Pielęgniarki pod presją

Pielęgniarki pod presją

31.01.2008 SOSNOWIEC SZPITAL SPECJALISTYCZNY NR 5 IMIENIA SWIETEJ BARBARY ODDZIAL NEUROLOGICZNY PIELEGNIARKI PODCZAS DYZURU PIELEGNIARKA MAZIARSKA MARZENA NA SALI R KROPLOWKA UWAGA! NA ZADNYM ZDJECIU NIE MOZE BYC ROZPOZNAWALNY PACJENT. FOT . DAWID CHALIMONIUK / AGENCJA GAZETA

Rzadko zdarza się wdzięczność bliskiego pacjenta, który dostrzega naszą ciężką pracę Godzina 15. Szpitalny oddział zapełnia się rodzinami stojącymi przy łóżkach pacjentów. Każda rodzina przeżywa to na swój indywidualny sposób. Ja zawsze bacznie obserwuję. Czasem się wściekam, czasem wzruszam, czasem jestem zdziwiona. Wiem, że to chwila dla nich. Ich prywatność, której nie można im zabierać. Jednak lubię przyglądać się tym rodzinom. Daje mi to zarys tego, jakim człowiekiem się opiekuję. (…) Na oddziale intensywnej terapii prawie każdy pacjent jest podobny do innych. Uwielbiam poznawać ludzi. W miejscu, w którym pracuję, pacjenci jednak nie mówią, nie śmieją się. Co jakiś czas mamy pacjentów, z którymi można porozmawiać, jednak rzadko są zdolni do logicznej rozmowy. Zawsze zastanawiam się, jakim człowiekiem jest mój pacjent, co w sobie nosi. Być może ta wiedza nie jest mi potrzebna. Może sprawia, że przywiązuję się do pacjenta. A może to mało profesjonalne. Mimo wszystko to bardzo ludzkie. Rodziny pacjentów różnie radzą sobie w sytuacji, kiedy muszą zmierzyć się z chorobą bliskiego. Są osoby, które przychodzą i stają obok łóżka. Wypakowują z ogromnych toreb najpotrzebniejsze rzeczy i wtedy zaczyna się najdziwniejsza część tego przedstawienia. Zakładają ręce, stoją jak w kościele i patrzą na chorego. Nic nie mówią w tym czasie. (…) Część po jakichś 10 minutach zaczyna się nudzić. Oglądają wtedy innych pacjentów albo rozmawiają z osobą, z którą przyszli na oddział, marnując tym samym możliwość bycia bliżej z chorym. Jeszcze chociaż przez chwilkę. Są rodziny, które przychodzą i całkowicie skupiają się na chorym. Całują go, głaszczą, mówią. Obiecują, że wszystko będzie dobrze, jednak musi trochę wytrzymać. Jeszcze dzień, tydzień lub miesiąc. (…) Ten typ rodzin nie płacze przy chorym. Oni przychodzą i mając pełną świadomość, że jest bardzo źle, starają się swoją nadzieją i miłością sprawić cud. Są i takie rodziny, które zawsze mają mnóstwo zastrzeżeń. Wszędzie widzą nieodpięte kroplówki, które przecież według nich są wyznacznikiem jakości opieki pielęgniarskiej. Rodziny te wszędzie węszą niedopatrzenia ze strony personelu i doszukują się naszych błędów. Staram się to zrozumieć. Chcą najlepszej opieki dla swojego bliskiego, a cała sytuacja to dla nich ogromny stres. Istnieje jeszcze jeden typ rodzin. Ten, którego boję się najbardziej. Rodziny pytające. „Proszę pani, wszyscy tak długo są zaintubowani i tutaj leżą, prawda?”, „Myśli pani, że on z tego wyjdzie?”, „Dlaczego mój mąż się nie budzi?”. (…) Nie mam pojęcia, co mam mówić. (…) Nie chcę gasić nadziei w rodzinach. Często to ostatnie, co mają. Z nadzieją im bardziej do twarzy. Tak jak kilka niemiłych pielęgniarek może wpłynąć na postrzeganie całego środowiska, tak samo stosunek i zachowanie rodzin ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie w pracy. (…) Niestety, dobrze wiem, że moje koleżanki często słyszą rzeczy, które naprawdę mogą odebrać chęć do działania. Kiedy rodzina zarzuca ci, że źle się opiekujesz jej bliskim, wątpi w umiejętności pielęgniarek i kwestionuje wszystkie decyzje lekarzy, to autentycznie boli. Słyszysz kilka niemiłych komentarzy, a wiesz, że robisz wszystko, co w twojej mocy, więc w pewnym momencie dochodzisz do wniosku – hej, coś tutaj nie gra! Pielęgniarka pracująca ponad 40 lat w zawodzie Jeżeli pacjent jest charakterny, to nie ma znaczenia, czy jest w lepszym stanie, czy w gorszym – trzeba sobie z nim poradzić. Natomiast gorsze są rodziny, które robią straszny bałagan na oddziale, przeszkadzają nam w pracy. Pacjent dobrze jeszcze nie wejdzie do oddziału, a już wszyscy nad nim wiszą i krzyczą, dlaczego my jeszcze nic nie wiemy, i wołają, że to skandal. Jeżeli są jakieś ostrzejsze scysje z pacjentami, to dziewczyny zawsze wyganiają mnie, żebym ratowała sytuację, ze względu na moje doświadczenie i dojrzały wygląd. Ludzie stali się bardziej roszczeniowi – to na pewno. Po pierwsze, mamy erę internetu, przez co wszyscy się leczą w Google. I wszyscy wiedzą wszystko o sobie, wiedzą więcej niż lekarze. Po drugie, jest bardzo ciężki dostęp do lekarzy, więc wszyscy na siebie warczą. Dziewczyny są przemęczone, pacjenci są roszczeniowi, dostęp jest utrudniony i kółko się zamknęło. Takiej sytuacji nie ma w prywatnych klinikach. (…) 40-letnia pielęgniarka w dużym szpitalu Były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 13/2019, 2019

Kategorie: Kraj