Piłkarska wiosna dla Legii radosna

Piłkarska wiosna dla Legii radosna

Czy Legia w najbliższych latach może się stać solidnym europejskim klubem?

W poniedziałek, 5 czerwca, przed południem szef i właściciel Legii Dariusz Mioduski zawiesił na szyi króla Zygmunta III Wazy klubowy szalik. Zanim jednak tradycji stało się zadość, dzień wcześniej kibice Legii przeżyli siedem minut niepewności, a nawet strachu. Spotkanie z Lechią na Łazienkowskiej zakończyło się bezbramkowym remisem i sprawa tytułu zależała od wyniku trwającego jeszcze meczu Jagiellonii z Lechem. Szczęśliwie dla legionistów w Białymstoku było 2:2, ale gdyby gospodarzom udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę, tytuł (po raz pierwszy w historii) powędrowałby do stolicy Podlasia. 4 czerwca 2017 r. to jednak Legia Warszawa została piłkarskim mistrzem Polski po raz 12., natomiast Jacek Magiera jako trener menedżer sięgnął po tytuł po raz pierwszy. Ponieważ zaczął pracę 24 września 2016 r., łatwo obliczyć, że dojście do sukcesu zajęło mu 253 dni. Dojście niezwykle trudne, bo mimo że z 25 ostatnich spotkań legioniści przegrali tylko jedno – na czoło Ekstraklasy wyszli dopiero 17 maja, po 34. kolejce.

Celem (jak zawsze) mistrzostwo

W lutowym wywiadzie dla PRZEGLĄDU (nr 6/2017) trener Magiera mówił: „W Legii zawsze walczy się tylko o najwyższe trofea. Zostałem tego nauczony przez 18 lat gry i pracy w sztabie w tym klubie. Dla mnie to oczywiste. Obejmując zespół na 14. miejscu w tabeli, trudno było od razu powiedzieć, że jesteśmy na dobrej drodze do obrony tytułu. Nie – wtedy trzeba było krok po kroku odbudowywać morale zespołu. I tylko ten zespół, złożony z tych ludzi, mógł dokonać tego, że z minus 12 zrobiło się jedynie minus cztery. Pracowało na to mnóstwo osób – zawodnicy, sztab, ludzie z biura, kibice. To daje możliwość włączenia się do walki o mistrzostwo Polski i to jest nasz cel”.
Kilkanaście minut po czerwcowym meczu z Lechią Magiera powiedział: „Chciałbym mówić o całym sezonie, bo zakończyliśmy go świetnie, tak jak chcieliśmy. Jestem dumny z zespołu, zawodników, sztabu… Duma i jeszcze raz duma. Gratuluję chłopakom, bo zasługują na to jak mało kto. Mecz z Lechią przypominał szachy. Znaliśmy wynik z Białegostoku i chcieliśmy zrobić swoje. Trzeba było odmówić po meczu trzy czy cztery zdrowaśki. Opatrzność była z nami i zdobyliśmy tytuł. Dziesięć minut stresu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Przez ostatni rok wiele się nauczyłem. Zaliczyłem w tym sezonie pięć rodzajów rozgrywek i chyba nie ma drugiej takiej osoby, która musiałaby się dostosowywać do tak różnych realiów. Często musiałem przygotowywać się w autokarze i samolocie, wszędzie szukałem inspiracji i chcę teraz spędzić czas z najbliższymi, nadrobić to. Dziś jednak się cieszymy, ale to historia. Trzeba być sobą, z pokorą podejść do kolejnego dnia”.

Koniec wojny prezesów

Pracy Magierze nie ułatwiała wojna między włodarzami stołecznego klubu. Maciej Wandzel, a przede wszystkim Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski okładali się za pośrednictwem mediów. Konflikt między współwłaścicielami wybuchł wkrótce po tym, jak spłacili dług wobec ITI. Zamieszki podczas pierwszego meczu w Lidze Mistrzów (0:6 z Borussią Dortmund 14 września 2016 r.) stały się pretekstem do wzajemnych oskarżeń. „Te wydarzenia były momentem granicznym. Nie różnimy się w kwestiach podejścia do kibiców. Chodzi o fundamentalny sposób funkcjonowania klubu, aby gra w europejskich pucharach była regułą, a nie dziełem przypadku”, oceniał Mioduski. Leśnodorski: „Media nie są dobrą areną pojedynku, ale tak naprawdę od zawsze różnimy się w ocenie różnych sytuacji. Mioduski ma własnych doradców i odizolowuje się. Teraz mu doradzili, że to najlepszy moment na konfrontację, bo pewnych kwestii, jak np. zamknięcie stadionu, nie da się obronić”.

Wojna na górze w Legii zakończyła się 22 marca br., kiedy Wandzel i Leśnodorski oficjalnie poinformowali, że odsprzedali swoje udziały (po 20%) Mioduskiemu, który stał się jedynym właścicielem klubu. Leśnodorski przestał być prezesem zarządu i objął funkcję przewodniczącego rady nadzorczej spółki. Jednak zaledwie dzień po wywalczeniu przez legionistów mistrzostwa kraju poinformował o rezygnacji ze stanowiska w radzie nadzorczej i odejściu z klubu.

Kim pan jest, panie Mioduski?

W najnowszym, majowym rankingu „Piłki Nożnej” – 100 najbardziej znaczących ludzi w polskim futbolu – Dariusz Mioduski został sklasyfikowany na bardzo wysokim, czwartym miejscu. Uzasadnienie: „Wcześniej większościowy udziałowiec, ale bez prawa głosu w decydujących kwestiach, obecnie zaś jedyny właściciel, a także prezes Legii Warszawa. Człowiek, który wymyślił menedżerskie przejęcie sportowej spółki od ITI, a później wraz z Leśnodorskim zrealizował ten projekt. Wizjoner działający w Europejskim Stowarzyszeniu Klubów, który nie boi się głosić publicznie, że aby dogonić europejskich średniaków, budżet naszej Ekstraklasy w ciągu najbliższych lat trzeba podnieść pięciokrotnie. Oby i na to znalazł sposób, choć po przejęciu znacznie większej partii obowiązków przy Łazienkowskiej będzie miał mało wolnego czasu”.

„Dariusz Mioduski jest dziś jedną z najważniejszych osób w polskiej piłce. Zwycięska batalia z piekielnie mocnym duetem Bogusław Leśnodorski-Maciej Wandzel wzmocniła jego pozycję – słusznie ocenia Marek Wawrzynowski (WP SportoweFakty) i kontynuuje: – W pierwszym kontakcie właściciel Legii Warszawa robi wielkie wrażenie. Zwłaszcza na ludziach sportu, którzy wychowali się na kontaktach z osobami tzw. street wise, różnymi cwaniakami, kombinatorami, dorobkiewiczami. Prawnik po Harvardzie, były dyrektor koncernu Kulczyka, to w piłce przybysz z innego świata. Trudno powiedzieć, czy lepszego. Innego. Dlatego od początku jego związek z Bogusławem Leśnodorskim, piekielnie inteligentnym naturszczykiem, owijającym sobie wokół palca dziennikarzy, a co za tym idzie również kibiców, był dziwny. Wyglądało to trochę, jakby postawić nowoczesny szklany biurowiec obok budynku eleganckiego, stylowego, ale oszpeconego zamkowymi wieżyczkami. Związek na tyle dziwny, że skazany na porażkę. I tak też się stało, choć długo obaj utrzymywali, że się znakomicie uzupełniają. Mioduski w ostatecznej rozgrywce okazał się nie mniej ostrym graczem niż jego przeciwnicy. Dziś, gdy jest zarówno właścicielem, jak i prezesem klubu, to on będzie rozliczany z wyników. Poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko”.

Legia zatrudnia legionistów

Zdaniem Pawła Gołaszewskiego („Piłka Nożna” nr 14/2017): „Już można odczuć powiew świeżego wiatru w korytarzach przy Łazienkowskiej. Nowym dyrektorem akademii został Jacek Zieliński, który zastąpił na stanowisku Jacka Mazurka. Były reprezentant Polski będzie odpowiedzialny za kompleksowy rozwój akademii, która jest oczkiem w głowie prezesa Mioduskiego. To właśnie Zieliński do spółki z Radosławem Mozyrką – koordynatorem do spraw rozwoju akademii – będą mieli największy wpływ na kształt i rozwój młodzieży przy Łazienkowskiej. – Legia będzie klubem, który zawsze walczy o mistrzostwo Polski i gra w fazie grupowej europejskich pucharów. Musimy mieć jednak swoje DNA i wprowadzać wychowanków. Nie stanie się to szybko, ale zamierzamy stworzyć struktury, które do tego doprowadzą – mówił Mioduski. – Pracę Jacka trzeba będzie oceniać dopiero po kilku latach, kiedy zawodnicy, którzy obecnie kształtują się w akademii, będą wchodzić do piłki seniorskiej – mówi w rozmowie z »PN« Tomasz Sokołowski I, wieloletni zawodnik Legii, później trener grup młodzieżowych, a obecnie szkoleniowiec Mazowsza Grójec.

Ściągnięcie Zielińskiego idealnie wpisuje się w aktualną politykę mistrza Polski. Trenerami Legii są jej dwaj byli piłkarze – Jacek Magiera oraz Aleksandar Vuković – którzy kilkanaście lat temu cieszyli się olbrzymią sympatią kibiców i nie stracili jej do dzisiaj. Po półrocznej działalności Magiery przy Łazienkowskiej można śmiało powiedzieć, że była to decyzja najlepsza z możliwych, bo legioniści wskoczyli o poziom wyżej. Z kolei Vuković nie tylko odpowiada za sprawy związane z treningami, ale także bezpośrednio angażuje się podczas meczów oraz dba o odpowiednią atmosferę w szatni. Filmiki z jego udziałem i radością po wygranych meczach już od kilku miesięcy cieszą się wielkim uznaniem wśród kibiców i internautów. Tercet byłych piłkarzy w sztabie szkoleniowym pierwszej drużyny zamyka Lucjan Brychczy – jedna z największych legend w historii stołecznego klubu. Byli piłkarze mają pomagać nie tylko wiedzą merytoryczną, ale przede wszystkim odpowiednio dobierać i kształtować młodych zawodników pod względem charakterologicznym. Wraz z odejściem Leśnodorskiego z klubem pożegnał się Grzegorz Szamotulski, który odpowiadał za szkolenie bramkarzy w akademii, a także pomagał czasami Krzysztofowi Dowhaniowi przy pierwszym zespole. Legia nie zwlekała zbyt długo i już na początku rundy wiosennej zatrudniła innego byłego legionistę i reprezentanta Polski – Wojciecha Kowalewskiego.

Inni byli zawodnicy także mogą liczyć na zatrudnienie w strukturach akademii. Tomasz Sokołowski II jest asystentem trenera w ekipach juniorów z rocznika 2000 i 2001. Od kilku tygodni z młodzieżą pracuje również Tomasz Jarzębowski, który w grudniu zakończył piłkarską karierę. Trzeci Tomasz – Kiełbowicz – też pracował w akademii, ale od kilku miesięcy jako skaut wyszukuje młode talenty. Dyrektorem sportowym jest Michał Żewłakow, który kończył karierę przy Łazienkowskiej. Były kapitan reprezentacji Polski miał odejść z klubu wraz z prezesem Leśnodorskim, jednak Mioduskiemu udało się namówić go na pozostanie na stanowisku”.

Europejskie marzenia

Jak widać, koncepcja jest prosta – w Legii zaczęto zatrudniać legionistów, mając na uwadze nie najbliższy sezon, nie rok czy dwa, lecz znacznie dłuższą perspektywę. Pozostaje zatem uzbroić się w cierpliwość i za poradą dziennikarza sportowego Grzegorza Kalinowskiego, autora powieściowego cyklu „Śmierć frajerom”, pozostawać umiarkowanym optymistą: „Styl, styl, styl… Mój Boże, a jakie to ma znaczenie, 20 lat temu styl był wielki, ale kac jeszcze większy. Legia grała pięknie i przegrała z Widzewem 2:3. Wczoraj się doczołgała, ale to problem tych, którzy jej nie przegonili. Styl był z Realem (3:3), ze Sportingiem (1:0), w trzech meczach z Lechem, w Białymstoku z Jagiellonią (4:1) oraz u siebie z Lechią (3:0). Wtedy był styl, wczoraj była męka, a dziś karnawał!”.

Czy Legia w najbliższych latach może się stać solidnym europejskim klubem? Na postawione w ten sposób pytanie odpowiedziało sporo, bo 3067, internautów. 72% uważa, że tak, że nie – 28%. Na razie piłkarze stołecznego klubu są hegemonami własnego podwórka. W siedmiu ostatnich wydaniach aż pięciokrotnie sięgali po Puchar Polski, w ciągu pięciu lat czterokrotnie triumfowali w Ekstraklasie. To ostatnie mistrzostwo rodziło się w bólach i niemal każdy podkreśla, że był to najtrudniejszy sezon ze wszystkich. Dlatego już teraz trzeba myśleć o tym, jaka będzie przyszłość zespołu. Nikogo nie powinny dziwić zmiany kadrowe. Jak to w przerwie rozgrywek bywa, kilku graczy może odejść, kilku przyjść. Absolutnym priorytetem wydaje się zatrzymanie najlepszych zawodników, w tym Vadisa Odjidji-Ofoego. Jednak poziom gry, chociażby w ostatnim pojedynku z Lechią, dobitnie pokazał, że do oczekiwanego, wymarzonego pułapu jeszcze daleko, bardzo daleko…


Era Leśnodorskiego (od 10 grudnia 2012 r. do 22 marca 2017 r.)
Blaski
• Mistrzostwo Polski – 2013, 2014, 2016.
• Puchar Polski – 2013, 2015, 2016.
• Udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów – 2016 i dwukrotnie (2015 i 2017) w 1/16 finału Ligi Europy.
• Nagroda tygodnika „Piłka Nożna” dla Człowieka Roku 2013 w polskim futbolu.
Cienie
• Kompromitująca wpadka (organizacyjna) w rewanżowym meczu europejskich eliminacji (6 sierpnia 2014 r.) z Celtikiem w Glasgow. Na boisko wszedł nieuprawniony do gry Bartosz Bereszyński, który powinien pauzować za czerwoną kartkę.
• Zatrudnienie norweskiego trenera Henninga Berga (od 1 stycznia 2014 r. do 4 października 2015 r.) oraz albańskiego Besnika Hasiego, który wytrwał na posadzie zaledwie od 3 czerwca do 19 września 2016 r. Nie mogło być inaczej, skoro pięć dni wcześniej legioniści pod jego kierunkiem przegrali u siebie z Borussią Dortmund 0:6!
• Niejasne relacje z kibicami, a raczej kibolami, co skutkowało kolosalnymi stratami, w wysokości kilkunastu milionów złotych, na co składały się kary, koszty koniecznych napraw na trybunach stadionu oraz kilkakrotnych nakazów rozgrywania meczów bez udziału publiczności – z Apollonem Limassol 3 października 2013 r., Trabzonsporem 11 grudnia 2014 r., Ajaxem 26 lutego 2015 r. i Realem 2 listopada 2016 r. Jak ktoś sarkastycznie stwierdził: „Kibice Legii? Najlepsi, bo najdrożsi!”.

Wydanie: 24/2017

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy