fakt, iż mimo rzekomo wielkiego nasilenia tych przestępstw w ogóle nie natrafiono – jak do tej pory – na sprawców. Wszyscy są nieznani, nieuchwytni, tajemniczy.
Co u licha? Mamy przecież znakomitą służbę kryminalną, która w mig wykrywa poważne zbrodnie, a tu nagle, gdy chodzi o zbrodnie polityczne (!), jakby im siły odjęło. To nie jest zatem wiarygodna kampania propagandowa.
Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że “Solidarność” nie była, nie jest i nigdy nie będzie antyradziecka. Z prostych przyczyn! Jest wśród nas wielu ludzi, co razem z żołnierzami radzieckimi walczyli z Niemcami, również wielu naszych najbliższych walczyło lub oddało życie w tej walce. To są ważne, bardzo ważne przesłanki, ale równie ważne jest to, że dzisiaj pomiędzy interesami polskich związkowców a interesami narodów radzieckich nie ma żadnej sprzeczności. Tam, gdzie nie ma takiej sprzeczności, nie mogą zaistnieć prawdziwe konflikty. Wiemy dobrze, że w naszym interesie ekonomicznym leży ścisła współpraca ze Związkiem Radzieckim na równych prawach. Wiemy też, że oba kraje, współpracując w różnych dziedzinach, mogą być sobie bardzo pomocne. Ponadto “Solidarność” wierzy w moc prawa, w zawarte sojusze, których należy dotrzymać.
Natomiast trzeba wyraźnie powiedzieć, że od kilkudziesięciu lat mała grupka ludzi przyznaje sobie monopol na kształtowanie stosunków polsko-radzieckich, co nie wyszło na dobre obu narodom. Trzeba powiedzieć, że społeczeństwo nasze nie jest dostatecznie informowane o wzajemnych stosunkach handlowych, że ta propaganda nie przyczynia się da zabliźnienia starych ran. Trzeba także wyraźnie powiedzieć, że są pewne kwestie, już dzisiaj historyczne, ale jeszcze bolesne, do końca nie wyjaśnione – choć, gdy o tym mówimy, musimy pamiętać, że nie my jedni ucierpieliśmy od zbrodniczych poczynań Stalina. Wiele milionów Rosjan oraz osób innych narodowości straciło życie, bądź spędziło sporą część swego życia w stalinowskich obozach. Więc i te wspólne cierpienia powinny nas zbliżać, a nie rozdzielać. Wreszcie pora publicznie ogłosić: jesteśmy narodem chrześcijańskim i obowiązuje nas miłosierdzie; wybaczenie tego, co było czyjąś winą wobec nas. Tak więc tym, którzy nas kiedyś skrzywdzili, powinniśmy z pokorą powiedzieć to piękne chrześcijańskie słowo – “wybaczamy”.
Mówi się także nieraz o tym, że tylko socjalistyczna Polska ma prawo do niepodległości. Jakże obca musi być w rzeczywistości ideologia socjalistyczna ludziom, co głoszą takie prawdy. Obca, gdyż w istocie nie wierzą oni w zasady socjalistyczne i nie mogą zrozumieć, za co miliony ludzi na świecie oddawało w przeszłości swe życie. A za co oddali życie ci ludzie? Na pewno nie za to, żeby ich dzieci i wnuki przystawały na socjalistyczną koncepcję życia pod lufami karabinów przyłożonych do skroni. Ala za to, żeby te dzieci i wnuki żyły pod panowaniem prawa, równości, sprawiedliwości społecznej, aby nie było wyzysku człowieka przez człowieka, aby nikt nie znał nędzy i głodu. I to jest przyczyna, dla której Polacy opowiadają się za socjalizmem. A nie strach.
Jakże zresztą mówić można pod koniec XX wieku, że wolny, niepodległy byt narodu nie jest samodzielną wartością, uznaną przez międzynarodowe prawo i umowy, ale zależy od światopoglądu obywateli? Jakże można? I jak takie wsteczne poglądy mają służyć szerzeniu przyjaźni między naszymi narodami?
To nieprawda, że jesteśmy trudnym do rządzenia narodem. Ludzie wielkiego ducha i wielkiej mądrości mogą nami rządzić bez wielkiego trudu. Na samo zakończenie chcę stwierdzić jeszcze jedno. Oto potrafię sobie wyobrazić nawet sytuację, w której nasz naród będzie – by kraj uratować z wielkiej biedy – pracować tylko za przysłowiową zupę…
Ale ta zupa musi być gotowana idealnie czystymi rękami!

Wydanie: 7/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy